lutego 22, 2016

Dlaczego pokochałam dresy? Historia prawdziwa...


Kiedy byłam małą dziewczynką ubierano mnie w to, co akurat było na stanie - urok lat 80. Kiedy byłam nieco starsza, nie miało dla mnie żadnego znaczenia w czym lecę na podwórko, czy do szkoły. Kiedy zaczęłam odkrywać swoją tożsamość zafascynowali mnie hipisi. Gdy pojawił się nastoletni bunt założyłam glany i czarne ciuchy. Kiedy ciężar punkowych butów skontuzjował mi kolana odkryłam dżinsy i sportowe buty. I tak dalej i tak dalej...


# STYL UBIERANIA WERYFIKUJE STYL ŻYCIA

Zanim człowiek odkryje swój własny styl musi przejść szereg nieudanych prób i lata w ciuchach, które później straszą na zdjęciach - choć niektórzy rodzą się z tą umiejętnością. Innym aspektem jest moda, która z jednej strony podpowiada nam kolejne kroki w ubraniowym szaleństwie, a z drugiej ogranicza, bo trzeba kupować to, co aktualnie jest dostępne. Jednak styl powinien pozostać tylko i wyłącznie nasz.
Kiedy zaczęłam zarabiać wpadłam w pułapkę zakupocholizmu, bo mogłam pozwolić sobie na zakup rzeczy, na które wcześniej nie chciałam naciągać rodziców. Trochę potrwało zanim doszłam do levelu mówiącego, że liczy się jakość nie ilość, pozbywając się z domu ton, niepotrzebnych ciuchów. Przez długi czas praca i styl życia pozwalały mi na kierowanie się w doborze ubrań przede wszystkim wygodą - dżinsy, sportowe buty, wygodne bluzy - było to bardzo nijakie, ale nie przeszkadzało mi to. Aż w końcu pojawił się moment, kiedy charakter pracy i stanowisko zobligowało mnie do wyglądania jakoś, a nie nijak. I wtedy zaczęła się moja przygoda z modą i poszukiwania własnego "ja" w tym, co na siebie wkładam.
W związku z tym, że szukałam nieustannie, ciągle zdarzało mi się kupować rzeczy, które okazywały się bardzo nietrafionymi zakupami. Praca wymagała ode mnie eleganckiego wyglądu - niby prosta sprawa - spodnie w kant, koszula, buty na obcasie... Matko! Jak ja nienawidzę takich ciuchów! Wtedy o tym nie wiedziałam i wyglądałam, w moim dzisiejszym odczuciu, koszmarnie! Nie pamiętam już co było momentem zwrotnym w moim życiu, ale przyszedł czas, że powiedziałam sobie DOŚĆ. Wgłębiałam się coraz bardziej w kanwa marketingu, PRu i znaczenia własnego wizerunku. Zmieniłam się dość inwazyjnie - burzę loków zamieniłam na proste włosy, okulary na soczewki, wgłębiłam się w tajniki makijażu, schudłam parę kilogramów, kupiłam kilka "dorosłych" sukienek i szpilki. Odkryłam wtedy, że jestem kobietą i mogę naprawdę dobrze czuć się z własnym ciałem, zyskać większą pewność siebie i tym samym odnosić większe sukcesy zawodowe. Zdecydowanie więcej byłam w stanie osiągnąć z taką sobą. Pozbyłam się z szafy większości niezidentyfikowanej treści ubrań, zastępując je sukienkami, coraz odważniejszymi i szpilkami, które urastały do "sporej" ilości. Sprawiało mi to coraz większa frajdę, szukałam marek, które są dla mnie idealne, fasonów, które pasują do mojej sylwetki, kolorów, które współgrają z moją karnacją. Im bardziej byłam pewna swojego wyglądu, tym więcej udawało mi się osiągać zawodowo. Zaczęłam oglądać programy stylistek i stylistów; zakochałam się Goku Wanie, przeczytałam dziesiątki książek i doszłam do momentu, kiedy byłam gotowa określić kierunek mojego stylu i wizerunku.
Życie jest składową różnych fragmentów. Życie nie lubi constans'u. Życie to my, nasza historia, a w tej historii jest również nasz styl ubierania i nawet nie zdajemy sobie sprawy, jakie to ważne.



# JAK CIĘ WIDZĄ TAK CIĘ PISZĄ

Po latach zabaw, sukcesów i porażek z własnym wyglądem doszłam do smutnej prawdy, że ludzie oceniają nas po wyglądzie. Niestety, jest to nieuniknione. I tak naprawdę nie jest najważniejsze to czy jesteśmy ubrani modnie, czy też drogo, ale jak się w tym czujemy i z jaką pewnością siebie to nosimy. Pamiętam fragment z filmu Pretty Women, kiedy główna bohaterka w swoim dość "kontrowersyjnym" stroju weszła do drogiego butiku i została wyproszona, z zarzutem, że i tak jej nie stać. Moment, kiedy powraca z dziesiątkami toreb z zakupami od konkurencji, w najmodniejszej kreacji i odgrywa się na obsłudze, jest bezcenny. Ta sama kobieta, w tym samym dniu, tylko w innych ciuchach diametralnie zmienia podejście ludzi do niej, jako człowieka. Jest to smutne i bardzo nieodpowiednie, ale świat nie jest przyjaznym miejscem. Po okresie poszukiwań, zaczęłam znajdować swój styl - odchodziłam pomału od sukienek i szpilek, powracając do wygody, która jest dla mnie priorytetem w ubieraniu. Odkryłam, dzięki siostrze, niesamowitość lumpeksów i wyprzedaży, a tym samym fakt, że za naprawdę niewielkie pieniądze można kupić świetne ciuchy. Aktualna moda jest rewelacyjna, ponieważ w niczym nas nie ogranicza - nie ma standardów, które królowały do lat 90. Człowiek XXI wieku może wyjść na ulicę w piżamie, ale idąc z podniesioną głową, będą się za nim oglądać, jak za odważnym ekscentrykiem, bo to jest modne. Im dziwniej wyglądasz, im bardziej jesteś hipsterski, tym poważniej cię traktują. Absurd? A co nie jest absurdem w dzisiejszej rzeczywistości? Lubię dziwne ciuchy, a te najłatwiej znaleźć za, czasem, śmiesznie małe pieniądze. Modne są polowania na okazje, modne są lumpeksy, modna jest dziwność. Kiedyś nie do pomyślenia było dla mnie, bym ubierała się w ciuchy, które mam teraz w szafie. Moja pedantyczna natura nakazywała mi dbać o każdy szczegół i dobór kolorów, a w modzie jednak im większy luz i pozorna niedbałość, tym lepiej się wygląda. Ale najważniejsze to czuć się dobrze w tym co na sobie mamy. Ponieważ własny wizerunek odzwierciedla nas samych. I jeśli jesteśmy pewni siebie w tym co nosimy, ludzie zobaczą to nawet w dziurawym swetrze i potarganych włosach - i to jest najlepsze w tym absurdalnym świecie.
Na własnym przykładzie mogę jednak powiedzieć, że wizerunek ma ogromne znaczenie, jeśli chcesz osiągnąć coś w kontaktach międzyludzkich, ale będzie to nic nie warte, jeśli nie będziesz pewien tego, że to jest to, czujesz się w tym dobrze i jesteś pewien, że możesz zawojować świat. Przyjdzie nam nie raz spotykać się z ludźmi, którzy niekoniecznie zostaną naszymi przyjaciółmi, a musimy zapaść im pamięć i zwrócić ich uwagę. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze i dobrze wyróżnić się czymś, co pozwoli im nas zapamiętać. Wystarczy drobiazg: kolorowy szalik, szalona fryzura, żółta czapka, dziwne spodnie... Jest to mechanizm podobny do pierwszego etapu rekrutacji przez CV: na stanowisko z ogłoszenia aplikują czasem setki ludzi. Myślicie, że pracodawca, czy rekruter czytają je wszystkie? Oczywiście, że nie! Na pierwszy ogień idą CVki, które się wyróżniają graficznie, te sztampowe i nudne najprawdopodobniej nigdy nie zostaną przeczytane. Dopiero z tych ciekawych, wybiera się człowieka spełniającego wymagania. A ile wartościowych zostanie odrzuconych w przedbiegach tylko dlatego, że nie zainteresowały swoim wyglądem? Podchodzi się do tego w bardzo prosty sposób - jeśli szukamy człowieka kreatywnego, charyzmatycznego, potrafiącego poradzić sobie z trudnym stanowiskiem, jak może on spełnić te wymagania, kiedy nie potrafi zrobić nawet dobrego CV? Jeśli osoba z dobrym CV przyjdzie na rozmowę rekrutacyjną, nie spełniając absolutnie żadnych ogólnie przyjętych norm dotyczących wyglądu - w 90% jest już spalona. Takie jest życie, taki świat i trzeba być na to przygotowanym.



# DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH

Zasady przygotowania się do rozmowy rekrutacyjnej to zupełnie inna historia i pewnie kiedyś o tym napiszę, a porównanie naszego sposobu ubierania do tych procederów jest wielkim uproszczeniem, ale warto o tym wiedzieć. Znam wiele osób, które osiągnęły sukces i absolutnie nie przywiązują uwagi do swojego wyglądu, nie znam jednak nikogo wśród nich, kto czymś by się nie wyróżniał z tłumu. Bo tutaj w żadnym wypadku nie chodzi o to, by wyglądać elegancko lub ubierać się w ciuchy w pierwszych stron katalogów - wręcz przeciwnie. Tutaj chodzi o szczegóły, na które większość osób zwraca uwagę. Przeszłam wiele rozmów z wieloma ludźmi - w CV zawsze wyszukiwali szczegóły, które nie miały żadnego związku z pracą; w rozmowach twarzą w twarz zapamiętywali moją burzę rudych loków, do których powróciłam; rzucające się w oczy okulary, które czasem noszę; jakiś drobiazg w normalnym stroju (kolczyki, szalik, komin, bransoletka); cześć zwracała uwagę na tatuaż na przedramieniu, którego nigdy nie ukrywam. Pracując w poprzedniej firmie doszłam do tego, że szpilki i sukienki są ok, ale nie muszę ich nosić, żeby czuć, że jestem w odpowiednim miejscu. Lata poszukiwań dały mi przekonanie, że wizerunkiem i pewnością siebie mogę zapewnić sobie pierwsze ważnienie - niekoniecznie zawsze dobre i jednoznaczne, ale takie, które sprawi, że przy następnej rozmowie, ktoś powie "A, to pani! Pamiętam te okulary." To jest coś, co daje nam wielką przewagę nad trudnym rozmówcą. Co pozwoli nam, nawet kiedy wewnątrz trzęsiemy się ze strachu i stresu, udać, że jesteśmy mistrzem tego spotkania. Są ludzie, którzy mają tak potężną, wyrazistą i ekstrawertyczną osobowość, że choćby przyszli na spotkanie w pierwszym lepszym wyciągniętym z szafy ciuchu, z miejsca odniosą sukces. Ja z natury jestem raczej introwertykiem, a charakter pracy, którą wykonywałam, wykonuję i wymyślam nieustannie nie pozwala na pozostanie niezauważonym - musiałam więc nadrabiać tymi właśnie szczegółami. Zasada diabła tkwiącego w szczegółach dotyczy praktycznie wszystkiego: wystroju wnętrz, stanowiska pracy, wyglądu naszej strony internetowej, a przede wszystkim spójności - tych wszystkich elementów razem.


# ZABAWA I INTUICJA

Kiedyś przywiązywałam bardzo dużą uwagę do tego w co się ubieram - najczęściej miało to marny skutek. Odkąd stało się to moją codziennością i pasją, zaczęłam bawić się stylami, wizażem, sama trochę projektować - jak dla mnie skutek jest rewelacyjny. I nie mówię, że rewelacyjnie wyglądam, bo tak nie jest, ale tak naprawdę rewelacyjnie się czuję. Sama ze sobą i swoimi stylem, bo o to w tym wszystkim chodzi. By poznać swoje możliwości, swoje ciało i swoją pewność siebie. I traktować ubieranie jako codzienność i zabawę, którą robimy intuicyjnie. Podobno im człowiek bardziej się stara, tym gorzej na tym wychodzi i tak samo jest z ciuchami. Moja droga do tej wiedzy zajęła całe lata. Kilka kolejnych zajął mi wizerunek mojego męża, nad którym sukcesywnie pracowałam, wpajając mu swoje zasady. Odkąd zmienił styl, zapuścił brodę i włosy ludzie zaczęli postrzegać go zawodowo zupełnie inaczej. W połączeniu ze swoim doświadczeniem i wiedzą z kolegi z branży stał się profesjonalistą. Kiedy patrzę na nasze zdjęcia sprzed lat nie mogę uwierzyć, że tacy kiedyś byliśmy. Że tak bardzo zmieniliśmy się zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Wszystkie życiowe doświadczenia są niczym naczynia połączone - każde wpływa na siebie, a w rezultacie na nas samych. Czy te doświadczenia wpłynęły na nasz wygląd i pewność siebie, czy odwrotnie nie ma znaczenia. Ważne jest to, że nawet jeśli ktoś powie mi teraz, że koszmarnie się ubrałam, mam to gdzieś - ponieważ to jak wyglądam stanowi o mnie samej, a ja czuję się z tym dobrze. Parę lat temu pewnie moja pewność siebie wyparowałaby w momencie, a ja załamana uciekłabym schować się przed światem. I co by mi to dało? Dokąd doprowadziło? W jaki sposób pozwoliłoby się rozwinąć, skoro siedziałabym ze skulonym ogonem i przekonaniem, że jestem do niczego? Niestety są aspekty, z którymi nie potrafię przejść do porządku dziennego: kiedy ktoś krytykuje moją pracę, w którą wkładam całą siebie; gdy ktoś hejtuje moją działalność, albo atakuje moje przekonania - są to momenty, w których największy twardziel czuje, że jest do niczego. Mam wtedy, jak każdy, gorsze dni, w których myślę, że jestem beznadziejna. Ale zawsze w końcu dochodzę do granicy, na której widnieje napis (wolę wersję bardziej niecenzuralną, ale zachowam pozory przyzwoitości ;)):


Bo inaczej się nie da... i każdy jest "królem" własnego istnienia.


# CO Z TYMI DRESAMI

Parę miesięcy temu urodziłam dziecko. 90% kobiet w tym pięknym i wyjątkowym momencie przeżywa załamanie. Ciało zmienia się nie do poznania. Nadprogramowe kilogramy, wiszący brzuch i burza hormonów śmieją się szyderczo z naszej pewności siebie. Ciąża daje popalić, ale żyjemy w przeświadczeniu, że po urodzeniu dziecka wszystko wróci do normy, ale dziecko już jest, a my wyglądamy gorzej niż się tego spodziewałyśmy. Szpilki? Zapomnij! Obcisłe dżinsy? Jak? Skoro, całe ciało obolałe! Niektóre wracają do formy szybciej inne wolniej. Mnie niestety dotyczy ta druga kwestia - ukrywałam się więc w wielkich dresowych spodniach i dżinsach z działu XL. Ciążowy brzuszek, czy nawet wielki brzuch, ma swój urok - a teraz w ciążowych ciuchach wyglądam jak 40-latka, a w swoje stare się nie mieszczę. Niby przeszłam do tego stanu na porządku dziennym, ale w głowie nieustannie kotłowała się myśl: Matko jedyna! Jak ja wyglądam! Wszystko potrzebuje czasu - ostatnio zmieściłam się w spodnie z początku ciąży - to spory postęp! Ale ten czas pokazał mi też, że wcale nie muszę wracać do ciuchów, które nosiłam kiedyś. Nie wyobrażam sobie wychodzenia z dzieckiem w szpilkach i obcisłych sukienkach, ponieważ jest to przecież niewygodne. Jak pokonywałam kiedyś w tym stroju kilometry na służbowych wyjazdach? Nie wiem. Ale wiem, że nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Mogę nosić te dresy z dumą, bo przecież je lubię, zamiast ukrywać w nich swoje niedoskonałe ciało. I tak też zrobiłam. Szykuję się do sporych rewolucji w mojej szafie, gdzie spoczywa ok. 100 par moich ukochanych szpilek - nie rozumiem po co mi tyle butów? Przecież teraz w zupełności wystarczą stare Conversy, czy najwygodniejsze pod słońcem Reeboki. Po co mi te wszystkie sukienki, których nie jestem w stanie nawet znosić, skoro nienawidzę rajstop i najlepiej czuję się ciuchach niekrępujących ruchów. Dla kogo nosiłabym to wszystko? Na pewno nie dla siebie, a mąż chyba woli, kiedy jestem szczęśliwa... Po kolejnym kryzysie własnego wizerunku doszłam, więc do kolejnego etapu, w którym pokochałam swoje dresy. Bo jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. I to jest klu całej mojej historii - żyć własnym życiem, a nie kompleksami; kochać to co mamy aktualnie, a nie rozpamiętywać jak cudownie było kiedyś; i być pewnym swojej wartości, bo to co najważniejsze jest w zupełnie innym miejscu, aniżeli nasza szafa. A my możemy osiągnąć wszystko! Nawet w dresie! ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP