marca 30, 2016

Tatuaże, buldog, mops i mała Nela,
czyli jak być rodziną (nie)zwyczajną... [WYWIAD]


Życie z pasją i misją ratowania zwierząt. Dziecko i psy pod jednym dachem. Wydziarani rodzice, prowadzący studio tatuażu... Kompilacja dla mnie idealna, jednak dla wielu nie do przejścia: tatuaże przecież noszą kryminaliści; psy pogryzą dziecko, a ratowanie obcych zwierząt to nie zajęcie dla młodej mamy! Długo przymierzałam się do tych tematów w trzech osobnych postach, a przecież można ubrać to w jedną całość. Za sprawą (nie)zwyczajnej rodziny, która zaszczyciła mnie swoją obecnością w tym miejscu. O krzywdzących stereotypach, pasji, która stała się sposobem na życie, bezcennych radościach wychowywania dziecka z dwoma szalonymi psami i bezgranicznej miłości do córki Neli, mopsa Stasia i buldożki Tami - o tym będzie rozmowa z Marzeną i Damianem. On - tatuażysta, spełniający się w True Love Tatoo. Ona - ratująca zwierzaki z Załogą Bulldoga. Oni - niesamowicie pozytywna i szczęśliwa rodzina. Poznaliśmy się dawno temu na jednym ze zlotów buldogów i mopsów. I takich ludzi warto spotykać w życiu...



Jesteście dość wyrazistą rodziną: wydziarani rodzice, mała Nelka, buldog Tami i mops Stasiu. Czy wszyscy odbierają Was tak pozytywnie jak ja, czy może słyszycie czasem dziwne uwagi pod swoim kierunkiem?

Marzena: Przede wszystkim dziękujemy za chęć przeprowadzenia z nami wywiadu, jest nam miło, ale jednak trochę dziwnie. Nie uważamy się za wyrazistą rodzinę, tatuaże i psy grają oczywistą rolę w naszym życiu. Czy ludzie odbierają nas pozytywnie? Staramy się otaczać osobami, które nas rozumieją i podzielają nasze pasje. Czasem wzrok ludzi mówi wszystko. Nasz mops Stasiu ma uszkodzony układ nerwowy, generalnie ma problemy z chodzeniem, zatacza się, jakby miał jakieś promile w organizmie. W zeszłym roku, kiedy byliśmy na wakacjach, Stasiu musiał skorzystać z wózka Nelki, bo jego łapki odmawiały posłuszeństwa. Mina ludzi, którzy nas mijali, była bezbłędna. Dziecko na rękach, a pies w wózku. I często widać niezrozumienie na twarzach ludzi, dlaczego psy traktujemy jak Nelę.







Wytatuowani rodzicie często postrzegani jako niepoważni i nieodpowiedzialni. Co najlepiej odpowiadać takim krytykom? Mnie osobiście zdarzyło się słyszeć nieraz kąśliwe uwagi, a mam dziar dużo mniej niż Wy?

No i właśnie w tym temacie nie mamy zbyt wiele do powiedzenia, bo nikt nigdy nie osądził nas jako złych rodziców przez nasze malunki na ciałach. Przynajmniej nie słyszeliśmy nic takiego.
Nie uważam, abym była gorszą mamą, bo lubię ozdabiać tatuażami swoje ciało. Nie myślę też, że w jakiś sposób zaszkodzi to naszemu dziecku. Wręcz przeciwnie! Nelka zaczyna rozpoznawać rzeczy, które mamy wytatuowane. Jej ulubionym tatuażem jest Stasiu na udzie Damiana, tzw. "Tas". :) Pokazuje też róże na mojej ręce, ptaszka na Damiana przedramieniu i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jest to w pewnej formie zabawa edukacyjna.
Kolejnym plusem posiadania wytatuowanych rodziców jest nauka, że nie powinno być granic pomiędzy ludźmi. Nie jesteśmy inni, bo mamy tatuaże. Tata nie jest inny, bo ma tunele w uszach. Wszyscy jesteśmy sobie równi. Bardzo nam zależy na tym, aby Nel była tolerancyjna.



Prowadzicie w Lesznie studio tatuażu True Love Tattoo Studio. Czy zajmujecie się tym razem, czy artystyczny prym w rodzinie wiedzie Damian? Skąd wzięła się u Was ta pasja i pomysł na biznes?

Odpowiem Twoimi słowami, artystyczny prym wiedzie Damian. Ja się nie wtrącam w życie codzienne studia, w umawianie ludzi, wycenianie wzoru. Z zawodu jestem fryzjerką, a w tej chwili specjalizuję się w zmienianiu pampersów. ;)

Damian: Jeżeli chodzi o pasję to od niepamiętnych czasów byłem zainteresowany tą formą sztuki. Mój pierwszy tatuaż został zrobiony, kiedy miałem 18 lat, czyli 14 lat temu. Wkręciłem się w to, więc tatuowałem się dalej, aż w końcu stwierdziłem, że sam chciałbym spróbować to robić. Narysowałem kilka szkiców, zamówiłem pierwszy sprzęt i szukałem „królika doświadczalnego”, którego trudno było znaleźć. Więc, jak większość pewnie startujących, robiłem pierwsze wzory na sztucznych skórach i na sobie. Tatuowanie podobało mi się coraz bardziej, chciałem wiedzieć i potrafić coraz więcej, aż dotarłem do tego miejsca, w którym jestem teraz. Jeżeli chodzi o pomysł na biznes, studio funkcjonuje od września 2014 , za sprawą przyjaciół którzy mnie namówili i pomogli to wszystko ogarnąć. Jestem im bardzo wdzięczny za poświęcony czas. To wielki fart zarabiać na życie robiąc coś, co się kocha. Popyt na tatuaż w tak małym mieście przy sześciu studiach tatuażu, przerósł moje oczekiwania. Zapisy z dnia na dzień się wydłużają, chętnych jest coraz więcej i to w różnym przedziale wiekowym.





Jakie wymagania trzeba spełniać, by zostać tatuażystą? To ciekawy zawód, ale chyba nie wszyscy się do tego nadają?

Damian: Z jednej strony jest tak, że każdy może kupić sprzęt i otworzyć studio bez żadnych certyfikatów, trzeba tylko spełniać wymogi sanepidu. Z drugiej jednak wiadomo, że trzeba lubić rysować, być kreatywnym, mieć o tym pojęcie, bo jakby nie było, tatuaż zostaje na skórze. Tatuowanie to duża odpowiedzialność.


Od wielu lat zajmujecie się również ratowaniem zwierząt, przede wszystkim buldogów i mopsów? Jak zaczęła się u Was ta przygoda, która, jak widać, stała się sposobem na życie?

Marzena: Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy staraliśmy się o adopcję Stasia. Mamy sąsiadów, których teraz śmiało nazywamy przyjaciółmi i wprowadzili nas w ten świat. To oni uświadomili nam czym są pseudohodowle, jaka jest różnica pomiędzy psem ze związku kynologicznego, a zakupionego w przypadkowej hodowli. Od razu stwierdziliśmy, że będziemy chcieli pomagać. Najpierw zostaliśmy domem tymczasowym, do czego się nie nadajemy, bo ja akurat mega przywiązuję się do psów. Kiedy padł pomysł na założenie fundacji Załoga Bulldoga, wiedziałam, ze to jest to, czemu chcę się oddać. Psy to miłość, wierność. Pies sam sobie nie pomoże, nie wygra ze złym człowiekiem. To my musimy zrobić wszystko, aby żyło mu się lepiej.


Ponad rok temu wraz z kilkoma podobnymi szaleńcami założyliście fundację, która się przez ten czas bardzo rozwinęła i pomogła wielu nieszczęśliwym psiakom. Jak udało Wam się zyskać tak szerokie grono miłośników, w tak krótkim czasie i dlaczego pomaganie jest dla Was tak ważne?

Dziewczyny, które założyły Załogę Bulldoga (Zarząd), wcześniej działały w innej organizacji na rzecz psów, także nie zaczynały od zera. Ludzie już je znali, więc od pierwszego dnia miały sympatyków. Z dnia na dzień zwolenników ZB zaczęło przybywać, Załoga zaczęła się rozrastać w wolontariuszy, administratorów, moderatorów. Sercem Załogi jest Forum, które także się rozrasta: Serdecznie zapraszamy do zarejestrowania się TUTAJ :) To właśnie tam można śledzić losy naszych podopiecznych w domach tymczasowych, a później w domach stałych.

Ludzie widzą nasze zaangażowanie, wiedzą, że wolny czas poświęcamy fundacji, no i jesteśmy wobec nich fair rozliczając się z każdej podarowanej złotówki na diagnozowanie, leczenie i sterylizacje psów. Fundacja żyje z darowizn, fantów podarowanych na licytacje, ze sprzedaży gadżetów.
Zajmujemy się ratowaniem nie tylko buldogów francuskich, angielskich i mopsów, ale także gryfoników, bostonów, mamy yorki na pokładzie, shih-tzu, a teraz nawet domu szuka mikro świnka. :) Wyciągamy ręce, jeśli ktoś potrzebuje pomocy.

Cała Załoga jest w stu procentach zaangażowana w życie fundacji, wszyscy jesteśmy ogromnymi miłośnikami psów, zależy nam na polepszeniu ich życia. Kochamy zwierzęta, dlatego pomaganie to dla nas mega ważna sprawa, to nasze życie. Uwielbiam osoby, z którymi pracuję, tworzymy zgrany team, nawiązały się przyjaźnie. Nie wyobrażam sobie życia bez tych osób. :)


Sama kocham buldogi (mopsy ciut mniej :)) i działam w kierunku ich ratowania. Głównym wrogiem fundacji ratującej psy są pseudohodowle. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat? Dlaczego to ciągnie się w nieskończonej, skoro zgodnie z prawem jest nielegalną działalnością?

Pseudohodowle to temat rzeka. Dopóki ludzie będą kupować psy z takich hodowli, dopóki inne organizacje będą wykupować psy, pseudohodowle będą istniały. W większości przypadków idzie za tym po prostu nieświadomość. Ludzie kupują psa za 500 zł, bo „do niczego nie jest im potrzebny rodowód”. Ale nie wiedzą, że matka tego słodkiego szczeniaczka jest maszynką do rodzenia, która siedzi całe życie w klatce na dworze, nie dostaje jeść i pić, nie jest pod kontrolą weterynaryjną. Cesarkę ma robioną za cesarką i to często przez przypadkową osobę. Zakupiony słodki szczeniaczek wyrasta na psa w typie rasy, tzn. ktoś myśli, że kupuje małego, zbitego buldoga francuskiego, a ten wyrasta na psa dużej budowy. Dodatkowo pies zaczyna chorować, więc grube pieniądze idą na leczenie. Nie lepiej kupić psa ze sprawdzonej hodowli, w której dba się o zwierzęta, zapewnia wszystko, czego potrzebują? Ludzie sami nakręcają ten interes. Niektóre organizacje wykupują psy, bo niby je ratują. Ale tak naprawdę napędzają biznes pseudohodowcy. Załoga Bulldoga nigdy nie wykupuje psów, jesteśmy temu przeciwni.

Walka z pseudohodowlami jest bardzo trudna. Policja ma w nosie Ustawię o ochronie zwierząt, często nie znając prawa. Stoją po stronie pseudohodowców, zamiast wspierać nas i pomagać zwierzętom. Często weterynarze są znajomymi pseudohodowców i podpisują, że psom nie zagraża życie, mimo, ze siedzą na dworze w mrozie -15 stopni. To walka z wiatrakami. Załoga Bulldoga jednak ma na celu walczyć, dlatego przeprowadzamy interwencje. Zachęcam do przeczytania o jednej z naszych interwencji - TUTAJ.

Tak, jak mówiłam wcześniej, to temat rzeka. Mogłabym mówić i mówić..
Ważne jest uświadamianie ludzi, dlaczego nie kupuje się psa z przypadkowej hodowli.


Macie w domu dwa uratowane psiaki uroczego mopsa Stasia i buldożkę Tami. Jak wygląda życie z takimi zwierzakami?

Zupełnie normalnie. :) Dla nas, oczywiście. Tak, jak wcześniej wspomniałam, Stasiu ma problemy z układem nerwowym. Tamilka ma chore oczka. W lewym ma jaskrę, nie widzi na nie, a w prawym zaćmę. Jak wygląda nasze życie? Czasem jest ciężko. Nela jako noworodek bardzo płakała, więc była wciąż na rękach i przy piersi. Do tego doszedł Stasia gorszy dzień i wymioty. Więc jedną ręką trzymałam dziecko przy cycku, drugą sprzątałam wymiociny Staszka, oczywiście pilnując Tami, żeby w międzyczasie ich nie sprzątnęła.. Często cała trójka oczekuje mojej uwagi, pchają się na kolana i chcą być pieszczeni. Jak z trojaczkami. ;) Generalnie mimo tego, że są jakieś tam trudności typu choroba, obowiązki, to jest pięknie. Szczególnie teraz, kiedy są we trójkę.

Jak to kiedyś ktoś powiedział: "Gdybym nie miała psów mój portfel byłby pełen i mieszkanie czyste, ale za to serce puste".


Sama mając w domu małe dziecko i psa często słyszę, że to niedopuszczalne i powinniśmy go oddać! Wy macie małą Nelkę i dwa chore psy i zapewne też nie raz spotkaliście się ze słowami krytyki. Jakie argumenty najczęściej wymyślają ludzie i jak na nie odpowiadacie?

Oj tak.. Uwagi zaczęły się już, kiedy byłam w ciąży. Dwa psy i dziecko w mieszkaniu 49 metrów, zwariowaliśmy! A sierść? Przecież mała będzie raczkować! Psy wnoszą brud do domu z dworu. A co, jeśli któreś z nich ją ugryzie? Kiedy mówiłam, że nie mogę się doczekać widoku śpiącej Nelki z psami w łóżku, ludzie pukali się w czoło. Nie irytowałam się słuchając tych durnych uwag. Po prostu odpowiadałam, że to nasze dziecko, nasza świadoma decyzja. Bardzo chcieliśmy, aby nasze dziecko wychowywało się z psami. Ja odkąd pamiętam, miałam w domu psy i zawsze z nimi spałam. Jestem zdrowa i mam się dobrze.


Jak psy zareagowały na pojawienie się w domu nowego członka rodziny? I dlaczego wychowanie dziecka z psami pod jednym dachem to więcej pozytywnych aspektów niż, mimo wszystko, tych negatywnych?

Starałam się ich przygotowywać do tej wielkiej zmiany, jak tylko dowiedzieliśmy się o ciąży. Naczytałam się książek, jak wprowadzać dziecko do domu z psem. Najbardziej zależało nam na tym, aby nie poczuli się odrzuceni, kiedy nie będziemy mogli poświęcać im tyle czasu, co dotychczas. Włączałam na You Tube płacz dziecka, aby się do niego przyzwyczaili – jak dobrze, że to zrobiłam, bo Nelson to się naryczała w swoim życiu, że hoho! Pozwalałam kłaść się na brzuchu, aby słyszeli i czuli małą. Każdą rzecz, którą kupowaliśmy do wyprawki dostawali do obwąchania.

Kiedy Nela się urodziła, Damian przywiózł ze szpitala pieluszkę tetrową z jej zapachem i włożył im do legowiska. Wracając ze szpitala, nasz sąsiad z nimi wyszedł na spacer, a kiedy wrócili, mała była już w domu – niby to też pomaga przy wprowadzaniu dziecka do domu. Podeszli, powąchali ją. Staś na początku bał się, trwało to kilka tygodni. Ale w końcu się przekonał. Od razu obdarzyliśmy ich dużym zaufaniem, zostawialiśmy małą na kanapie, nie baliśmy się, że na nią wejdą, zrobią krzywdę. Oni wiedzieli, że im ufamy, nie czuli z naszej strony spięcia.

Nikt mi nie powie, że dziecko powinno wychowywać się bez psów. Ja jestem święcie przekonana, że pies i dziecko to połączenie idealne. Nela nie ma ludzkiego rodzeństwa, więc bawi się z Tamisią. Rzuca jej zabawki, kula piłeczki. Mała ma 14 miesięcy, a pomaga mi w kąpaniu psów, wyczesywaniu. Wie, że nie wolno mocno chwytać, ciągnąć za ogon, uszy. Uczy się delikatności i wrażliwości.


Robicie w życiu to co kochacie, nie przejmując się uwagami innych. Wielu ludzi nie ma takiej odwagi. Co moglibyście im powiedzieć, by zmotywować do działania i poszukiwania swoje drogi?

Marzena: Życie jest tylko jedno, nikt go za nas nie przeżyje. Nie widzimy sensu w przejmowaniu się opinią innych, bo to nasze życie i nasze decyzje. Najważniejsze jest to, by robić wszystko, aby czuć się spełnionym. Mam tatuaż z napisem "zawsze dawaj szczęście." Tak też staram się robić.





Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę realizacji absolutnie wszystkich małych i wielkich marzeń :)

*zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Marzeny i Damiana

Mam nadzieję, że każdy z Was znajduje w sobie siłę, by kroczyć przez życie swoją własną drogą  i nie przejmować się bezsensownymi opiniami innych. Jeśli chcielibyście dołączyć do Załogi Bulldoga nie wahajcie się ani chwili, a jeśli macie ochotę wesprzeć ich finansowo również do tego zachęcam :)


Fundacja "Załoga Bulldoga"
91-465 Łódź, 
ul. Zgierska 93/105 m. 198



nr rachunku bankowego: mBank 27 1140 2004 0000 3702 7538 7772
(wpłaty charytatywne dokonujemy zawsze z dopiskiem DAROWIZNA)
Dla wpłat z zagranicy:
IBAN: PL 27 1140 2004 0000 3702 7538 7772
BIC/SWIFT: BREXPLPWMBK
Płatność PayPal: fundacja@zalogabulldoga.org



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP