października 23, 2015

List do Lilii...


To najprawdopodobniej najbardziej osobisty jak dotąd wpis na tym blogu... Słów kilka świeżo upieczonej mamy do jej córki. Słów kilka do małej istotki, która wbrew wszelkim oczekiwaniom postawiła rzeczywistość naszą do góry nogami. Słów kilka, które wymogły na mnie spojrzenie daleko w przyszłość i ta wizja chyba mnie przerosła, bo w depresyjny jakiś stan wpadłam... A może to nadal męczą mnie hormony (?)
Zastanawiałam się, czy to w ogóle tutaj opublikować, ale myślę, że nie jestem w takim myśleniu odosobniona i dla każdej mamy, wcześniej czy później, przychodzi moment, kiedy musi zmierzyć się ze swoją (i nie tylko swoją) przeszłością i przyszłością - u mnie przyszedł on nad wyraz szybko...


Kochana Lileczko,
jeśli czytasz ten list znaczy to, że jesteś już na świecie dobrych kilkanaście lat, a moje doświadczenia rodzicielskie są nieporównywalnie większe od tych, które miałam pisząc ten list. Nie wiem, czy udało mi się sprostać wymogom macierzyństwa, nie wiem, czy spełniłam wszystkie postawione sobie w dniu Twoich narodzin cele i postulaty, nie wiem, czy jesteś dumna z nas rodziców, ale wiem jedno - gdziekolwiek się teraz nie znajdujesz, dokądkolwiek razem z nami lub sama nie doszłaś i jakkolwiek wspólnie spędziliśmy ten czas, robiliśmy to wszystko z największym poświęceniem i jeszcze większą miłością i radością. A zaczęło się to tak...

Pojawiłaś się w moim brzuchu tudzież pod sercem w najbardziej zakręconym roku w naszym życiu. Postanowiliśmy coś zmienić, zrealizować, osiągnąć... otwierając własny biznes - wege restauracje - która w tamtym czasie wypełniła nas całkowicie - nie wiem, czy jeszcze istnieje, czy poddaliśmy się w którymś momencie, ale w tamtym czasie był to nasz cel numer jeden na najbliższe lata. Jak to mawiają mądrzy ludzie "życie weryfikuje plany" i tak też było w tym przypadku. Niespełna miesiąc po otwarciu dowiedziałam się, że za kilka miesięcy pojawisz się na świecie. Nie ukrywam, że był to dla mnie wielki szok, jeszcze większy strach, a później radość. Nie planowaliśmy tego i nie bardzo byliśmy na to przygotowani, ale stało się. Za 8 miesięcy - bo dowiedziałam się po miesiącu - mieliśmy zostać rodzicami. Miesiące te spędziliśmy na solidnych przygotowaniach - remont mieszkania, zakupy, nauka, rozmyślania... wszystko to połączone z prowadzeniem raczkującej firmy. Był to bardzo ciężki czas, pełen radości, ale niestety też smutków i stresów. Ciąża przebiegała pomyślnie dla Ciebie, jednak dla mnie już gorzej - mnóstwo dolegliwości sprawiało, że rzadko kiedy czułam się dobrze. Był to również bardzo smutny czas, ponieważ straciliśmy dwie ukochane babcie, które nie miały okazji Cię poznać... Po nich jednak odziedziczyłaś dwa ze swoich trzech imion: Grażyna Jadwiga - może nie są to imiona zbyt modne, ani szałowe, ale nosisz je po dwóch wspaniałych, mądrych i dobrych osobach, które bardzo wiele znaczyły w naszym życiu.

Przyszłaś na świat 26 sierpnia o godzinie 11:15 rano, na sali operacyjnej w szpitalu w Rudzie Śląskiej. Urodziłaś się poprzez cesarskie cięcie, otrzymując 10/10 w skali apgar i pierwszą osobą, która Cię przytuliła był tata, czekający na Ciebie z zespołem noworodkowym w sali obok. Po przewiezieniu mnie na salę, kangurowałyśmy się przez blisko 3 godziny. Byłaś taka malutka... 52 cm i 3,2 kg. Nie mogłam uwierzyć, że przez te wszystkie miesiące byłaś w moim brzuchu - do teraz wydaje mi się to jakieś nierealne. Miałaś czarne włoski i ciemne oczka - byłaś piękna i zdrowa, rozwiewając tym samym wszelkie uwagi o moim wegetarianizmie w czasie ciąży.
Do domu wyszliśmy po tygodniu, gdzie czekał na nas niezwykle zaciekawiony Twój Brat Buldog - Gacek. Trochę trwało zanim się dogadaliście, ale już od drugiego dnia zawsze sprawdzał, czy jesteś w łóżeczku i czy wracasz z nami do domu, z naturalną buldogowi gracją, liżąc Cię po główce. I tak żyjemy sobie teraz już drugi miesiąc, nie wychodząc z podziwu Twojego spokoju i grzeczności, co pozwala nam na przesypianie całych nocy i czerpania z tych chwil samych radosnych akcentów. Nie brakuje, rzecz jasna, chwil kiedy chcemy wyjść z siebie i stanąć obok, a Ty dajesz nam nieźle w kość, ale uczy nas to cierpliwości i pokory do własnych rodzicielskich umiejętności i wiedzy. Przez najbliższe miesiące zapewne nauczymy się więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie, co będzie tożsame ze zmęczeniem i wejściem na nowy poziom abstrakcji, ale już teraz wiem, że warto...

Gdzieś przeczytałam kiedyś, że "dzieci pojawiają się i wywracają życie do góry nogami, a my zakochujemy się od pierwszego wejrzenia i nie potrafimy przestać kochać prawdziwą bezwarunkową miłością, której nigdy do tej pory nie znaliśmy" - są to bardzo trafne słowa! Dbałam o Ciebie (i siebie) przez całą ciążę, jak nigdy wcześniej, drżeliśmy z tatą przed każdym USG i badaniem prenatalnym i czekaliśmy na Ciebie bardzo, ale nie kochałam Cię wtedy nawet w małym procencie tak mocno, jak w momencie kiedy pojawiłaś się na świecie. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i, o zgrozo, to się nasila! Ma to swoje dobre i złe strony, bo poza tą miłością pojawił się również nowy wymiar strachu, o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Często człowieka ogarnia przeogromna obawa, że komuś z jego bliskich coś mogłoby się stać, ale jest to nic w porównaniu ze strachem o własne dziecko. I niestety ten strach jest cały czas, co dzień i co noc... czy dobrze się rozwija, czy oddycha w łóżeczku, czy tak to powinno wyglądać, czy oddycha w foteliku, czy to jest normalne, czy oddycha... Z tym oddychaniem to można dostać do głowy, ale przypadków było tak wiele, że chyba każdy rodzic pierwsze miesiące spędza głównie na sprawdzaniu, czy oddycha...

Zanim jeszcze się urodziłaś zastanawialiśmy się z tatą, jak chcielibyśmy Cię wychować, czy coś narzucać Ci z góry, czy pozostawić wybór? Czy wybrać prostszą, bo znaną drogę, czy nieznaną, rozwojową i tym samym trudniejszą? Postanowiliśmy w końcu przeprowadzić Cię przez świat w duchu wartości, które sami wyznajemy bardzo mocno. Są to wartości bardzo ludzkie, całkowicie odsunięte od wiary i religii, z którą od jakiegoś czasu prowadzimy zaciętą wewnętrzną dyskusję. Nie zostałaś ochrzczona, mimo że naciskano nas z każdej strony, ale szczytem hipokryzji byłoby robić to tylko dlatego, że tak trzeba - masz w tej kwestii drzwi otwarte i tylko od Ciebie, nie od nas, zależy jaką drogę "duchową" wybierzesz. Tradycja i obyczaje, w których się wychowaliśmy są bardzo ważne i na pewno będziemy Ci je przekazywać, ale dla mnie osobiście dużo ważniejsze są wartości, które czynią Cię dobrym człowiekiem. Wartości, które bez względu na pochodzenie, kraj, czy wyznanie są zawsze aktualne. Ciekawa jestem jak nam poszło... Jak poradziliśmy sobie, w świecie bezdusznym i okrutnym, z pokazaniem i nauczeniem pewnych kwestii ponadczasowych? Czy wychowaliśmy Cię w duchu prawdy, pokoju, miłości do życia i szczerości wobec siebie i innych? Czy rozwinęliśmy umiejętność krytycznego myślenia oraz życia w rzeczywistości, nie iluzji? Czy rozwinęliśmy u Ciebie szacunek do siebie, innych ludzi i wszystkich żywych istot? Czy poświęciliśmy odpowiednio dużo czasu na rozwijanie w Tobie odwagi do pokonywania zła oraz świadomości, że jesteś silniejsza niż własny strach? Czy rozwinęliśmy u Ciebie optymistyczny pogląd na świat, ciekawość i chęć uzyskania odpowiedzi? Czy nauczyliśmy Cię troski, empatii, współczucia i hojności?... Pytań jest mnóstwo, które w chwili obecnej pozostają bez odpowiedzi - mam nadzieję, że kiedyś mi na nie odpowiesz i jeśli odpowiedzi będę twierdzące stanę się spełnioną i najszczęśliwszą mamą na świecie. 

Jak mawiał Prorok, "dzieci nie są waszą własnością [...] i chociaż mieszkają z wami do was nie należą; możecie dać im miłość, lecz nie wasze idee, ponieważ one mają swoje własne..." Chciałabym, więc tylko, byś była dobrym i mądrym człowiekiem. Byś podróżowała po świecie i poznawała ludzi i miejsca, które uczą jak żyć, w co wierzyć i co jest warte zapamiętania. Chciałabym byś była szczęśliwa bez względu na to co robisz, ani jak wyglądasz... Z jednej strony to niewiele, ale z drugiej jest tak naprawdę wszystkim. Wiem, że będę Cię kochać bezwarunkowo; wiem, że czegokolwiek byś nie zrobiła będę Cię wspierać; wiem, że będziesz popełniać błędy - sama popełniłam ich mnóstwo - ale to one najmocniej kształtują charakter i najwięcej nas uczą; wiem, że będziesz miała wspaniałe życie, ponieważ jesteś wyjątkowa - każdy człowiek taki jest, tylko musi sobie to uświadomić. Wiem to wszystko już teraz, mimo że jesteś na świecie od niespełna dwóch miesięcy i widzę tylko małą główkę z brązowymi włoskami, wystającą z chusty zawiązanej na mej piersi...

Życie jest nieobliczalne, ale mam nadzieję, że będzie nam dane spędzić z Tobą długie lata. Mam nadzieję, że za czas jakiś będziesz miała rodzeństwo - bo nie ma większego szczęścia od posiadania rodzonego przyjaciela, z którym będziesz szła przez życie. Bez względu na to jak potoczy się nasze życie musisz wiedzieć, że odkąd się urodziłaś nasz świat się skurczył. Nie mają już znaczenia globalne konflikty, zbliżające się wybory, czy napływ uchodźców - liczy się tylko tu i teraz: czy jesteś najedzona, czy jest Ci ciepło, czy nic Cię nie boli... czy na pewno wykorzystałam całą energię na to, by spędzić z Tobą jak najwięcej czasu i na nowo poznawać z Tobą świat. 
Głęboko wierzę, że po przeczytaniu tego listu przyjdziesz do nas i opowiesz swoje refleksje, ale jakby się to życie nie potoczyło, pamiętaj, że nigdy nikt nie będzie kochał Cię tak bardzo jak Twoi rodzice, którzy niejednokrotnie musieli wiele poświęcić, byś była zdrowa i szczęśliwa; dla których, mimo wszelkich pojawiających się niedogodności, jesteś największą nieplanowaną radością i niespodzianką w ich życiu. A Twoja mama poświęciła zdrowie i dziesiątki ciuchów, w rozmiarze, do którego pewnie już nigdy nie wróci (o butach nie wspominając!) 
Kocham swoich rodziców ogromnie, ale dopiero teraz, mając Ciebie, doceniam ich trud i poświęcenie, za które nigdy nie będę w stanie odpowiednio podziękować. Ty dziękować nie musisz, po prostu bądź dobrym i szczęśliwym człowiekiem - to będzie dla nas najlepsze podziękowanie.

Nad Twoim łóżeczkiem wiszą dwie tabliczki, które kiedyś dostałam od dwóch najważniejszych kobiet w moim życiu: mamy (babci) i siostry (cioci Asi), i których słowa chciałabym byś zawsze pamiętała, ponieważ w swej prostocie mieszczą, jak dla mnie, kwintesencję szczęścia. I pamiętaj, że jestem tu i zawsze będę, dla Ciebie...


"Każdego dnia kocham Cię bardziej"

"Ciesz się małymi rzeczami, być może któregoś dnia zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie..."



                                                                                                          


TOP