lutego 12, 2016

EPIDEMIOLOGIA
dlaczego zarażamy się od innych i jak tego unikać?



Często zdarza mi się mierzyć innych swoją miarą, ponieważ wydaje mi się, że kwestie dla mnie oczywiste są oczywiste dla każdego. I kiedy podchodzi do mojego dziecka mama z przedszkolakiem, który wymaca mu ręce wzdłuż i wszerz, po czym mama mówi mu, żeby się tak nie nachylał, bo jest chory, ręce opadają. Albo kiedy dorosła ciotka odsuwa twarz, ale na siłę próbuje dotknąć małych rączek, bo ma katar i grypę i nie chce zarazić, scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Albo równie doświadczona życiowo znajoma, która bierze dziecko na ręce i po 15 minutach mówi, że ma grypę jelitową, ale przecież dziecko się nie zarazi, bo nie korzysta jeszcze z toalety, to już w ogóle nie wiem, jak na to odpowiedzieć. A wiecie dlaczego? Wiecie czemu te sytuacje są niedopuszczalne i przy obniżonej odporności dziecka dawało jej 90% szans na to, że właśnie Ci ludzie ją zarazili? Jeśli nie wiecie, koniecznie musicie to przeczytać!


# ANTYBIOTYKOWE(LOVE)

Styczności z bakteriami, wirusami i grzybami (nie ma czegoś takiego jak ZARAZKI!) nigdy w 100% nie da się uniknąć, ale można spory procent nadrobić, żeby ich unikać, jak również nie zarażać innych. W dzisiejszym świecie są to wyjątkowo groźne sytuacje przede wszystkim dla dzieci, jak i dorosłych z obniżoną odpornością. Dlaczego groźne? Ponieważ wirusów, bakterii i grzybów (w skrócie będę tę grupę nazywać WBiG) jest bardzo wiele, co chwilę tworzą się nowe szczepy, które bardzo często okazują się lekooporne. "Nowoczesna" medycyna lubi na wszelkie dolegliwości dawać antybiotyki, nawet w przypadku, kiedy nie tylko są one nie potrzebne, jak i całkowicie bezzasadne. Nie ma najmniejszego sensu przyjmować antybiotyków, na zarażenia wirusowe, jakim jest na przykład grypa, czy tzw. jelitówka, ponieważ nie podziałają, a jedyne co robią to jeszcze bardziej obniżają naszą odporność. Jemy antybiotyki wraz z jedzeniem, przede wszystkim mięsem i używamy ich niemal jak APAPu, co sprawia, że kiedy przyjdzie nam mierzyć się z naprawdę poważną infekcją bakteryjną, nasz organizm będzie już tak do nich przyzwyczajony, że nic nie zadziała... A to jest naprawdę spore zagrożenie.
Kiedy byłam dzieckiem zachorowałam na anginę - konieczne były antybiotyki, ponieważ wyglądało to paskudnie - uczuliłam się na jeden (spuchłam cała niczym narzeczona Frankensteina - tego stworzonego ;)), później na drugi i trzeci, po czym stwierdzono, że nie są w stanie podać mi nic więcej, więc muszę się wzmacniać i to wyleżeć. Długo to trwało, ale doszłam do siebie - niestety infekcja była na tyle silna, że zajęła całe migdałki, które nadawały się do natychmiastowego wycięcia. Efekt, niewyleczonej choroby, przy której nie można mi było podać antybiotyków? Usunięte migdałki, które działają jak filtr, notoryczne zapalenia oskrzeli, po każdym głupim katarze i w rezultacie astma. Można było tego uniknąć, gdyby zadziałały antybiotyki - ja się na nie uczuliłam, ale jeśli ktoś zażywa je na każde strzyknięcie, to efekt będzie podobny tylko, że nie będą one po prostu działać.


# RACJONALIZM, CZY PARANOJA

Nie mam wykształcenia medycznego, więc teoretycznie co ja tam o tym wiem. Otóż wiem sporo, ponieważ kilka osób w mojej rodzinie zawodowo zajmuje się epidemiologią i ma na ten temat ogromną wiedzę. Chcąc nie chcąc, przez lata tę wiedzę przyswajałam, a że jestem chorobliwą pedantką, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Zwracam na to bardzo dużą uwagę i nie ma to nic wspólnego z paranoją. Nie chodzi tu o fakt, że coś jest brudne, ponieważ to co dla nas najgroźniejsze jest całkowicie dla oka niewidoczne. A jak najłatwiej można zarazić się absolutnie wszystkim?

1) RĘCE - jest to klu całej sprawy. WBiG nie przenoszą się bezpośrednio przez nos, którym kichamy, toaletę, z której korzystamy, czy za bardzo przybliżoną twarz. Przenoszą się przez RĘCĘ! Ponieważ z rąk korzystamy nieustannie. Codziennie przewija się przez nie dziesiątki patogenów, które zbieramy sukcesywnie wszędzie tam gdzie jesteśmy: każda klamka, poręcz, pieniądze, blat, karta płatnicza... każda rzecz, której dotykają codziennie setki ludzi ma na sobie ich ślad. A spora część z nich jest akurat na coś chora i nie wykazuje się większą higieną osobistą. I co robimy z tymi rękami? Dotykamy nimi twarzy, dziecka, jedzenia, oczu! (najprostsza droga to zakażenia poprzez śluzuwkę oka!), wkładamy do ust (kolejna idealna droga!), dotykamy różnych przedmiotów. 90% zarażeń, odbywa się właśnie poprzez brudne ręce. I nie wystarczy opłukać ich wodą, ale należy je bardzo dokładnie, wręcz chirurgicznie zdezynfekować, ale o tym zaraz.

2) PLACÓWKI MEDYCZNE - jeśli żyjecie w przeświadczeniu, że tam jesteście bezpieczni, jesteście w błędzie. Są miejsca, gdzie faktycznie dba się o każdy szczegół. Ale większość z nich, ze względu na oszczędności nie trzyma się procedur. Czy lekarz, do którego chodzicie dezynfekuje ręce, zanim dojdzie do Was czy dziecka? Czy ubiera przed badaniem rękawiczki? Czy stomatolog zakłada Wam maskę ochronną na oczy podczas leczenia? Czy będąc w szpitalu pielęgniarka odkłada na bok koreczek z kaniuli, przy podawaniu kroplówki, czy go wyrzuca? Czy podczas szczepienia, czy pobierania krwi zdezynfekowano Wam skórę? Są to szczegóły, na które nie zwracamy uwagi, ale są to szczegóły, które mogą narazić nas na bardzo poważne zakażenia, prowadzące do zarażenia wirusowym zapaleniem wątroby typy B, wirusem Noro, czy nawet HIV. To nie są odrębne przypadki, to dzieje się codziennie, tylko o tym się nie mówi. Dlatego trzeba bardzo uważnie wybierać miejsca, gdzie możemy się leczyć, a nie wynieść więcej niż się przyniosło.
Inną kwestią jest, że każdy szpital, czy przychodnia są siedliskiem przeróżnych patogenów, które przynoszą tam pacjenci. Tam nie chodzą ludzie zdrowi...

3) SALONY FRYZJERSKIE, KOSMETYCZKI, BASENY... - wydawać, by się mogło, że tam nic nam nie grozi, czai się tam jednak takie same zagrożenie jak w szpitalach. Fryzjerzy korzystają z grzebieni, szczotek i maszynek, dla każdego klienta tych samych. Czy dezynfekują je? Kosmetyczki używają narzędzi do manicure, pedicure, czy nawet regulacji brwi. Czy korzystają ze sterylizowanych narzędzi? Baseny są siedliskiem nie tylko grzybów, od których chronimy stopy w klapkach, ale również wszelakich bakterii i wirusów, które są po prostu w wodzie i prowadzą do średnio przyjemnych infekcji głównie kobiecych, czy pęcherza. Sprawdzacie jakie systemy oczyszczania wody ma basen, na który regularnie chodzicie?

Może się wydawać, że to naprawdę paranoja, ale kiedy raz drugi czy trzeci, przytrafi Wam się infekcja, czy zakażenie, które będziecie leczyć kilka tygodni od razu zauważycie w tym jednak więcej racjonalizmu niż paranoi. Kiedy przyniesiecie grzyba od fryzjera, stan zapalny od kosmetyczki, która tylko wycinała Wam skórki, czy poważne zakażenie ze szpitala, uznacie, że tylko i wyłącznie w Waszym interesie leży, żeby zwracać na takie rzeczy uwagę, uświadamiać swoich bliskich i trzymać się kilku prostych zasad, które zdecydowanie powinny wejść Wam w nawyk.


# HIGIENA RĄK i nie tylko

Zasady są bardzo proste, myjemy ręce tak często jak się da. Zaopatrujemy się w środek dezynfekcyjny do rąk, który na stałe mamy w domu oraz środek w sprayu, który zawsze mamy przy sobie. Zdecydowanie odradzam środki, które można kupić w sklepie, czy w aptece, a wybrać się do sklepu medycznego, czy zakupić internetowo profesjonalne środki szpitalne np. firmy Ecolab, B-Braun, Medi-Sept, czy Schulke. Są zdecydowanie lepsze, ponieważ są środkami profesjonalnymi, a ich produkcja wygląda zupełnie inaczej, niż tych do sprzedaży ogólnej. Ta zasada dotyczy wszystkich produktów: chemii profesjonalnej do prania, czy mycia powierzchni, chemii gastronomicznej etc. - stężenia substancji aktywnych są dużo większe niż w tych, które kupujemy w sklepie. Skuteczny preparat dezynfekcyjny, według najnowszych wytycznych WHO, powinien być na bazie alkoholu w co najmniej 80% stężeniu. Jest o tyle wygodniejszy od mycia wodą z mydłem, ponieważ możemy go użyć zawsze i wszędzie, nie szukając dostępu do bieżącej wody. Jest również bezpieczniejszy i zdrowszy dla skóry rąk niż sama woda, ponieważ nie usuwa ochronnej warstwy lipidowej. Jeśli nie mamy pod ręką środka dezynfekującego myjmy ręce ciepła wodą z mydłem. Koniecznie z mydłem! Jednak zgodnie z przedszkolnym powiedzeniem, Częste mycie skraca życie (dotyczy to głównie mycia rąk) zdecydowanie lepiej je właśnie dezynfekować.

Kiedy KONIECZNIE musimy umyć ręce:

  • po każdej wizycie w miejscach publicznych: toalety, sklepy, salony kosmetyczne, fryzjerskie etc, przychodnie, szpitale, szkoły, przedszkola... wszędzie tam, gdzie są ludzie, bo to oni nas zarażają - dlatego ważny jest podręczny środek dezynfekcyjny, ponieważ zanim dotrzemy do łazienki, czy domu zdążymy "wchłonąć" potencjalne zagrożenie więcej razy niż nam się wydaje. Szczególnie istotne jest to przy małym dziecku, które ma niższą odporność niż człowiek dorosły. Nawet jeśli karmicie piersią, bo może mieć kontakt z patogenem, z którym Wy nigdy nie miałyście do czynienia
  • po każdym użyciu pieniędzy, czy karty płatniczej: dotyka ich nieograniczona liczba ludzi
  • po każdym spotkaniu z kimś, kto wykazuje nawet niewielkie symptomy, jakieś choroby: rodzina, znajomi
  • po każdym podaniu ręki lub wzięcia przedmiotu od nieznanej osoby: nigdy nie ufaj w zdrowie i dbanie o higienę innych ludzi
  • po każdym głaskaniu obcego zwierzaka: kocham zwierzęta, sama mam w domu psa, jednak z jego florą bakteryjną żyję od zawsze; inne zwierzę zawsze jest zagrożeniem dla niemowlaka (nie samo w sobie, ale jego flora właśnie), a obce zwierzę może również być czymś zarażone, o czym nie mamy prawa wiedzieć
  • nieustannie, kiedy jesteście w obcym kraju: a w szczególności w krajach afrykańskich, czy azjatyckich
  • kiedy sami jesteśmy chorzy czy przeziębieni! mając katar nieustannie dotykamy nosa; mając grypę, anginę, czy zapalenie oskrzeli ciągle mamy kontakt z własnymi wirusami i bakteriami - a po co zarażać innych?
  • kiedy pracujemy z ludźmi: w szczególności w branżach kosmetycznych, fryzjerskich, gastronomii, o służbie zdrowia, salonach tatuażu, czy piercingu nie wspominając. Pomijając fakt, że Wy możecie zarazić czymś klientów, czy pacjentów, to równie dobrze, Wy możecie zarazić się czymś od nich 
  • przed każdym KONTAKTEM z małym dzieckiem, po wcześniejszym kontakcie z miejscami publicznymi
  • po każdej wizycie w szpitalu, przychodni, czy innym miejscu, gdzie przebywają ludzie chorzy
  • unikajmy kontakt rąk z oczami!
Dla zasady, dobrze dezynfekować ręce po każdym ich spotkaniu z jakimś człowiekiem, czy przedmiotem. Zwłaszcza kiedy macie małe dziecko!

Krótki instruktaż mycia i dezynfekcji rąk: powinno trwać ok. 30-40 sekund



Na co DODATKOWO zwracać uwagę:
  • nie używajcie suszarek do rąk w publicznych TOALETACH
  • nie kładźcie dziecka w ubrankach, w których było na zewnątrz na jednorazowym podkładzie, na którym będziecie go później rozbierać do golasa
  • zawsze wyrzucajcie PODKŁAD DO PRZEWIJANIA, używany na ogólnodostępnym przewijaku
  • zawsze DEZYNFEKUJCIE ręce po korzystaniu z pokoju do przewijania, czy karmienia niemowląt - dzieci bardzo często cierpią na infekcje i zarażają się do siebie w mgnieniu oka, a z tych pokojów dziennie korzysta czasem kilkaset dzieci
  • nigdy nie korzystajcie ze smoczków, czy butelek używanych przez inne dzieci
  • pilnujcie, czy u FRYZJERA dezynfekowane są grzebienie, szczotki i maszynki do golenia
  • pilnujcie, czy w SALONACH KOSMETYCZNYCH używa się zdezynfekowanych narzędzi (powinny być zdezynfekowane przy Was) lub wysterylizowanych (w sterylnych opakowaniach)
  • pilnujcie, by STOMATOLOG: dezynfekował ręce i przy fotelu ubierał rękawiczki jednorazowe (nie może dotykać nimi np. długopisu, czy odbierać telefonu); czy macie maskę ochronną na oczy (chroni przed zranieniem oka elementami, które wydostają się na zewnątrz jamy ustnej podczas zabiegu oraz przed kontaktem z ewentualną chorobą stomatologa); czy używa wysterylizowanych lub jednorazowych narzędzi (zapakowanych w opakowania) - 70% zakażeń w służbie zdrowia ma miejsce w gabinetach stomatologicznych!
  • pilnujcie, by procedury dezynfekcji rąk i jednorazowych rękawiczek, były przestrzegane w PRZYCHODNIACH, przy SZCZEPIENIACH i POBIERANIU KRWI, w SZPITALACH -podczas każdego badania, czy zabiegu zarówno u lekarzy, jak i pielęgniarek (ręce zdezynfekowane, rękawiczki jednorazowe ubrane przy Was, bez dotykania jakichkolwiek przedmiotów)
  • robiąc sobie TATUAŻ, czy PIERCING znajdzie salon, który przestrzega zasad higieny i posiada środki dezynfekcyjne (tutaj zarazić się jest najłatwiej)
  • pilnujcie w SZPITALU, żeby podczas podawania kroplówki ZAWSZE zakładano Wam do kaniuli NOWY koreczek
  • myjcie, w ciepłej wodzie, wszystkie produkty spożywcze, które są spożywane na surowo. Te do gotowania również, ale obróbka cieplna jest w stanie zabić wiele bakterii.
  • myjcie ręce PRZED i PO wyjściu z toalety publicznej
  • nigdy nie siadajcie bezpośrednio na desce w toaletach publicznych!



    # POSUMOWANIE

    Wbrew pozorom mamy ogromny wpływ na zarażenia i zakażenia, zarówno siebie od innych, jak i innych przez siebie. Jeśli jesteście chorzy, albo macie chore dziecko NIE WYCHODŹCIE Z DOMU, Z jednej strony jest to niebezpieczne dla Was, ale z drugiej zarażacie innych! Zwłaszcza dzieci, u których choroby lecą lawinowo, niczym poczta pantoflowa. NIGDY nie posyłacie dziecka do żłobka, przedszkola, czy szkoły, kiedy jest podejrzenie, że jest na coś chore lub nawet tylko przeziębione. Zaoszczędzicie mnóstwa problemów innym rodzicom, których dzieci zarazi Wasze dziecko, a nie ma opcji, by nie zaraziło nikogo. Uczcie profilaktyki zakażeń i zarażeń swoje dzieci i sami zwracajcie na to uwagę. Współczesny świat jest przeludniony, a poziom higieny osobistej dramatyczny i niebezpieczeństwo jest, dosłownie, wszędzie. I nie ma się co śmiać, że to głupota, czy nerwica natręctw, ponieważ jest to najnormalniejsza w świecie ochrona siebie i rodziny; zapobieganie zamiast leczenia; i przede wszystkim odpowiedzialność! Profilaktyka nigdy nie była opłacalna, dlatego nikt o tym nie mówi. Czasem zdarzają się akcje społeczne dla dzieciaków w szkołach, czy przedszkolach, ale grupą, która zdecydowanie bardziej wymaga wyszkolenia to dorośli, którzy w większości przypadków nie mają o temacie zielonego pojęcia.
    Żeby nie było, kontakt z patogenami i florą bakteryjną jest niezbędna, zwłaszcza dla dzieci, w celu uzyskania odporności i kontaktu z alergenami.  Dlatego naturalne jest, że brudzą się na dworze, jedzą piasek, liżą kamienie, czy mają kontakt ze zwierzętami. Nigdy nie wyparzam smoczka, kiedy spadnie na podłogę w domu, ale robię to zawsze, gdy wyląduje na podłodze w toalecie publicznej, czy na kanapie w restauracji, ponieważ tam działa najgroźniejsze zagrożenie dla naszych dzieci - czynnik ludzki. Jeszcze parę lat temu chorowałam na zapalenia oskrzeli nawet kilka razy w roku - od kiedy przestrzegam notorycznej, wręcz higieny rąk i tych kilku prostych zasad, moje zachorowania zmniejszyły się do dwóch w ciągu trzech lat, bo niestety nigdy nie jesteśmy w stanie uchronić się całkowicie. Ale możemy solidnie zmniejszyć zachorowania i groźne zakażenia, poprzez świadomość, odpowiedzialność i profilaktykę, która jest najważniejszą "specjalizacją" medyczną!

    Jeśli macie dodatkowe pytania zapraszam do komentarzy lub prywatnie na maila: botakowo@gmail.com. Post został napisany we współpracy ze specjalistą z zakresu epidemiologii i higieny szpitalnej.



    O HIGIENIE NA WESOŁO 
    (znalezione w internecie)

    Bakterie i robaki, 
    robią ludziom różne draki.
    Gdy niedbałego człowieka spotkają
    to go szybko w garści mają.
    Więc dam ci radę taką,
    by się nie dać tym robakom,
    myj ręce wodą i mydłem koniecznie,
    bo to zdrowo i bezpiecznie!



    6 komentarzy:

    1. Taka oczywista oczywistość, a rzeczywiście nie wszyscy się stosują...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Powiedziałabym nawet, że stosuje się garstka :( dlatego warto o tym mówić i pisać ;)

        Usuń
    2. Tylko, że takie izolowanie się od patogenów, np.: ciągłe mycie, dezynfekowanie, chucanie, dmuchanie, izolowanie siebie, a zwłaszcza dziecka, sprawia, że organizm nie nabiera odporności. Przez to chorujemy, bierzemy antybiotyki, uodparniamy na nie siebie i bakterie, przez co bierzemy więcej i więcej, unikamy coraz więcej i częściej i tak spirala się nakręca. Najlepiej, żeby w młodym wieku, dziecko odchorowało swoje, naprodukowało przeciwciał i wypięta piersią weszło w dorosłość. Ja mam wszystkie migdały wycięte, dzięki czemu przestałem niemal zupełnie chorować, kiedy byłem mały, chorowałem ciężko PRZEZ migdały i laryngolog postanowił je wyciąć, prawdopodobnie bardzo ułatwiając mi dalsze życie.

      Szkodliwość faktu izolowania sie od chorób potwierdza historia, kiedy to plemiona południowoamerykańskie praktycznie wyginęły, ponieważ nie byli odporni na europejskie choroby, a europejczycy do dziś potrafią umrzeć na choroby całkowicie neutralne dla ludzi w Afryce. Także higiena i zdrowy rozsądek - owszem. Dezynfekowanie wszystkiego, wszędzie i od każdego - absolutnie nie. Przekazywanie zarazków między ludźmi jest ważnym elementem nabierania odporności, które przyczynia się do zwalczania i niszczenia patogenów.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Zalecam przeczytanie ostatniego akapitu raz jeszcze. Wyraźnie napisałam, że kontakt z obcą florą bakteryjną jest niezbędny do nabycia odporności i uniknięcia alergii i ani słowem nie wspomniałam o izolowaniu się od patogenów. Wpis jest o poważnych zagrożeniach EPIDEMIOLOGICZNYCH (bo atak grypy w okresie zimowym to sprawa epidemiologiczna i gdyby ludzie przestrzegali tych prostych zasadach, było by jej dużo mnie). Co innego mieć kontakt "ludzki" z danym patogenem, a co innego pozwolić dziecku "wchłonąć" poprzez nasze niezdezynfekowane ręce rotawirusa, którego ktoś "zostawił", wcześniej korzystając z przewijaka - co wiąże się z kilkudniowym pobytem w szpitalu - ja podziękuję. Dezynfekowanie i mycie rąk - zdecydowanie tak! A odporność dużo przyjemniej buduje się stylem życia, zdrowym odżywianiem, częstymi spacerami zimą, czy przebywaniem między ludźmi, bez konieczności ich "macania", a nie leżeniem w łóżku! Nie mówię tego słowami laika, tylko ludzi, którzy pracują w temacie kupe lat. To nie są luźne przemyślenia, a przelanie "na papier" skrótowej wersji fachowej wiedzy. Ja tez miałam wycięte migdałki (co napisałam) i była to najgorsza rzecz, dla mojego zdrowia. Migdałki działają jak filtr, zatrzymując łatwe do zwalczenia infekcje - w przypadku, gdy ich nie miałam każda infekcja górnych dróg oddechowych (zwana potocznie katarem) kończyła się zapaleniem płuc. Dla mnie więc unikanie zarażenia głupim katarem jest tak naprawdę uniknięciem kilkutygodniowej choroby ;)

        Usuń
      2. I nie mylmy tu nabywania naturalnej odporności, do bezsensownego narażania siebie i bliskich na kontakt z naprawdę niebezpiecznymi chorobami, czy infekcjami...

        Usuń
      3. W sumie nie doczytałem do ostatniego akapitu, za długie i zbyt rozwlekłe. Można by to streścić i skrócić, wtedy byłoby przystępniejsze. Wydaje mi się, że kwestia chorowania to nie sprawa migdalów. Dzisiaj migdały są w sumie zbędne i robią więcej problemów niz pozytku, tak mówił laryngolog moim rodzicom te 25 lat temu, kiedy mi wycinali. Czy kiedy to tam było, nie pamiętam już. W każdym razie ja ani razu nie zachorowałem na zapalenie krtani, oskrzeli, nic związanego z górnymi drogami oddechowymi, od kiedy mi je wycięli. A minęło już kupę lat. Także szukałbym przyczyny gdzieś indziej ;-)

        Usuń

    TOP