listopada 23, 2015

DO GÓRY NOGAMI...
wywrócić swoje życie w jeden rok


Dokładnie rok, 12 miesięcy, 365 dni, tudzież około 8760 godzin temu wracałam do domu ostatkiem sił, wykończona fizycznie i psychicznie, ale szczęśliwa, jak chyba nigdy wcześniej. Czy coś się od tamtego czasu zmieniło? Czy zrobiłabym to wszystko jeszcze raz, czy może po roku czasu niczego nie żałuję tak bardzo jak tamtych decyzji? A były decyzje, były niespodzianki, były łzy... Czy było warto?



# BEZ RYZYKA NIE MA ZABAWY

Ku swojej, czasem wielkiej rozpaczy, kieruję się tą domeną przez całe swoje decyzyjne życie. Czasem wychodzę na tym dobrze, czasem jak Zabłocki na mydle, ale zawsze wierzę, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż, że nie starczyło nam na to odwagi. Pomysł otwarcia biznesu, który będzie łączył zapotrzebowanie rynku z własnymi przekonaniami narodził się nagle. Często miewam różne "ciekawe" pomysły, ale kiedy są one raczej nieosiągalne, przesuwam je w czasie o kilka lat lub dekad. Tutaj, z przyczyn niewiadomych, było zupełnie inaczej. Drążyło się to w mojej głowie i drążyło, aż chcąc nie chcąc zaczęłam przechodzić do czynów: ale jak? ale za co? ale gdzie? ale kiedy? W zasadzie na żadne z tych pytań nie potrafiłam odpowiedzieć sobie od razu, więc rozpoczęłam poszukiwania odpowiedzi. Ku mojemu zdumieniu pomysł zaczęły podchwytywać kolejne osoby... i machina ruszyła. Do teraz zastanawiam się jak nam się to udało?! Skąd wzięliśmy na to wszystko pieniądze? Jak udało nam się znaleźć tylu niesamowitych ludzi? I w jaki, cholerny sposób, starczyło nam na to wszystko sił?
Jak więc zabrać się za otwieranie biznesu marzeń? Oto krótka lista, która może komuś pomoże :)

1) znajdź ludzi, którzy Ci w tym pomogą lub zrobią to razem z Tobą - Mówiły jaskółki, że nie dobre są spółki, ale jeszcze ciężej robić wielkie rzeczy w pojedynkę

2) zastanów się, czy aby na pewno udźwigniesz to finansowo - są biznesy, na które potrzeba setek tysięcy złotych, a zdobyć takie pieniądze nie jest łatwo - zanim pójdziesz dalej, zrób solidny binesplan, by mieć pieniędzy w zapasie i absolutnie na nic Ci nie brakło. I pamiętaj! Jeśli jest to twój pierwszy biznes, nie masz co liczyć na jakąkolwiek pożyczkę z żadnego banku - chyba, że ze środków unijnych, ale przygotuj się na tony papierów do wypełnienia i piętnastu poręczycieli

3) zabezpiecz się finansowo - nigdy nie wiadomo, jak dany biznes pójdzie; jest wiele form działalności, jak np. spółka z ograniczona odpowiedzialnością, które zabezpieczają Twoje prywatne środki - jest z nią niestety trochę zachodu, dlatego nie każdy się na nią decyduje. Warto więc wziąć prawnika, omówić z nim wszystkie kwestie, zrobić rozdzielność majątkową, wyzbyć się "majątku", by w razie jakiejkolwiek draki nie wylądować na, przysłowiowej, ulicy.

4) biznesplan w ruch - kiedy jesteśmy pewni, że to jest to i działamy, musimy solidnie, punkt po punkcie zacząć działać według biznesplanu, który zawiera m.in. jeden z ważniejszych punktów, jakim są kampanie marketingowe i PR-owe. Nie zapominaj również o ekspertach! Jeśli nigdy wcześniej takiego biznesu nie prowadziłeś, musisz znaleźć osoby, które przekażą Ci tzw. know how, czyli co, jak, gdzie, kiedy i z czym się je

5) wizerunek! - kwestia przy tworzeniu jakiejkolwiek marki najważniejsza. Jeśli sami się tym nie zajmujemy nie pozostaje nam nic innego jak wynająć firmę graficzną, agencję reklamową i PR-ową, które stworzą nam całą identyfikację wizualną, plan marketingowy oraz zadziałają PR-owo - trzeba za to (wiadomo) zapłacić, ale by klienci się o Tobie dowiedzieli musisz zainwestować w kanały i narzędzia, które pozwolą Ci do nich dotrzeć. Środki na promocję powinny zajmować ok. 1/3 do 1/2 budżetu otwieranego biznesu. I najważniejsze: LOGO - ma być dobre, zapadające w pamięć i ma być wszędzie, gdzie się da!

6) pozytywne nastawienie, motywacja i niezliczone pokłady energii - jeśli braknie nam tych rzeczy już na początku, nie warto brnąć w to dalej, ponieważ od tej chwili pod górkę będzie zawsze - formalności i pozyskiwanie środków mogą zając czasem kilka miesięcy, w czasie których poznasz największe absurdy naszych przepisów i administracji. I uwierz mi - to się nigdy nie kończy...

Bardzo skrótowe spojrzenie na próbę otwarcia swojego biznesu. Właściwie nie ma znaczenia, czy jest to jednoosobowa działalność gospodarcza, spółka dwuosobowa, czy składająca się z kilku wspólników. Przy każdej firmie plan działania powinien wyglądać tak samo, różnica jest tylko w inwestycji i tym samym wielkości możliwych do stracenia środków.

W naszą działalność zaangażowało się naprawdę mnóstwo osób, nawet tych, którzy nie bardzo chcieli, ale bez ich podpisu nie byłoby środków unijnych, albo urzędowo utknęlibyśmy w martwym punkcie. Czasem mam wyrzuty sumienia, że zaangażowałam ich aż tylu, a jednak nie zarabiamy milionów, by pospłacać wszystkie zobowiązania natychmiast. Ale to chyba świadczy o istniejących, mimo wszystko, w moim szalonym umyśle zdroworozsądkowych komórek.


# TYLKO WARIACI SĄ COŚ WARCI

Mój ulubiony cytat z "Alicji w Krainie Czarów", który jest moją domeną już czas jakiś. Bo kimże, jak nie wariatem, trzeba być, by rezygnować z bezpiecznej posady, regularnych wpływów na konto i wolnej głowy po 16:00 na rzecz jednego wielkiego chaotycznego świata własnego biznesu, który przez czas jakiś, dłuższy bądź krótszy, jest studnią bez dna, w którą nieustannie trzeba ładować pieniądze, które - na domiar złego - już dawno temu się skończyły. Ale wiecie co? W jakiś magiczny, sobie tylko znany sposób, te pieniądze zawsze się znajdują...
Na moje wielkie szczęście spotkałam na swej drodze ku BOTAKowemu światu niezliczoną ilość wariatów z moim małżonkiem i szaloną wspólniczką na czele. To z nimi zaczęłam wkraczać w coraz to większe wariactwa biznesowe, które przeżywamy wspólnie codziennie od roku właśnie.
Później wariatów - najbardziej pozytywnych jakich kiedykolwiek spotkałam - było coraz więcej. Ludzie tak pozytywnie zakręceni, mający niezliczone ilości pomysłów i projektów, które moglibyśmy wspólnie zrealizować, że naprawdę nie sądziłam, że jest tylu tak kreatywnych ludzi - nie ukrywajmy - młodych. Domeną naszego biznesu była od początku i jest nieustannie - otwartość: na ludzi, pomysły, organizacje, akcje, pasje, warsztaty, spotkania... Początkowo rozpędzaliśmy maszynę, która ruszyła po krótkim czasie z grubej rury, napędzając się samoistnie - warunek? Ma być z pasją, etycznie, zgodnie z prawami człowieka i zwierząt, czyli tak, jak sami żyjemy i chcemy, by każdy mógł żyć. Nie ma dla nas granic rasowych, religijnych, czy seksualnych: liczy się człowiek i liczą się zwierzęta. Wiedziałam, że takich miejsc jest niewiele, stąd pomysł stworzenia miejsca, gdzie każdy, za darmo będzie mógł dzielić się swoimi pasjami i poznawać podobnych sobie ludzi - nie wiedziałam jednak, że tolerancyjnych i otwartych miejsc jest aż tak mało!
Mam dziwne wrażenie, że w chwili obecnej stało się to niestety dość modne, ponieważ miejsc takich jest coraz więcej - dla ogółu to oczywiście świetna sprawa, jednak dla naszego biznesu już trochę gorzej.
Ilość ludzi spotkanych na swoje drodze, których nigdy spotkać byście nie chcieli jest przerażająco długa, i to nie dlatego, że z nami jest coś nie tak, ale dlatego, że człowiek, jako gatunek zwariował - i to już zdecydowanie nie jest pozytywne wariactwo. Na szczęście ludzi, z którymi nawiązaliśmy szczególnie bliskie i trwałe relacje jest dużo więcej, począwszy od współpracowników, przez klientów, po takich, z którymi udało nam się stworzyć coś fajnego. Nie omieszkam, jak zawsze, nie wspomnieć o Dorotce z Miszunga i Rudej Zołzie, które stoją na szczycie góry z pozytywnymi wariatami :)


# ZA MAŁO RADOŚCI

BO TAK, botakiem, ale miniony rok to nie tylko biznes, który wypełnia każdą sekundę naszego życia, od którego nie ma wolnego dnia, ani spokojnego urlopu. To również rozwijający się w równoległym świecie mały człowiek, który ni stąd ni zowąd postanowił się pojawić na świecie, właśnie w czasie największego chaosu naszego 30-letniego życia. Jak się okazało był sobie już w brzuchowej przestrzeni w dniu naszego BOTAKowego otwarcia, o czym oczywiście dowiedzieliśmy się dużo później. Jak to możliwe, żeby w jednym czasie przyszło mi spełniać najważniejsze funkcje swojego życia? Bycie właścicielem miejsca, które musi na siebie zarobić, bo inaczej nie będziemy mieli z czego żyć. Pracodawcą kilkunastu ludzi, którzy pracą u nas zarabiają na swoje życie. Aż wreszcie najtrudniejszą, czyli mamą, która musi zająć się i kochać swoje dziecko i równocześnie zapewnić mu bezpieczeństwo, również to finansowe, które w przypadku raczkującej firmy jest praktycznie niemożliwe! Cały czas zastanawiam się, dlaczego tak właśnie się stało? Dlaczego właśnie w takim czasie ta nasza mała Lila postanowiła przyjść na świat? Jakby jednak na to nie patrzeć, ile by mi to trosk, niepokojów i nieprzespanych nocy nie przyniosło, nawet przez moment nie żałowałam takiego obrotu sprawy.

# CIĄGLE MI MAŁO

Lat parę temu prowadziłam już swój mały biznes. Lat kilka długich prowadziłam niemałe ogólnopolskie czasopismo i ogarniałam rzeczy, które wcześniej wydawały mi się nie do ogarnięcia. Lat wiele zajmowałam się wolontariatami, marketingiem, PR-em... Oczywiste więc byłoby, że ogarnięcie takiegoż biznesu to będzie pestka. Nic bardziej mylnego! Każdy biznes, który otwieramy jest jak osobny organizm: rządzi się innymi prawami, ma inne wady, inne zalety, inaczej się z nim współpracuje, daje nam inne radości i obsypuje innymi nieszczęściami. Absolutnie każdy! Nawet taki BOTAK, skopiowany i przeniesiony w inne miejsce, do innego miasta, na inną ulicę, będzie zupełnie innym biznesem - z inną klientelą, innym właścicielem budynku, innymi pracownikami... Nie ma dwóch jednakowych biznesów - każdy uczy nas zupełnie czego innego.
Osiem lat podstawówki, cztery lata liceum, pięć lata studiów magisterskich i dwa podyplomowych, sześć lat pracy zawodowej - nawet w 1/4 nie nauczyły mnie tyle ile ten właśnie miniony rok. Wiadomo, że gdyby nie te wcześniejsze doświadczenia, z pewnością nie porywałabym się z motyką na księżyc, ale rok prowadzenia naprawdę ciężkiego biznesu, rok zmagań z ciążą, a później małym człowiekiem, rok, w którym pożegnałam więcej bliskich mi osób niż przez całe dotychczasowe życie, dał mi tyle doświadczenia, życiowej mądrości i siły, których nie zdobyłabym w tym "spokojnym i bezpiecznym" życiu przez najbliższą dekadę. Gdyby ktoś mi to przed rokiem powiedział, nie uwierzyłabym. Przecież jeśli coś jest dobrze zaplanowane to musi wyjść po twojej myśli - niestety - ŻYCIE WERYFIKUJE WSZELKIE NASZE PLANY.
Czas powrócić do pytania: czy było warto? czy zrobiłabym to jeszcze raz? Na pewno zrobiłabym to inaczej, ponieważ mam wiedzę i umiejętności, o których przed rokiem nie miałam zielonego pojęcia. Ale mimo wszystko, mimo nieprzespanych nocy, stresu, łez i momentami całkowitej rezygnacji - zrobiłabym to jeszcze raz. Nie ze względu na te właśnie aspekty, ale aspekt najważniejszy każdego biznesu - CZŁOWIEKA. Ilość wspaniałych ludzi, których poznałam; klientów, którzy są z nami od samego początku i wracają z uśmiechami na twarz; relacji, które nawiązałam z ludźmi, których wcześniej nawet nie znałam - SĄ BEZCENNE. Nie ważne są w takich momentach żadne pieniądze, bo one zawsze się znajdą, ale przez ten rok moje życie stało się bogatsze, jak nigdy wcześniej, a ja zdobyłam mądrość, cierpliwość i siłę, której nigdy bym się nie spodziewała! Pewnie dlatego kreatywność moja nie przestaje działać, a ja nieustannie muszę ją uspokajać. Blog i fotografia, wypełniające mi ostatnie "wolne" przestrzenie w życiu na chwilę obecną wystarczą!


# SENTYMENTY

Sentymenty przy burzy hormonalnej (a takowa jeszcze we mnie szaleje) nie są zbyt wskazane, ponieważ zazwyczaj kończą się rzewnymi łzami. Tak na pewno jest w punkcie, w którym myślę o ludziach, którzy mnie wspierali, wspierali NAS jako już biznesowy organizm i niestety nie ma ich już wśród nas. Jest to oczywiście moja kochana babcia, która udostępniała i lubiła wszystkie posty wrzucane przez nas na facebooku, która co tydzień, czekając na chemię przychodziła próbować nasze specjały i dzielnie zbierała nasze pieczątki. Którą zaprosiłam do nas na Dzień Babci, by podarować jej zdjęcie USG pierwszej prawnuczki... Jest to również przyjaciel, młody, zdrowy, niezwykle kreatywny i zdolny grafik, z którym mieliśmy w planach wspólne projekty, promocję i współpracę... Kiedy myślę, o mojej babci, o Adamie, w mak rozpada się cała rzesza doświadczenia, mądrości i siły. Ale wiem, że dopóki są w mojej pamięci - a będą zawsze - mam również ich siłę, a w szczególności kochanej i mądrej kobiety, która walczyła do ostatnich sił, by niestety w końcu przegrać. Wiem, że skoro człowiek z uśmiechem na twarzy może walczyć z własnym organizmem, który nijak nie współgra z jego duszą, to ja mogę zwalczyć każdą przeciwność losu - dopóki zdrowie mi na to pozwoli...
Niemniej, w takich walkach nie można zostać samym, dlatego mimo że straciłam tą jedyną i kochaną babcię, dziękuję za tych wszystkich, którzy nadal tutaj są i wspierają mnie każdego dnia równie mocno. Dziękuję mojemu nad wyraz cierpliwemu małżonkowi, który dzielnie znosi moje pomysły i który nieustannie wspiera mnie w tym BOTAKowym szaleństwie - bez Ciebie nie miałoby to prawa bytu. Dziękuję mojej szalonej i wiernej w doli i niedoli przyjaciółce i wspólniczce Dominice, która we mnie uwierzyła i nadal w tym ze mną tkwi wraz z cierpliwym i nad wyraz wyrozumiałym Grzesiem. Dziękuję moim rodzicom, bez których to wszystko nie miałoby prawa bytu i którzy są naszymi najwierniejszymi klientami. Dziękuję mojej kochanej siostrze, która dzielnie walczy wraz z nami i mimo wszystko jeszcze nie ma nas dosyć. Dziękuję tym, którzy są z nami od samego początku: Przemkowi, Marysi, Pauli i przyjaciołom, którzy traktują to miejsce jak swoje własne - bo o to nam właśnie chodziło. Lista osób, którym należałoby podziękować jest długa i szeroka, jednak życia by mi na to nie starczyło. Dziękuję, więc wszystkim, którzy są ze mną, są z nami i zawsze można liczyć na ich wsparcie, dobre słowo, pomocną dłoń - nie sądziłam, że tych ludzi znajdzie się aż tak wielu. I to jest powód, dla którego mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że NIE ŻAŁUJĘ...
Pewne daty i wydarzenia, często nakłaniają nas do przemyśleń i spojrzenia przez moment wstecz w nieco zwolnionym tempie. Jak wyglądałoby moje życie, gdyby się coś nie wydarzyło wcale, albo wydarzyło inaczej? Na takie pytania, nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, warto jednak, w ciężkich chwilach zadać sobie to jedno, czy byłoby mi lepiej gdyby takie zdarzenie w ogóle nie miało miejsca? I nie wiem, jak, ale wtedy te momenty, o których wolelibyśmy zapomnieć, a było ich nie mało, schodzą gdzieś na bardzo daleki plan, a przed oczami mijają nam tylko te wspaniałe, krótkie i niepowtarzalne... Bo w życiu ważne są tylko chwile...




Obrazów kilka o BOTAKowym roku :)


video

muzyka: Caro Emerald Stuck




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP