lipca 24, 2018

RODZEŃSTWO z MAŁĄ RÓŻNICĄ WIEKU
- strzał w dziesiątkę, czy w kolano?


Kiedy cztery lata temu lub wcześniej ktoś zadawał mi pytanie doprowadzające do szału wszystkie bezdzietne pary: 'Kiedy dziecko???' odpowiadałam bez wahania, że na pewno nie w tym momencie, ponieważ mamy inne życiowe plany i w zasadzie to ja chyba nie chcę mieć dzieci... Rozwijając temat zawsze twierdziłam, że jeśli już dziecko będzie to chciałabym mieć ich co najmniej trójkę i to z małą różnicą wieku. Lila pojawiła się w naszym życiu całkowicie niespodziewanie i nieplanowanie - choć małżonek twierdzi, że on planował :D - jednak słowo się rzekło i jeśli już jeden potomek postanowił wywrócić nasze życie do góry nogami, to fajnie byłoby zaplanować ciąg dalszy... No i tym oto sposobem mamy w domu niemal trzyletnią Lilę, półtorarocznego Grzesia i niebawem pojawi się i trzeci Ktoś - każde z dzieci rodzi(ło) się z 1,5 roczną przerwą między wcześniejszym, więc w dużym skrócie trójeczka rok po roku. Czy to dobry pomysł, czy zły? Sprawa bardzo indywidualna jednak opowiem Wam co nieco, jak wygląda to z naszej perspektywy.



Rozpoczynając przygodę z macierzyństwem byłam - jak chyba każda młoda mama - przerażona! Wynika to z prostej zasady, że każda niewiadoma i nieznana nam przygoda jest siłą rzeczy stresująca, a fakt, że od teraz odpowiedzialność wchodzi na level ekspert i od moich decyzji zależy życie i zdrowie małego w pełni zależnego ode mnie człowieka doprowadzał mnie do czystej rozpaczy. Jak się okazało całkowicie niepotrzebnie i bardzo szybko odnalazłam się w roli mamy - spełniałam się w tym, kierowałam intuicją, sporo czytałam, spotykałam się z innymi bardziej doświadczonymi mamami, brałam udział w warsztatach i doszłam do szybkiego wniosku, że jestem całkowicie gotowa na to, by zostać mamą podwójną. Ten stan wywrócił moje życie do góry nogami bardziej niż pojawienie się pierwszego dziecka, ale również jakoś się w tym wszystkim odnalazłam na tyle, by dojrzeć do decyzji o trzecim dziecku! Kiedy ludzie dowiadują się o tej decyzji w większości przypadków słyszę, że jest im mnie żal - bo mało kto wyobraża sobie siebie w takiej sytuacji, a dzieci - głównie bezdzietnych lub 'wyrośniętych' już z tego stanu - zazwyczaj przerażają. Odpowiem więc krótko... czy jest ciężko? Jak cholera! Ale żeby od razu żal....


#PIERWSZE DZIECKO

Pierwsze dziecko zmienia wszystko - cały nasz dotychczasowy styl życia bierze w łeb, ponieważ wszystko co budowaliśmy przez ileś tam (w moim przypadku 30) lat należy poddać solidnej rozbiórce i wybudowaniu na nowo. Kiedy zaszłam w ciąże z Lilą, dokładnie w tym samym czasie otwieraliśmy swój własny biznes, w który zainwestowaliśmy mnóstwo czasu i pieniędzy - w moim odczuciu ten 'związek' biznesowo-dzięcięcy z góry skazany był na porażkę, jednak mówiąc A, trzeba było powiedzieć B, ponieważ zanim się o ciąży dowiedziałam zaszliśmy już w tym wszystkim zdecydowanie za daleko. Udało mi się tak zorganizować własne życie i przestrzeń, że będąc z dzieckiem 24 godziny na dobę prowadziłam również firmę i miałam nawet czas na zdobywanie mamowych doświadczeń na zupełnie innym polu - niestety dla biznesu Lila była dla mnie ważniejsza i poświęcałam jej maksimum uwagi oraz organizowałam czas w taki sposób, żeby nie traciła absolutnie nic z czasu swojego dzieciństwa. Udawało mi się to przez 8 miesięcy jej życia, kiedy to stwierdziłam jednoznacznie, że co jest do wszystkiego to jest do dupy i albo jestem mamą, albo prowadzę restaurację - bo tym się zajmowałam. Kto ma jakikolwiek związek z branżą gastronomiczną wie, że pogodzenie tych dwóch punktów z noworodkiem/niemowlakiem na stanie niestety nie jest możliwe i z czegoś na rzecz czegoś trzeba zrezygnować.

Tak więc biznes został zamknięty, a ja na nowo zostałam mamą i mimo że wyparłam już ten czas z pamięci, ponieważ był to dla mnie okres wyjątkowo ciężki, stresujący i zwyczajnie taki, o którym chciałabym zapomnieć, zawsze będzie on gdzieś we mnie, przypominając mi, że życiowe porażki zawsze można przekuć w sukces - a za takie zdecydowanie uważam swoje macierzyństwo.

Z perspektywy czasu - i powie to każdy rodzic więcej niż jednego dziecka - czas tylko z Lilą był to przysłowiowy pikuś :D Rzeczy wtedy przerastające mnie i przyprawiające o zawrót głowy, teraz uznaję za tak zwyczajną codzienność, że byłabym w stanie zrobić to z zamkniętymi oczami - no, ale życie nie bez powodu toczy się torami, którymi będziemy w stanie przygotować się na więcej. Bez dwóch zdań podziwiam niesamowicie rodziców bliźniaków, o większej ilości potomków z jednej ciąży nie wspominając. Nie mniej życie z jednym dzieckiem opanowałam na tyle, żeby zdecydować się na kolejne. Pierwszą ciążę przepracowałam niemal do samego porodu z przyczyn opisanych powyżej, nie miałam więc przyjemności leżenia, pachnienia i relaksującego przygotowywania się do porodu, jednak ciąża z rocznym dzieckiem 'pod pachą' okazała się również nie lada wyzwaniem. Na moje szczęście ciąże mam bezproblemowe i zdrowe jeśli chodzi o dzieci, jednakże w szczęściu nieszczęście, ponieważ sama dla siebie przechodzę je, a zwłaszcza 1 i 3 trymestr, bardzo ciężko: migreny, astma, alergie, mdłości, kręgosłup, waga, opuchlizny i gigantyczne brzuchy... Większość możliwych dolegliwości dotyka mnie przez te 'magiczne' 9 miesięcy, jednakże godnie znoszę to dziękując, że dzieci są zdrowe i donoszone. Przeżywanie jednak tych dolegliwości z małym dzieckiem łatwe nie było, choć zdecydowanie było prostsze i mniej stresujące niż praca, którą miałam 'przyjemność' wykonywać w ciąży pierwszej - najważniejsze było wspólne wypracowanie systemu, który nie byłby zbyt uciążliwy dla mnie i nie zabierał najważniejszych aspektów dzieciństwa Lilii. No i rzecz jasna nieoceniona jest pomoc bliskich z nad wyraz cierpliwym małżonkiem na czele :-*

Robiłam więc wszystko to co 'należy' robić z takim maluchem - nie brakowało nam wspólnych zabaw, wyjazdów, bliskości, chustonoszenia i wszystkiego do czego była przyzwyczajona. Lila była - i jest nadal - bardzo rozumną i komunikatywną istotą, dlatego sporo dało jej się wytłumaczyć. I tak dotrwaliśmy do dnia, kiedy pojawił się Grześ...


#DRUGIE DZIECKO

Natura głupia nie jest i zapewne nie bez powodu obdarowała mnie pierwszym całkowicie bezkonfliktowym i łatwym w obsłudze potomkiem, by przywalić z grubej rury przy kolejnym! No powiem Wam, że to co przeżyliśmy z Grzesiem przez pierwszy rok jego życia (teraz ma 15 miesiący, więc nie było to wcale tak dawno temu) zdecydowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Pisałam co nieco na ten temat TUTAJ i przyznam szczerze, że jak tak teraz o tym myślę to nie wiem skąd wzięłam w sobie tyle siły, by zdecydować się trzecie dziecko, o sile i cierpliwości Taty-Męża nie wspominając. Grześ był książkowym cycoholikiem, bezsmoczkowym, nieodkładalnym, protestującym, wymagającym, upartym i uciążliwym w rodzinnej sielance jak mało kto, ale jedno co mogę Wam powiedzieć to fakt, że o takich rzeczach wyjątkowo szybko się zapomina :D Nie pamiętam już tego roku, gdy drzemki odbywały się w nosidle na moich plecach; gdy budził się co godzinę w nocy również przez bite 12 miesięcy; gdy tembry jego wrzasku doprowadzały nas do białej gorączki... Bez dwóch zdań nasza codzienność z Grzesiem była najcięższym jak dotąd życiowym doświadczeniem, jeśli więc ponownie ktoś zapyta, czy życie z dwójką małych dzieci jest ciężkie bez wątpienia ponownie odpowiem 'jak cholera!'. Jednakże jest to jak się okazuje całkiem niewielki procent całości i każdy uśmiech - a jest to wyjątkowo pogodne dziecko - rekompensuje wszystkie nieszczęścia. No i najważniejsza sprawa - jego relacja z Lilą.

A ona, bez dwóch zdań od początku była niesamowitą siostrą. Ich relacja przez całą ciążę spędzała mi sen z powiek, ponieważ z każdej strony straszona byłam zazdrością, nienawiścią i chęcią zabicia brata! Pierwsze dziecko nauczyło mnie, że takie opowiastki należy wsadzić między bajki, bo dotychczas nic ze straszących mnie historii się nie sprawdziło, jednak siłą rzeczy gdzieś to w człowieku zostaje. Przygotowywaliśmy Lilę na pojawienie się brata solidnie przez cały okres ciąży i zdecydowanie zdało to rezultat. Naprawdę ciężkie pamiętam pierwsze dwa tygodnie, a później każdy kolejny dzień doprowadzał nas do wypracowania sobie sprawnie działającego systemu, który siłą rzeczy nieustannie na bieżąco trzeba udoskonalać. Dzieci rosną, ich potrzeby i relacje się zmieniają i tak samo jak pojawiły się niedawno wcześniej nieobecne przepychanki, szturchania, czy małe złośliwości - i tym samym sporo krzyków - pojawiła się również w końcu możliwość wspólnej zabawy, znajdowania coraz większej ilości wspólnych tematów i pomysłów nie raz spędzających nam rodzicielom sen z powiek. Zaczynają być ekipą, która potrafi się razem świetnie bawić, ale również czasami nie lubić - czy różnica wieku ma tutaj jakieś znaczenie? Żadnego, bo jest to relacja każdego rodzeństwa oraz jakichkolwiek związków międzyludzkich. Wiadomo, że pewnych kwestii nie da się wytłumaczyć tak prosto jak nastolatkowi, ale i ten wiek rządzi się nie mniej skomplikowanymi sprawami, co u trzylatki i roczniaka. Po minionym roku, kiedy gdzieś podświadomie pojawiały się wątpliwości i pytania 'na co nam to było?' zdecydowanie uznaję decyzję o drugim dziecku rok po roku za trafną i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Powtarzam jednak po raz kolejny - jest momentami naprawdę ciężko, ale całkowicie się z tym liczyłam i byłam na to przygotowana, dlatego równie ochoczo podjęłam decyzję o trzecim dziecku.



#TRZECIE DZIECKO

O naszym trzecim potomku zbyt wiele Wam nie napiszę, ponieważ jeszcze smacznie buja się w moim brzuchu, ale co nieco mogę powiedzieć o kolejnej ciąży. Niestety moja płonna nadzieja, że ta już będzie mniej konfliktowa zgasła jeszcze zanim zrobiłam test ciążowy, a dopadły mnie duszności i problemy z oddychaniem co jednoznacznie wskazywało na to, że jestem w ciąży i astma ponownie postanowiła zaszczycić mnie swoją obecnością. Dolegliwości jakie były takie są, jedyne co się zmieniło to fakt, że znoszę je godniej lub po prostu się do nich przyzwyczaiłam. Organizm jednak doskonale potrafi przygotować się do panujących warunków i fakt, że mam w domu dwójkę maluchów, wymagających zajęcia 24 godziny na dobę, zabaw, czułości, noszenia, przytulenia, wspólnego spania, spacerów, aktywności etc. dała mojemu mózgowi, a ten kolejnemu potomkowi, jasny sygnał, że 'chłopie, nie szalej tam, bo my tu musimy działać za trzech'. Wiadomo, że sił z miesiąca na miesiąc i wielkości brzucha jest coraz mniej, jednak daję radę i z perspektywy czasu stwierdzam, że tą ciąże przechodzę chyba najlepiej. Jedyne co mnie wkurza niemiłosiernie to hormony, z którymi nigdy nie potrafiłam się dogadać - jedna sprawa to waga i tym samym wielkość brzucha, który już teraz wizualnie kwalifikuje mnie do porodu, a druga to 'humory', a może bardziej cierpliwość (lub jej brak). Niestety, ale mam jej zdecydowanie mniej niż poza stanem ciążowym, co sprawia, że szybciej się denerwuję - niestety - głównie na dzieci, bo wiadomo jak to z nimi jest. Codziennie z tym walczę i nad tym pracuję, jednak nie ma dnia bym nie pluła sobie w brodę, że to, czy tamto było całkowicie niepotrzebne i mogłam znaleźć w sobie więcej spokoju. Fakt, że jestem tego świadoma to już wielki sukces, jednak nie zmienia to faktu, że bardzo często nie potrafię sama ze sobą sobie poradzić, mając z tyłu głowę całą wiedzę i doświadczenie mówiące mi co robię źle i jaki to ma wpływ na dzieci i nasze relacje. Nie mniej jest to póki co największy problem i 'niedogodność', którą dostrzegam w aktualnym stanie ciążowym.

Trzeci mały-wielki człowiek ma pojawić się w połowie października, za parę miesięcy będę więc w stanie napisać na ten temat coś więcej. Póki co odkładam na bok myśli o zbliżających się miesiącach totalnego zmęczenia i uwiązania, bo wiem, że minie to szybciej niż będę w stanie zauważyć i za rok będę w podobnym momencie co teraz tylko z trójeczką moich zarąbistych dzieciaków.

A jak sama ciąża ma się do naszych dzieci? Póki co bardzo dobrze - Lila jest zachwycona, że będzie mieć kolejnego braciszka i nieustannie musimy jej tłumaczyć i pokazywać, jak to tam wszystko działa i funkcjonuje, Grześ natomiast jest na takim samym etapie jak była Lila przed jego narodzinami, czyli tłumaczymy i przygotowujemy go na tyle, na ile to możliwe, jednak ile on z tego rozumie - jest wielką niewiadomą. Przyznam szczerze, że trochę obawiam się jego reakcji, ponieważ wymaga on bardzo dużo bliskości i tulenia - podobnie jak Lila zresztą - więc może pojawić się problem z noworodkiem, wymagającym tego jeszcze więcej. Ale pewnie, jak ze wszystkim, martwię się na wyrost, choć fakt, że dzieci zasypiają wtulone we mnie trochę komplikuje sprawę zważywszy, że mam tylko dwie ręce i dwie strony ciała... Ale organizm zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, więc może w końcu wyrośnie mi trzecia ręka :D


#STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ, CZY W KOLANO?

No właśnie! Jaka jest odpowiedź? Niestety bardzo niejednoznaczna, a jej brzmienie zależy od osoby, która zadaje sobie to pytanie. Rodzicielstwo to nie bułka z masłem: każdy rodzic jest inny; każde dziecko ma inny charakter; każda sytuacja życiowa, rzeczywistość i okoliczności, w których żyjemy są całkowicie odmienne; każdy ma inną wytrzymałość, możliwości i predyspozycje; każdy inaczej patrzy na świat i czego innego od niego oczekuje... Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ dla jednych będzie to strzał w dziesiątkę, dla innych w kolano. Rodzicielstwo to stan umysłu i tylko od nas zależy w jaki sposób poukładamy sobie ten stan w życiu. Nigdy nie powiedziałabym, że rolą w której naprawdę będę się sprawdzać i czuć w tym dobrze będzie macierzyństwo. Nadal jest to dla mnie zaskoczeniem, patrząc na moją przeszłość, karierę zawodową, zamiłowania... Nigdy nie było tam miejsca dla dzieci, które zaledwie parę lat później całkowicie zawojowały mój świat. Ale jest to mój świat, który razem z moim wspaniałym mężem stworzyłam i w którym czuję się naprawdę szczęśliwa.

Dla mnie więc rodzeństwo z małą różnicą wieku to zdecydowanie strzał w dziesiątkę i jestem przekonana, że za rok powiem Wam dokładnie to samo. Mówię to zarówno z perspektywy mamy, jak i starszej o 9 lat siostry. Wiem, że będzie cholernie ciężko, bo mam za sobą solidny bagaż doświadczeń w tej kwestii, który zdecydowanie ukierunkował moje przekonania, przygotowanie oraz nastawienie. Są to jednak moje osobiste przekonania, których nikt nie powinien brać pod uwagę podejmując decyzję o swoich rodzicielskich planach. Fakt, że 'ONA DAJE RADĘ' niewątpliwie jest motywujący i być może kogoś nakłoni do przemyśleń co do takiego rozwiązania - ja również w chwilach zwątpienia szukam potwierdzenia słuszności moich decyzji u znanych mi mam kilkorga dzieci - jednak nie zapominajcie, że nikt nie przeżyje życia za Was i to co dla jednych jest rozwiązaniem idealnym dla kogoś innego może być totalnym przeciwieństwem - co w żadnym wypadku nie czyni go gorszym, tylko zwyczajnie innym.

Napiszę więc ostatecznie - dla mnie decyzja o rodzinie wielodzietnej i dzieciach rok po roku była przemyślana, trafiona w dziesiątkę i gdybym miała podjąć ją raz jeszcze zrobiłabym to bez wahania. Jednakże! To była i jest moja decyzja i to ja będę żyć z jej konsekwencjami - jakie by one nie były - do końca życia! Napisałam jak to wygląda u mnie i być może ktoś zasugeruje się moimi doświadczeniami, jednak zawsze będzie to Twoje życie i Twoja decyzja i jaka by ona nie była, na pewno będzie najlepsza ;)

zdjęcie: Migawki Agata Czen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP