lutego 15, 2016

DZIKA DROGA, którą każdy przebywa na swój sposób...


Ostatnio, z braku czasu, odsunęłam się nieco od dwóch bardzo ważnych elementów mojego życia, które zawsze były ze mną - książki i filmy. Codziennie stawiam sobie postanowienie, że w tym dniu znajdę czas na prawdziwą książkę - taką dla mnie, nie poradnik o żywieniu dzieci, czy lekturę na temat marketingu. Ale taką, która mnie poruszy, da powody do przemyśleń i coś więcej... Niestety, postanowienia te zawsze giną w szarej rzeczywistości, która sama wyznacza swoje własne. Trochę lepiej od jakiegoś czasu jest z filmem - jego przewaga nad książką to czas, którego wiecznie mi brakuje, choć jest to zupełnie inny świat. Zdarza mi się czasem, przypadkowo, być w odpowiednim czasie i miejscu, kiedy leci w telewizji coś godnego uwagi. Dziś tam się właśnie znalazłam i zostałam całkowicie wchłonięta w, niby przewidywalną opowieść, ale tak niezwykła i realną, że zasłużyła na chwilę w tym miejscu. Opowieść, w której wielu z nas mogłaby się odnaleźć, ale mało komu starczyłoby odwagi. Opowieść o drodze, którą każdy musi przebyć po swojemu...


# Musiałam zaryzykować 
i pójść tam, gdzie jeszcze nie byłam*

Filmów wypuszczanych na rynek w ciągu roku są tysiące. Czasem ciężko znaleźć te, które naprawdę są warte uwagi, a czasem, niespodziewanie, to one znajdują nas. Kiedy zasiadłam dziś prawie przed północą na kanapie, z pudłem mazaków i antystresową kolorowanka w dłoni, nie sądziłam, że dotrze do mnie obraz, który tak bardzo skotłuje mi myśli. Ekranizacje oparte na realnych wydarzeniach mają w sobie wielką moc przekazu. Zupełnie inaczej ogląda się historie wymyślone, niż te, które spotkały prawdziwego człowieka. Pamiętam film i książkę "Into the wild" sprzed paru lat, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Rzucenie całego swojego doczesnego życia, w celu odnalezienia głębszego sensu istnienia i chęci obcowania z naturą, jest pragnieniem, które często pojawia się w mojej głowie. Im bardziej brnę w rzeczywiste życie, tym pragnienie staje się odleglejsze, zwłaszcza teraz, kiedy przybyła nam jedna osoba do kochania. Chłonę takie historie jak gąbka, podziwiając ludzi za odwagę i jeszcze raz odwagę, bo tylko to przeszkadza nam w znalezieniu prawdziwego siebie.
Historia, którą zobaczyłam dzisiaj jest mi tym bliższa, że jej bohaterką jest kobieta. Nam, jednak takie decyzje przychodzą dużo trudniej, ponieważ intuicyjnie przejmujemy się całym światem, rodziną i ich przyszłością, aniżeli własnym ja. Cheryl Strayed nie miała łatwego życia, a załamało się ono totalnie wraz ze śmiercią jej ukochanej mamy, która w wieku 45 lat zmarła na raka. Była dla niej centrum wszechświata, z niesamowitym optymizmem, niosąca bagaż trudnego i bolesnego małżeństwa i życia. W momencie jej śmierci życie Cheryl straciło jakąkolwiek wartość: szukała ukojenia w heroinie i łóżkowych przygodach z dziesiątkami facetów, co w rezultacie doprowadziło do rozpadu jaj małżeństwa. Stała na skraju swoje życiowej przepaści, by dojść do podjęcia decyzji o poszukiwaniu drogi i zmierzeniu się z własnymi demonami.
Rzuciła wszystko, by ruszyć w samotną trasę po liczącym 1500 km szlaku Pacific Crest Trail, z zamiarem osiedlenia się na jego końcu. Jej podróż trwała ponad 3 miesiące, zmuszając do walki z własnymi słabościami i znalezieniem sensu w doświadczeniach, które ze sobą niosła.


# JESTEŚMY SILNIEJSI, NIŻ NAM SIĘ WYDAJE

Historia niby banalna w swojej formule, jednak przedstawiona w sposób przemyślany i bardzo refleksyjny. Pokazując trudy wędrówki i pokonywanie własnych granic, przeplatanych retrospekcjami, będącymi kotłującymi się nieustannie w głowie kobiety, wspomnieniami. Pokazuje, bardzo obrazowo, jak ciężką człowiek musi podjąć walkę, by pogodzić się z rzeczywistością i spróbować żyć dalej. Przeżywa po drodze wiele załamań, jednak z dnia na dzień staje się coraz silniejsza, pokazując, że człowiek nie ma w sobie żadnych granic, sam decydując o swojej sile.


"Był to układ, który zawarłam sama ze sobą wiele miesięcy wcześniej, i jedyna rzecz, która pozwalała mi samotnie podróżować. Wiedziałam, ze jeśli pozwolę, by opanował mnie strach, moja podróż będzie skazana na porażkę. Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy. Postanowiłam zatem wmówić sobie coś innego, niż zwykle opowiada się kobietom. Zdecydowałam, że jestem bezpieczna. Jestem silna. Jestem dzielna. Nic mnie nie pokona"*


Naszym największym wrogiem, jesteśmy my sami i ograniczenia, które sobie stawiamy. Naszą potęgą jest umysł, który potrafi dać siłę, której nigdy byśmy się po sobie nie spodziewali. Jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko i dojść do każdego postawionego celu, ponieważ to wszystko jest w naszej głowie. A tam nie ma podziałów na biednych i bogatych, ze znajomościami, bądź bez, szczęśliwych i nieszczęśliwych. Tam jesteśmy my, tacy jakich sami sobie stworzymy. Cheryl do czasu, była na szlaku jedyną kobietą, otrzymywała wsparcie, którego nie oczekiwała i które samo do niej przychodziło.



# SAMOTNOŚĆ...

Zawsze podziwiałam ludzi, których życie dotarło do najbardziej skrajnej granicy, zmuszając ich do samotnych poszukiwać własnego ja. Mam za sobą ciężki rok, który echem powraca nieustannie i ciągnie za sobą niemiłe konsekwencje. Myślałam, że gorzej już być nie może, ale życie zaskakiwało mnie regularnie. Myślałam, że granica już została przekroczona, ale podnosiłam się i walczyłam dalej - ze światem i samą sobą. Myślałam, że to już czas na krok, który pozwoli coś zmienić. Zawsze jednak miałam przy sobie rodzinę, męża, który przyjmuje mnie godnie z całym inwentarzem i ludzi, którzy czasem nieświadomie przynosili wsparcie. Kiedy jednak poznaję takie historie, wiem, że do granicy jeszcze daleka droga. Walczę nieustannie z myślami, że kiedyś dopadnie mnie ta chwila, ten moment, ta informacja, z którą nie będę w stanie sobie poradzić. Nie potrafię sobie wyobrazić, co przeżywają ludzie, dochodzący do takiego momentu, jak Cheryl. Jak bardzo muszą być samotni i nieszczęśliwi, że postanawiają rzucić wszystko, albo nic, które im pozostało. 


"Były tylko dwa wyjścia, właściwie takie same. Mogłam wrócić tam skąd przyszłam, lub iść, dokąd zamierzałam dojść"*


Ponad 90 dni samotnej wędrówki, mimo spotkanych po drodze ludzi, z zasady powinno być najwyższym wymiarem samotności. Jak jednak powiedziała bohaterka, czuje się tam mniej samotna niż w świecie, w którym żyła. Tam pozostała jej pustka, a w [...] w pustce rodzą się różne rzeczy, tam się zaczynają. Pomyśl tylko o tym, jak czarne dziury chłoną energię, a potem dają jej upust w nowej, ożywionej formie.



# WARTO IŚĆ WŁASNA DROGĄ

Czy warto? Każdy ma na to własną odpowiedź. Ja zawsze sądziłam, że trzeba robić wszystko, by żyć po swojemu; by dawać sobie powody do szczęścia i realizacji siebie - nawet, jeśli wszyscy są przeciwko nam; by żyć własnym życiem, bo to jest tylko nasze życie, które skończy się szybciej niż nam się wydaje. Kiedyś o tym nie myślałam, teraz myślę nieustannie, bo wiem, jak to jest, gdy ten czas się kończy... Codziennie zastanawiam się, czy moje wybory i decyzje, które kiedyś podejmowałam i których piętno noszę do dnia dzisiejszego były właściwe. Tak wiele rzeczy mogłam zrobić inaczej, a jednak zawsze kończę te przemyślenia stwierdzeniem, że niczego, bym nie zmieniła, ponieważ nie byłabym tym kim jestem, bez tamtych doświadczeń. Odkąd straciłam bliskie osoby, a moje życie jest pasmem wyboistych dróg, potrafię docenić każdą najmniejszą chwilę, która jest w tym danym momencie tą najcudowniejszą. Na zewnątrz, wydawać by się mogło, że nic mnie nie złamie i jestem twardzielem - pewnie coś w tym jest, ale tylko ja sama wiem ile mnie to kosztuje i jakie walki sama ze sobą musiałam stoczyć.
Nie wiem, czy na Was ten film zrobi takie wrażenie, jak na mnie i przyniesie podobne przemyślenia, ale warto go zobaczyć, a na pewno jeszcze większą wartość ma książka, którą może kiedyś uda mi się przeczytać. To bardzo mądra i dobra historia, która niesie nadzieję, że dla każdego, gdzieś, jest droga do szczęścia. Nie stoi ona jednak przed nami, ale czasem trzeba pokonać kawał trasy i szmat czasu, by ją odnaleźć. Nie śmiałabym powiedzieć, że nie jestem szczęśliwa, bo jestem! Mam mnóstwo powodów, by czuć się szczęśliwą, ale czuję, że to prawdziwe jest jeszcze przede mną. I być może, znajdę je kiedyś na końcu świata...



"Choć niepewnie podążałam naprzód, czułam, ze robię słusznie, jakby sam wysiłek coś oznaczał. Że być może przebywanie pośród nienaruszonego piękna dzikiej krainy oznaczało, że ja też mogę powrócić do stanu czystości, bez względu na to, co straciłam i co mi odebrano. Bez względu na to, co zrobiłam innym czy sobie, a także na to, co niestety mnie wyrządzono".*



* cytaty pochodzą z książki Cheryl Strayed "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie."
** zdjęcie tytułowe pochodzi z filmu "Dzika Droga"
*** zdjęcie Cheryl Strayed - www.cherylstrayed.com


Cheryl Strayed podczas swojej wyprawy...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP