listopada 12, 2015

Złota Jesień,
czyli o chustonoszeniu słów kilka
z zamkiem w tle


Dziecko na pierś, pies na smycz, aparat na ramię i małżonek... na spacer. Pogoda cudowna, niedzielna, słoneczna, złocistych liści pełna - patrząc za okno być może ostatnia taka tej jesieni - czego chcieć więcej... Słów kilka o miejscu rzut beretem od domu, a nigdy nie odwiedzanym, a i jeszcze więcej o filozofii chustonoszenia.


# WZGÓRZE ZAMKOWE W BĘDZINIE

Miejsce, gdzie moja prababcia opiekowała się dziećmi Żydów; miejsce, gdzie babcia, jako dziecko, biegała na wszystkie śluby i pogrzeby, w pobliskim kościele; miejsce gdzie mama, na zamku, w chowanego się bawiła. Trzy pokolenia mojej najbliższej rodziny, a ja nigdy nie przybyłam tu nawet przez chwilę posiedzieć i podumać. I oto jestem! Pora roku robi swoje, bo koloryt złotej jesieni jest widokiem niezapomnianym i bezcennym, ale abstrahując od pory roku jest to miejsce naprawdę wyjątkowo urokliwe. Najlepszym miejscem, żeby się tu dostać, jest wjazd przy starym cmentarzu, za którym jadąc prosto, a później lekko w prawo, dojedziemy do placu zabaw - swoją drogą świetnie zrobionego - przy którym zostawiamy samochód i udajemy się długimi schodami w dół, by po pokonaniu ok. 1/3 ich długości skręcić w lewo. Dalej już można spacerować, gdzie nas nogi poniosą, ponieważ jest tam wyjątkowo odprężająco i melancholijnie. Miejsce bardzo solidnie odrestaurowane jest idealnym miejscem na niedzielny, rodzinny spacer. Może zdjęć kilka Was do niego zachęci.














# TUMIWISIZM, czyli CHUSTONOSZENIE po mojemu


Noszenie dzieci w chustach, odkąd pojawiły się takowe na naszych polskich ziemiach, zawsze wydawało mi się świetną alternatywą dla tradycyjnego wózka. Choć w zasadzie patrząc na stronę tradycji to chusty były długo przed wynalezieniem wózka. Nadal większa część świata, zwłaszcza w miejscach biednych, nosi się dzieci właśnie w chustach. Z ich perspektywy zapewne chodzi głównie o wygodę, pozwalającą na zabranie dziecka do pracy, w pole, czy na plantację. Jakie są więc argumenty w debacie chusta-wózek?

DZIECKO SPOKOJNE, TO DZIECKO SZCZĘŚLIWE - co daje dziecku największe poczucie bezpieczeństwa i spokoju? Oczywiście mama, na drugim miejscu tata (lub inna osoba, która go nie urodziła, ale jednak jest zawsze obok). Rzecz jasna nie chodzi tu o to, że mama jest taka fajna... dla dziecka, które przez 9 miesięcy kołysało się w rytm poruszającego się ciała mamy, słyszało bicie jej serca oraz kojący głos nie ma nic lepszego, jak odczuwanie choć namiastki tego po pojawieniu się na świecie, które - nie ukrywajmy - jest dla niego traumatycznym przeżyciem. Dlatego, m.in. zaraz po urodzeniu się to dziecko kanguruje; dlatego lubi być noszone na rękach i dlatego zawsze na rękach mamy uspokaja się w mgnieniu oka - ono nie zna leżenia, ponieważ jest to dla niego nienaturalna pozycja, przez 9 miesięcy jakby nie było, wisiało... Nie da mu tego choćby nie wiem jak wygodne łóżeczko z gryczanym materacem za 500 zł, ani najbardziej wypasiony wózek. Wystarczy taka mała, niepozorna rzecz, jaką jest chusta, tudzież mai tai. Wystarczy kilka minut, by bobas (bo z takim mam doświadczenia) odpłynął, w tylko jemu wiadomą, krainę spokoju i bezpieczeństwa.

JAK ŚPI TO ROŚNIE - tak mawiało się kiedyś i to chyba nadal aktualne. Sen, niewątpliwie, jest najlepszym lekarstwem na całe zło, zarówno w sensie psychicznym, jak i fizycznym. Bardzo często, bogu ducha winni rodzice, mają sporo zachodu przy usypianiu bobasa, czy to w nocy, czy w ciągu dnia. Przez pierwszy miesiąc był to niezastąpiony sposób, przy usypianiu Lilii, ponieważ miała z tym problemy - kąpiel, jedzenie i wskakujemy do chusty. Ja w tym czasie mam wolne ręce i czas by ogarnąć co nieco w mieszkaniu, a ona przy chodzeniu zasypiała w kilka minut. Dla wpadnięcia w głęboką fazę snu chodziłyśmy tak sobie ok. pół godzinki, po czym po włożeniu do łóżeczka przesypiała całą noc do rana. Nie wiem tego na pewno, ale mogę przypuszczać, że był to jeden z powodów, dlaczego mimo ponad dwumiesięcznego malucha w domu, codziennie jesteśmy wyspani.

SPOKOJNA MAMA, TO SPOKOJNE DZIECKO - bez dwóch zdań, najszczersza prawda. A co powoduje spokój mamy? Z mojego punktu widzenia jest to zachowanie choć odrobiny z życia, które wraz z narodzeniem dziecka się skończyło. To nie jest tak, że dziecko musi wywrócić życie do góry nogami - wywraca je nieodwracalnie od strony mentalnej - zmieniają się priorytety, atakuje nas nieznana dotąd odpowiedzialność i wszystkie nasze plany dyktowane są odtąd przez pryzmat rodzicielstwa. Ale nie musi się wywrócić równie drastycznie nasze normalne życie. Wiadomo, że trzeba dziecko nakarmić, przebrać, ubrać, opiekować się nim i spędzać z nim cały nasz czas przez najbliższe miesiące, czy lata, ale nie oznacza to, że wraz z przecięciem pępowiny nasze mózgi przestały funkcjonować i nakierowały się tylko i wyłączanie na myślenie o dziecku. Nadal chcielibyśmy robić to co sprawia nam przyjemność: pójść na spacer z psem, zrobić zdjęcia, popracować na komputerze, coś upiec, napisać tekst na bloga, cokolwiek... Nie wspominając o rzeczach, które w domu po prostu zrobić trzeba. Kiedy mamy (my mamy) czas i możliwości, żeby to robić jesteśmy spokojniejsze i mniej zestresowane. Dla mnie lekarstwem idealnym na tego typu problemy jest właśnie chusta. Szczerze? Nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie gdybym jej nie miała. Noszę swoje dziecko kilka razy dziennie, a ona to uwielbia. Chodzimy tak na spacer z psem, z którym wyjście z wózkiem jest absolutnie niewykonalne. Chodzimy na zakupy, sprzątamy w domu, pracujemy na komputerze. To nie jest tak, że jest w chuście cały czas, ale uśpienie dziecka w normalnych okolicznościach zajmuje średnio ok. pół godziny; kiedy trzeba je uśpić w ciągu dnia (zanim druga połówka wróci do domu) trzy, cztery razy mamy z głowy 2 godziny życia. Kiedy zamiast tradycyjnego usypiania wkładamy dziecko w chustę mamy 2 godziny w prezencie - my budujemy nieocenioną bliskość z naszym dzieckiem, ono jest spokojne i szczęśliwe, a dodatkowo mamy czas na rzeczy, które trzeba robić mając dwie ręce wolne, a to gwarantuje nam chustonoszenie

KOLKI? CO TO TAKIEGO? - o redukcji kolek u dzieci noszonych w chustach czytałam i słyszałam w ciąży nie raz i potwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Wiadomo, że czasem dzieci po prostu kolek nie mają, ale tak na ludzką logikę: dziecko całą ciążę było w pozycji pionowej, po narodzinach nagle jego pozycja w 95% polega na leżeniu; jak wiemy, aby perystaltyka jelit działa tak jak powinna człowiek musi być w pozycji pionowej - stąd konieczność pionizowania para i tetraplegików. Kolki, to nic innego jak powietrze, które dziecko zassało podczas jedzenia i które powoduje bóle brzuszka. Kiedy wkładamy dziecko w chustę, musimy mocno przywiązać je do własnego ciała, by było stabilne, i tym samym pojawia się naturalne masowania brzuszka i pozbywanie się nadmiaru powietrza i gazów, plus oczywiście dochodzi pozycja pionowa, która pobudza jelita do prawidłowego funkcjonowania. Bez względu na to jakie naukowe, czy mniej naukowe wyjaśnienie zostanie nam przedstawione, noszenie dzieci ma zdecydowanie bardzo pozytywny wpływ na całkowite wyeliminowanie kolek. Dodatkową kwestią jest, że bardzo często dziecko płacze, a my, tak naprawdę nie wiemy dlaczego - gwarantuję, że choćby nie wiem co się działo, jak włożycie dziecko w chustę po kilku minutach uspokoi się i zaśnie; jeśli chusta nie pomoże i dziecko nadal płacze, znaczy to, że dolega mu coś poważniejszego. Oczywiście mowa tutaj o dzieciach, które przyzwyczajone są do noszenia od małego i lubią tą formę transportu.

MOJE DZIECKO JEST ZA MAŁE - taka sytuacja nie istnieje w przypadku dziecka urodzonego w terminie (nie wiem jak to wygląda w przypadku wcześniaczków, dlatego w tej kwestii nie będę się wypowiadać). Nie raz słyszałam teorię, że dziecko powinno już stabilnie trzymać główkę (co oznacza, że musielibyśmy czekać z noszeniem ok. pół roku), albo jak wykształci mu się poprawnie kręgosłup (kolejne pół roku), co jest zdecydowanie bzdurą. Zaleca się by dziecko nosić od samego początku, po pierwsze: im wcześniej zaczniemy, tym szybciej się przyzwyczai i będzie mu się to podobać, a po drugie: jest to po prostu zdrowe. Lila noszona jest od drugiego tygodnia życia - przez kilka tygodni przez tatę, ponieważ dochodziłam do siebie po cesarce, a później kilka razy dziennie przeze mnie. Poprawne zawiązanie chusty gwarantuje idealną stabilizację kręgosłupa, główki oraz bardzo dobrze wpływa na rozwój stawu biodrowego, z którym dzieci często mają problemy.

TO DROGIE I SKOMPLIKOWANE - ani jedno ani drugie. Fakt, jeśli wpadniemy w szał chustonoszenia i będziemy je traktować jako część garderoby to można na nich stracić majątek. Dobra chusta kosztuje ok. 300-400 zł, nosidło od 100 zł do nawet 1000 zł. Ja osobiście kupiłam nosidełko typu mai tai - sama chusta i jej rozmiary nieco mnie przerażały, zwłaszcza, że nasz styl życia generuje częste wkładanie w chustę np. na ulicy, albo w innym miejscu publicznym i okiełzanie 4 metrowego materiału wydawało mi się problematyczne. Nosidełko również jest zrobione z materiału i zachowuje wszystkie właściwości chusty, jest jednak dużo wygodniejsze w zakładaniu, ponieważ ma widoczny materiał będący nosidełkiem i dwa wąskie kawałki materiału, które owijamy w odpowiedni sposób dziecko oraz własne ciało. Kupiłam je na próbę za 100 zł (żeby nie wydawać więcej, gdyby okazało się, że jednak nam to nie odpowiada) i używamy cały czas, ponieważ jest bardzo wygodne. Nasz model jest do 12 kg, więc na kolejne nosidełko planujemy Tulę, to jest już koszt ponad 400 zł, ale będzie to ostatnie nosidełko, które będziemy musieli zakupić. Nosidła ergonomiczne typu Tula przeznaczone są dla dzieci już siedzących, mimo że mają wkładki od 3,5 kg to jest to bardzo niewskazane, ponieważ dziecko nie przyjmuje wtedy anatomicznej pozycji, a ciało nie wisi bezwładnie, a zmusza się je do siedzenia, na co nie jest jeszcze gotowe. Wielu specjalistów twierdzi, że nosidła tupu mai-tai również nie są odpowiednie, ponieważ materiał nie ma takich właściwości jak chusta. Nie będę się spierać, choć nie ma na ten temat żadnych badań i moje dziecko od urodzenia w takim mai-taiu jest noszone. Teraz już wiem z czym to się i dla ewentualnego kolejnego potomka raczej zaopatrzę się w chustę. Jeśli macie jakieś wątpliwości co do tematu najlepiej skontaktować się z doradcą chustonoszenia, który fachowo odpowie Wam na wszystkie pytania ;)

ZA CIEPŁO, ZA ZIMNO - tak samo jak nie ma złej pogody, tylko są złe ubrania, tak samo nie ma nieodpowiedniej pogody na noszenie dziecka w chuście. Najważniejsza zasada - głównie latem - to traktowanie chusty, jako jednej warstwy ubrania, co oznacza, że musimy ubrać dziecko na tyle cienko, by się nie przegrzało - mowa tu przede wszystkim o niemowlakach, które są zawinięte całe i nie wystają im jeszcze ani rączki ani nóżki. Zawsze należy pamiętać o czapeczce i w przypadku większych dzieci ochronie przeciwsłonecznej na ręce i nogi. W niepogodę, a bardziej temperatury jesienno-zimowej również nie możemy ubrać dziecka za ciepło - jeśli do wózka ubralibyście polarową bluzę do chusty z tej bluzy należy zrezygnować. Na rynku jest w chwili obecnej mnóstwo świetnych ciuchów dla mam (typu oversize), które świetnie sprawdzają się przy chustonoszeniu, ponieważ nadmiarem materiały ochraniamy dziecko, ale również takie specjalnie dedykowane chustonoszeniu: przykłady TUTAJ. Mam kilka fajnych bluz z futerkiem, w których dziecku jest naprawdę przyjemnie i ciepło. Podobnie sprawdzi się poncho, które możemy założyć na kurtkę. Najważniejsze to pamiętać, że jeśli mnie jest za ciepło lub za zimno to dziecku również. I nie zapominajmy o ciepłej czapce zimą!

Wydaje mi się, że przedstawiłam wszystkie plusy noszenia naszych bobasów w chustach, czy nosidłach, oczami użytkownika. Mimo że sama nosiłam malucha w meitaiu wiem, że dla noworodków zdecydowanie bardziej odpowiednia jest chusta. Dowiedziałam się tego trochę za późno, ale mimo wszystko był to zaraz po chuście najlepszy wybór. Jeśli chcecie nosić dziecko w chuście zdecydowanie umówcie się na spotkanie z doradcą noszenia, by nauczyć się wiązania oraz prawidłowej pozycji dziecka i dowiedzieć jaki "sprzęt" zakupić, by nie zrobić więcej szkody niż pożytku. Obsługa nosidełek jet raczej banalnie prosta, więc tutaj możemy sobie darować, ale są one polecane dopiero od kilku miesięcy życia dziecka, a nosidła typu TULA od momentu, kiedy dziecko już siedzi, Sprawą najważniejszą jest, aby było to nosidełko miękkie i ERGONOMICZNE, czyli takie w których dziecko będzie miało zdrową pozycję bioderek - zdecydowanie NIEDOPUSZCZALNE są wisiadła, w których dziecko wisi całym ciężarem za pieluszce i na dodatek przodem do świata, ponieważ w czymś takim zdecydowanie zrobimy dziecku więcej szkody niż pożytku i będzie to miało bardzo zły wpływ na jego rozwój fizyczny. Poza tym panuje całkowita dowolność: nie ważne w czym, jak i kiedy, najważniejsze to, żeby NOSIĆ.







Piękna złota jesień na zamkowym wzgórzu, cudowna atmosfera na rodzinnym spacerze, słów kilka o ideologii chustonoszenia i zdjęć kilka, z których jesteśmy zadowoleni, ale jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć w niniejszym poście. Jednym z punktów na zamkowych wzgórzu jest niesamowity, w swej zwykłości, żydowski cmentarz. Co roku będąc na cmentarzu nieopodal, gdzie odwiedzam groby bliskich, zapalam jeden znicz na zapomnianym przez świat, żydowskim kirkucie. Cmentarz powstał w 1831 roku, jako jeden z trzech w Będzinie, ze względu na epidemię cholery, która w tamtym czasie panowała na tych terenach. Inną kwestią jest, że Będzin przed II wojną światową był miastem w 90% zamieszkanym przez Żydów - aktualnie nie ma Ich tutaj wcale... I mimo że jest to religia i kultura, budząca skrajne, negatywne emocje u wielu ludzi parę minut temu skończyło się nasze narodowe święto, a jakby na to nie patrzeć Ci ludzi byli mieszkańcami naszych polskich ziem, jeszcze zanim niepodległość na nie zawitała. I choć cmentarz jest miejscem szczególnym i nie bardzo lubię w takich miejscach robić zdjęcia, do tych przymierzałam się bardzo długo. Nie są jakieś wyjątkowe, szczególne, ani artystyczne, ale dokumentują miejsce, w którym czas zatrzymał się prawie dwa wieki temu, a przez ten czas napiętnował tych ludzi tragedią i niewyobrażalnym nieszczęściem, tylko dlatego, że raczyli być inni. To nie jest, nigdy nie było i nigdy nie będzie dobre...



Więcej zdjęć na koźlikowym FOTOBLOGU 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP