listopada 03, 2015

Helołin, dziady, zaduszki?
Jak my to lubimy robić z igły widły...


Halloween - poceltyckie święto przywiezione do Ameryki przez Irlandczyków,  Dziady - uroczystość Rodzimowierców Słowiańskich, Zaduszki i Wszystkich Świętych - święto chrześcijańskie... Święto Zmarłych obchodzą również Nowopoganie, Ameryka Łacińska, Filipiny, Japonia i wiele by tu jeszcze wymieniać, ponieważ jest to praktycznie cały świat. Różne są obyczaje, zwyczaje i procedury, a łączy je jedno - wspominanie zmarłych, którzy odchodzą z tego świata nie zależnie od religii, szerokości geograficznej, czy statusu społecznego. Dlaczego więc tak bardzo potrafi to, nas Polaków, podzielić?



# RADOWANIE SIĘ? JAK TAK MOŻNA!

Współczesna Polska, Polską by nie była gdyby nie religia, a bardziej Kościół... Nie zależnie od tego, jak wielu obywateli od tego "obowiązku" odchodzi, wybiera inną drogę lub w zupełnie innych obyczajach się wychował jest to JEDYNY słuszny kierunek bycia Polakiem. A co za tym idzie, nakazano nam wspominać zmarłych i oswajać się ze śmiercią za pośrednictwem jedynego i słusznego święta Wszystkich Świętych. Kościół nakazuje nam w tym dniu oddać się zadumie i w ten sposób łączyć się z naszymi bliskimi zmarłymi. Każda inna forma godzi w tych bliskich, bezczeszcząc ich świętość. Żadne tam radowanie się, przecież w religii, której symbolem jest śmierć na krzyżu, nie ma na to miejsca. Można by się tego trzymać, będąc praktykującym katolikiem, jak jednak wytłumaczyć to, co dzieje się tego dnia naprawdę?
Setki tysięcy złotych wydane na ZNICZE - kto ma większy, ten lepszy; kto ma więcej jest jeszcze lepszy; a kto kupi kolorowy, rzeźbiony i do tego grający - niezaprzeczalnie jest zwycięzcą! Do tego wyraz wielkiego skupienia na sprawie z domieszką gracji i gustu, czyli urocze sztuczne kwiecie na szczotce ryżowej kupione w pośpiechu na straganie przy bramie. A straganów tych - o ludziu! - gorzej niż na targu: porozkładane setki tysięcy tych kwieci i zniczy i bóg jeden wie czego jeszcze, na czterdziestu ośmiu takich uroczych straganach, które skutecznie uniemożliwiają dotarcie do celu swej podróży każdemu pieszemu, o człowieku z wózkiem lub (nie daj boże) na wózku, nie wspominając. Ale to przecież nie koniec atrakcji, ponieważ po drodze czeka na nas jeszcze popcorn, wata cukrowa, precle, makarony, pierniki - nic tylko stać i wybierać i kosztować... Szkoda, że jakieś food-tracki nie przyjechały, bo można by zjeść coś konkretnego. Ale już za moment o tym nie myślimy, bo uwagę przykuwa pani w futrze przy 15 stopniach i pełnym słońcu i dziewczynka z kokardą większą od głowy. Niedaleko mama wrzeszczy do syna, że ta pani obok jest głupia, bo z psem pod pachą na cmentarz! a to godzi w godność naszych bliskich zmarłych i przecież te krzyki nie zakłócają ich spokoju, ponieważ to z dobrą intencją jest... Po przepychankach, zwinnych unikach, by nie dostać w pysk od chrześcijanina, któremu ktoś raczył zająć miejsce parkingowe, a on pierwszy je przecież zobaczył, tudzież ochrony bębenków słuchowych przed decybelami lecącymi z ust kolejnego, mamy szansę dotrzeć do grobu bliskiej nam osoby...

Opis ten, niektórzy stwierdzą, krzywdzący jest dla wierzących i praktykujących chrześcijan - czy jednak jest w tym choć odrobina przesady lub kłamstwa? Czy nie tak wygląda właśnie przeżywanie tego święta i wspominanie bliskich, którzy odeszli? Czasem zastanawiam się po co Ci ludzie w ogóle przyjechali na te cmentarze - wyzywając się, kłócąc, chodząc z naburmuszonymi minami... Czy ktoś Wam karze tu przyjeżdżać? Czy jest to kolejny religijny obowiązek, który trzeba spełnić, nie pamiętając już nawet w co się wierzy i po co się tutaj znalazło?

Całe swoje życie byłam wychowana w tradycji chrześcijańskiej - uczono mnie, że to religia miłosierdzia dla drugiego człowieka. Że podtrzymywanie tej tradycji i kultywowanie pewnych wartości jest bardzo ważne dla naszego duchowego rozwoju... Lata swoich własnych doświadczeń i przemyśleń zaprowadziły mnie do miejsca, w którym zobaczyłam, że nie będąc religijną mam o niebo więcej miłosierdzia, empatii i szacunku do świata, niż utożsamiając się z panią w futrze, tej drugiej z synem, czy zakonnicy, którą spotkałam na jednym z cmentarzy przezywającą swoją towarzyszkę, która chciała pomóc dziewczynie szukającej drogi.

Zawsze lubiłam to święto, ponieważ jest to jeden dzień w roku, kiedy wszystko odkładam na bok i jadę na groby bliskich, do których nie mam na co dzień czasu zaglądać - do prababci i pradziadków pochowanych kilkadziesiąt kilometrów od domu; do dziadka, którego prawie nie znałam, ale zawsze przyjeżdżałam tu z mamą; do dziadków mojego męża, wujków, cioć, koleżanki z podstawówki, znajomego z liceum...
Jak co roku kupiłam dużo zniczy, bo niestety mam wiele grobów do odwiedzenia - zawsze szukam takich najprostszych, białych, zalewanych, nie z wkładami, które mają jeszcze zapach dawnych Wszystkich Świętych, bez precli i popcornu. Co roku kupuję ich więcej, bo coraz więcej ludzi odchodzi. W tym roku, najbardziej dla mnie tragicznym ze wszystkich dotąd, pożegnaliśmy cztery bliskie osoby. Wiekową babcię i jej syna, najukochańszą babcię, która przegrała walkę z rakiem i przyjaciela... młodego, silnego, 35-letniego, który odszedł nagle oddając się swojej największej pasji - lataniu...

Wspominam ich często, nie ma dnia bym nie myślała o babci, nie zliczę chwil, gdy tęskniłam za nią tak bardzo, że łzy same leciały mi po policzku. Odkąd mam dziecko myślę nie raz co czuła najbliższa mi na świecie kobieta, która straciła swoją córeczkę przy porodzie. Jak czują się rodzice 14-letniej córki, którą zabrała białaczka, czy 22-letniej, przegrywającej walkę z rakiem wątroby. Albo rodzice chłopaka, który przedawkował i którego grób zawsze wygląda najpiękniej ze wszystkich. I jak czuje się młoda dziewczyna, która straciła swojego kochanego męża...
Nie potrzebuję kalendarzowego święta, by wspominać swoich bliskich, ale traktuję to święto, jak możliwość wspomnienia tych, którzy aż tak bliscy mi nie byli lub są daleko od mojego miejsca zamieszkania. Jak sposobność zapalenia znicza na cmentarzu żydowskim, mimo że żadnego z Nich nie znałam; postawienia jednego przy krzyżu, dla tych, których grobów nie potrafię odnaleźć lub na jakiś cmentarz nie mogę dojechać; jak konieczność zatrzymania się na moment i uronienia paru łez w imię tęsknoty, która wcale nie mija, i pamięci...

Nie mniej, nie widzę powodu, dla którego nie mogłabym spojrzeć na sam aspekt śmierci poprzez zabawę i uśmiech. Wszyscy moi bliscy, którzy odeszli, byli ludźmi z dużym poczuciem humoru i szerokimi uśmiechami - i takich ich pamiętam. Smutek nie bierze się na wspomnienie o nich, ale na wspomnienie wielkiej pustki. Nie zamierzam się umartwiać w czasie, który wedle tradycji przeznaczony jest dal Nich. A że nasza tradycja nie jest na to przygotowana, uznaję za jak najbardziej stosowne, by czerpać z tych, które są na to przygotowane.


# HALLOWEEN - wymysł szatana!!!

Żadnego tam szatana, a celtów sprzed wieków, z lekka modyfikacją Irlandczyków, szumnie nazwanym amerykanizowaniem naszych tradycji.
Jak wspomniałam, nasza tradycja nie przewiduje w tym czasie świętowania i zabawy wśród bliskich, a jedynie zadumę o tych, których już nie ma. A nie lepiej spędzić ten dzień przed zadumą, właśnie na sympatycznych spotkaniach ze znajomymi lub rodziną? Poobcować ze śmiercią w strasznym przebraniu i w przerażającym nastroju? Tak najnormalniej w świecie się pobawić wśród atrybutów magii i niewinnych czarów... Tak wiem - to jest właśnie to zło wcielone, podobnie jak literatura fantasy, baśnie romantyczne, czy kinematografia z magią w tle... Każdy wytwór ludzkiej wyobraźni, według niektórych, sprowadza nas na złą drogę. Mój ulubiony portal Fronda.pl opublikował nawet instrukcję jak postępować i próbować nawrócić, opętane dziecko pukające do twych drzwi, z prośbą o cukierki - lektura zdecydowanie warta polecenia...

Osobiście bardzo żałuję tego, że nie ma u nas tradycji dekorowanie domów, ponieważ ulice wyglądają przepięknie, rozjaśnione blaskiem świec, wyglądających przez oko dyni. I nie ma nic złego we wspólnym, rodzinnym spędzaniu czasu na wydrążaniu dyni, pieczeniu ciasteczek, czy zabawie w dziwnych przebraniach. Takie spędzanie czasu z dziećmi, rodzinami, czy przyjaciółmi jest nieocenioną formą budowania więzi oraz spojrzeniem na śmierć z pewnym przymrożeniem oka, a przecież każdy z nas jej boi się najbardziej.

Najmocniej wkurza mnie fakt, że nawet jeśli ktoś nienawidzi tej, przybyłej do nas z Zachodu tradycji, nie potrafi powstrzymać się od bezsensownych komentarzy, mających tylko i wyłącznie na celu obrażenie każdego, kto w coś takiego "się bawi". Przeciwniku! Nie musisz tego robić, lubić, ani pochwalać, ale żyjemy w wolnym (jeszcze) kraju, w którym każdy ma prawo i przywilej spędzać swój czas tak, jak mu się podoba. Nikomu tym krzywdy nie robiąc, a w mojej opinii, przynosząc wiele pożytecznego. Ja, za Twoje poglądy religijne, których również nie pochwalam, Cię nie obrażam. Niestety tolerancja to słowo kompletnie nieznane większości naszych rodaków.

Ja osobiście się nie przebrałam, ponieważ najnormalniej w świecie ochoty na to nie miałam, ale na takowej imprezie, którą we własnej restauracji organizowaliśmy - byłam. I nawet aparat nasz miał czelność to uwiecznić... Szatanów tu, a szatanów!











# Z IGŁY WIDŁY, a ja jestem dynią...

Święto Zmarłych, jakkolwiek byśmy go nie nazwali, gdziekolwiek byśmy go nie obchodzi i w jakikolwiek sposób byśmy go nie celebrowali jest świętem pięknym i wyjątkowym, zmuszającym nas do refleksji i przywołania wspomnień nie tylko o zmarłych, bliskich, których już nie ma z nami, ale również o śmierci. Jest to temat, jakby na to nie patrzeć, owiany tajemnicą, nutą magiczności i okultyzmu. Każdy z nas chce wierzyć, że jest to tylko długa podróż, u kresu której, wcześniej czy później, wszyscy się spotkamy. Jednych zbawi religia, innych poczucie ich własnego nieba, a jeszcze inni nie potrafią w taką kolej rzeczy wierzyć w ogóle. Każdy z nas jest odrębną jednostką, mającą prawo patrzeć na ten aspekt na swój własny sposób i nikomu nic do tego, jak to będzie wyglądać. W tym dniu cały świat powinien zjednoczyć się w przeżywaniu tego święta na swój własny sposób. Łączącą to święto nicią jest Światło - palone w dyniach, zniczach na grobach, czy ogniskach z obrzędów pogańskich - wszystko to robione w intencji duchów naszych zmarłych bliskich. Chciałabym, by kiedyś nadszedł ten dzień bez kłótni, wypominania komercyjności (bo jarmark pod cmentarzami też nią jest), czy oskarżeń o niszczenie rodzimych tradycji. Niech każdy zrobi to po swojemu, zapali swoje światło, w sposób jaki mu odpowiada i pamięta, że płonie ono w tej samej intencji, na całym świecie...




I nie wiedząc czemu, winy tego całego zamieszania upatruje się w bogu ducha winnej dyni! Wspaniałym i pysznym warzywie, z którego można zrobić prawie wszystko i na które najnormalniej w świecie jest teraz sezon! Uwielbiam dynię jeść, wydrążać, przyrządzać i oglądać - szczególnie na moim małym człowieku, który z pewnością duszę ma czystą jak łza i żaden demon go nie opętał...







3 komentarze:

  1. 1. Blablabla chrześcijanie źli a powinni być dobrzy. Dużo razy pojawia się chrześcijanie to i tamto. Trzeba pamiętać że to przede wszystkim ludzie, a jak dużo ludzi w jedno miejsce to się zaczynają wkurzać i trąbić na siebie, normalka. Jakby był zlot tysięcy pogan, żydów itd, byłoby to samo. 2. Komercha, stragany itd - pewnie, jak wszędzie, a na Halołina to jeszcze więcej ludzie wydają, bo sobie robią też dekoracje w domu i jeszcze jakiś strój może i na imprezę się nachlać. Dyni to nie mogłem znaleść ani w Lidlu, Tesco ani lewiatanie. Mogłyby być food tracki, myślę że jak komuś wymrozi dupę na cmentarzu to zapiekanka byłaby niezła. 3 nie jestem chrześcijanką i nie pochwalam, ale wymagam żeby inni się zachowywali jak tacy jak uważam że powinni się zachowywać chrześcijanie. To jest coś w stylu: Nie głosowałem na Dudę/PiS, ale będę ich rozliczał z obietnic wyborczych mimo że nie chce żeby je spełnili. 4 Chcesz żeby nadszedł dzień bez wypominania komercyjności, którą wypomniałaś na samym początku .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Też jestem człowiekiem, ale jakoś nie reaguję w ten sposób 2. Nie neguję komercji, bo żyjemy w komercyjnym świecie, ale negowanie komercji halloween'owej przez jej przeciwników, którzy akceptują to co się dzieje przed cmentarzami to czysta hipokryzja - i każdy wydaje własne pieniądze na co mu się podoba. Skoro chcesz food-tracki pod cmentarzem masz do tego prawo, tak samo jak ja mam prawo ich tam nie chcieć 3. jestem chrześcijanką - o czym napisałam - wbrew swojej woli, jednak z odpowiednim przygotowaniem o co w tej wierze chodzi 4. wypomniałam komercyjność tym, którzy nie zauważają swojej własnej..
      5. takie mam zdanie i o tym napisałam, jeśli masz inne nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś również o tym napisała - po to zakłada się bloga :)

      Usuń
  2. W Polsce jest dużo ludzi którzy nie mogą zrozumieć że można nie być katolikiem.

    OdpowiedzUsuń

TOP