sierpnia 10, 2015

TATRZAŃSKIE klimaty


Jak najlepiej poradzić sobie z poniedziałkiem w środku lata, z mega upałem i niemożnością wyjechania gdziekolwiek? Wybrać się w podróż sentymentalna do czeluści swej głowy, katalogu ze zdjęciami i wybrać podróż najbardziej kojącą i odprężającą ze wszystkich... I oto jest :) TATRY - najpiękniejsze i najbardziej pouczające miejsce, jakie dotąd poznałam - walka z własnymi słabościami i ograniczeniami mięśni i stawów; pot, zmęczenie, naciągnięte ścięgno, zakwasy, przemoczenie do suchej nitki, bród i kusz... i po co to??? No właśnie... :)



Nie jestem rasowym górskim piechurem, ani tym bardziej taternikiem, ale kocham góry, ich potęgę i tajemniczą moc, którą łapie się za każdym razem obcując z nimi sam na sam. Uwielbiam aktywny wypoczynek, aczkolwiek często muszę solidnie mój organizm na niego przygotować - astma, która daje się we znaki nawet w mało ekstremalnych warunkach, a przede wszystkim wieloletnie problemy ze stawami kolanowymi i łękotkami przez wiele lat uniemożliwiały mi większe aktywności poprzez rodzicielską opiekuńczość. Kiedy w pewnym momencie się zbuntowałam, stwierdzając, że nie tędy droga odkryłam, że człowiek jest zdolny do każdego poświęcenia - są dni, kiedy wejście po schodach jest problemem, a mimo to zaczęłam jeździć na nartach, rolkach, łyżwach, które zawsze były na liście zakazanej i chadzać po górach właśnie. I co? I nic! Jest mi na pewno ciężej niż innym, ale nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli tylko człowiek chce może wszystko. Nie będę więc chwalić się jaki to ze mnie chojrak zdobywający szczyty, ale postaram się pokazać, że warto walczyć z własnymi słabościami, tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji i wspomnień, których nie można kupić. I dlaczego warto aktywnie spędzać czas właśnie w górach.

# DLACZEGO TATRY


Są to najwyższe i najbardziej wymagające góry w naszym kraju. Osobiście moim ukochanym od dziecka ich rejonem są Pieniny, które zeszłam już chyba wzdłuż i wszerz, ale zawsze z wielką radością i sentymentem do nich wracam. Piękne góry, cudowna atmosfera, niezwykłe kulturalne obiekty odwiedzane za każdym razem z tym samym entuzjazmem. Ale tym razem wybraliśmy się na kilkudniowe wojaże w Tatry wysokie - zawsze podchodząc do nich z dystansem, z wielką pokorą i niemałą obawą postanowiliśmy zdobyć parę szczytów. Często doświadcza się "turystów" wybierających się w te rejony (jak i wiele innych) w adidasach, trampkach i, o zgrozo, często w klapkach lub sandałach. Da się? Da się, ale z głupotą ludzką nie będę dyskutować. Tatry zna chyba każdy - kto nie był w Zakopanem, albo nie wjeżdżał kolejką na Gubałówkę, czy Kasprowy Wierch?Już tam widoki, przy ładnej pogodzie, zapierają dech w piersiach. Wyobraźmy sobie więc te same widoki o stokroć piękniejsze i o tyle samo cenniejsze, kiedy po kilkugodzinnej wspinaczce, w końcu dotrzemy do miejsca, gdzie nie można wjechać kolejką i tylko siła naszych nóg i organizmów pozwala nam te widoki podziwiać. Wszystkie polskie góry są piękne i wyjątkowe, ale żadne nie dają tyle satysfakcji i takich widoków, jak właśnie Tatry. Wystarczy spojrzeć na panoramę tych gór widoczną z drogi, wyobraźcie sobie więc co kryją w ukrytych za skałami czeluściach...







# PRZYGOTOWANIE


Z moich przygotowań do podróży dalekich i bliskich zazwyczaj śmieją wszyscy. Nie zraża mnie to jednak, zwłaszcza, że docelowo zawsze wszyscy z tych moich przygotowań korzystają. Jestem chorobliwym pedantem i mimo ogromu miejsca na spontaniczność w moim życiu są kategorie, do których muszę być zawsze, dla własnego komfortu psychicznego, solidnie przygotowana. Wyprawa w góry do takich właśnie kategorii należy. Znam swój organizm i wiem, że czasem potrafi płatać mi figle, dlatego zawsze jestem przygotowana na wszelkie dolegliwości i urazy, z uwzględnieniem możliwości unieruchomienia i konieczności radzenia sobie w ekstremalnej sytuacji. Co więc zabieram ze sobą na takie wyprawy?

NIE MA ZŁEJ POGODY, SĄ TYLKO ZŁE UBRANIA - a idąc w góry, zwłaszcza wysokie, trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Nawet wychodząc z domu przy 40 stopniowym upale i pięknej pogodzie, trzeba liczyć się z tym, że możemy wracać w ulewie, a na szczycie będzie konieczność ubrania czapki, czy nawet rękawiczek, Dlatego pierwszym najważniejszym punktem jest PLECAK - solidny, wygodny, oddychający, wyprofilowany - kręgosłup jest jedną z tych części naszego ciała, o które ZAWSZE i WSZĘDZIE należy dbać i trzy razy zastanowić się, czy to co planujemy jest zdrowe, ergonomiczne i bezpieczne. Dlatego na plecakach nie warto oszczędzać, ponieważ będzie nosić obciążenie przez kilka godzin i dobry plecak gwarantuje nam wygodę oraz dużo większy komfort chodzenia. To wcale nie musi być plecak wyjątkowo drogi - jeśli nie zajmujecie się sportem zawodowo i będziecie sprzęt wykorzystywać raczej sporadycznie, szkoda pieniędzy na nie wiadomo jakie drogie sprzęty, zwłaszcza, że w naprawdę rozsądnych cenach da się kupić bardzo dobry sprzęt np. w Decatlonie. Co więc ze sprzętu i ubrań jest do bezpiecznej wyprawy w góry potrzebne :
- plecak - ok. 40 litrowy lub większy jeśli planujemy brać z sobą śpiwór i karimatę, by nocować w schronisku
- ciepłe bluzy - najlepiej polarowe, cienkie, ale ciepłe, rozpinane
- wygodne spodnie - tutaj co kto woli - wedle uznania 
- oddychające koszulki - nie są niezbędne, ale zdecydowanie wygodniej chodzi się w suchej koszulce, a zwykła bawełniana przy upale gwarantuje nam mokry ocean za plecakiem
- dobre, wygodne buty za kostkę - i to kolejna kategoria, na której nie warto oszczędzać i zdecydowanie warto wydać kilkaset złotych na solidne buty, które będę z nami przez kilka dobrych lat - pamiętajcie, że nie mogą być za duże, ale też powinny mieć możliwość włożenia grubszej skarpetki
- kurtka - przeciwdeszczowa, przeciwwiatrowa i oddychająca - czasem przydaje się też peleryna przeciwdeszczowa
- przeciwdeszczowy ochraniacz na plecak - często plecaki mają go już wbudowany, ale jeśli nie warto się w takowy zaopatrzyć, bo nawet najlepszy plecak przy mega ulewie może nam zamoknąć
- cienkie rękawiczki, ciepła czapka - zawsze powinny być w plecaku na ewentualność ochłodzenia, która przy wysokich szczytach jest raczej normą
- chustka oddychająca - bardzo przydatne "coś" - może być opaską na uszy lub na czoło; chustką na całą głowę lub apaszką - najważniejsze to to, że jest zrobiona z oddychającej tkaniny, która wchłania pot, a w innych sytuacjach ogrzewa i zdecydowanie podnosi komfort "spacerowania" - warto w nią zainwestować parę groszy
- okulary przeciwsłoneczne - KONIECZNIE :) choć ja, ze względu na mój migrenowy światłowstręt nie ruszam się bez nich nawet do sklepu na przeciwko...
- kije trekkingowe - wielu nie lubi, ja ze względu na stan moich kolan nie wyobrażam sobie bez nich wejścia na jakąkolwiek górę - wiadomo, że są momenty, kiedy nie da się z nich korzystać i trzeba przymocować je do plecaka, ale w normalnych okoliczność zdecydowanie zwiększają bezpieczeństwo i efektywność samej wspinaczki

PLECAK IDEALNY :)
To taki, który według mnie zawiera wszystko potrzebne mi do przeżycia w ekstremalnej sytuacji :) Bardzo wiele z tych rzeczy noszę na co dzień w torebce, ale to zupełnie inna historia... A co, w mojej pedantycznej opinii, powinno znaleźć się w plecaku:
1) UBRANIA - ciepła bluza, najlepiej rozpinana; kurtka przeciwdeszczowa; koszulka i skarpetki na zmianę; czapka i rękawiczki; chustka oddychająca; spodnie na zmianę (jeśli jest gorąco warto ubrać krótkie spodnie, a na zmianę, w razie "w" spakować cieplejsze); nawet jeśli nie planujemy spać w schronisku warto mieć z sobą ręcznik turystyczny, który zajmuje bardzo mało miejsca i schnie w mgnieniu oka, a w razie czego będzie można się odświeżyć; zawsze też biorę zajmujący mało miejsca koc, by móc po drodze sobie odpocząć i posilić się na łonie natury
2) APTECZKA - leki przeciwbólowe i przeciwbiegunkowe; plastry różnych gabarytów, opaska elastyczna i bandaż; środek do dezynfekcji rąk i dezynfekcji ran; nożyczki, papier toaletowy lub więcej chusteczek higienicznych; mokre chusteczki, jałowe gaziki - te wszystkie rzeczy zajmą nam, jedną małą kosmetyczkę, a naprawdę mogą nam czasem uratować życie, albo przynajmniej pozwolić we względnym komforcie zejść na dól. 
Jeśli cierpisz na alergie (np. roślinne, albo na jad pszczół) koniecznie musisz mieć z sobą coś, czym można szybko zareagować - Adrenalina, Hydrocortyzon, a przy lekkich alergiach wapno lub Clemastyne/Zyrtek. Ja zawsze mam z sobą leki migrenowe (Sumamigren), wziewne leki na astmę i stabilizator na kolano. Ale chyba każdy cierpiący na jakieś przewlekłe dolegliwości o nich wie i jest przygotowany na wszelkie nieprzyjemności
3) JEDZENIE! - dlaczego z wykrzyknikiem? Bo wielu ludzi bagatelizuje tą sprawę, a jedzenie i picie podczas kilkugodzinnego marszu po górach to sprawa PRIORYTETOWA - przeżyjemy od biedy bez tej apteczki, czy ciuchów na zmianę, ale bez jedzenia i picia mamy marne szanse, by w pełni sił wrócił z powrotem, Najbardziej przerażająca sytuacja jaka spotkała mnie w górach to rodzice (w sandałach) z ok. 4-5 letnim dzieckiem w okolicach Giewontu, którzy na prośbę dziecka o picie powiedzieli mu, że się skończyło i kupią w schronisku, do którego mieli ok. 2 godzin ciężkiej, jak na takie dziecko, przeprawy w dół - MASAKRA!!! - jak można być tak nieodpowiedzialnym jełopem?! bo inaczej już tego nazwać nie mogę... Zabieramy więc jedzenie - to co zazwyczaj zabieram to kanapki z pieczywem pełnoziarnistym, albo samo pieczywo i oddzielnie pasztet roślinny, pomidorki koktajlowe, czy ogórek; banany - zawsze, ponieważ są wysokokaloryczne i bardzo odżywcze i jakieś małe owoce, którymi się nie upapram; czekoladę i batoniki energetyzujące typu musli i dużo dużo picia! Najlepiej jeśli są to napoje izotoniczne, które nawadniają dużo lepiej niż woda i wbrew pozorom musimy ich zabrać mniej niż wody.
4) SPRZĘT - jeśli zamierzamy tego samego dnia wracać w dół to nie potrzebujemy go za wiele; zawsze warto zabrać z sobą nóż/scyzoryk szwajcarski, który zawsze może pomóc - od obejrzenia filmu 127 godzin zawsze mam coś takiego w plecaku :) i czołówki, bo nigdy nie wiadomo, czy nie wydarzy się po drodze coś co opóźni nasze zejście i trzeba będzie schodzić po ciemku. Niezbędny jest też oczywiście zegarek i telefon - najlepiej z PowerBankiem, czyli przenośną bez kablową ładowarką do telefonu. Zazwyczaj też mam w plecaku jakieś "zupki" na ciepło, więc analogicznie również kubek, sztućce, czy menażkę. No i rzecz, o której chyba wspominać nie muszę - MAPĘ gór z dostępnymi wszystkimi szlakami, gdzie zawsze zaznaczony jest czas zejścia, trudność szlaku i w razie czego możemy zmienić wcześniej zaplanowaną trasę, by zejść szybciej lub łatwiej.
Jeśli planujemy spać w schronisku musimy oczywiście zabrać z sobą śpiwór, karimatę i kosmetyki. No i my oczywiście targamy z sobą najmniej poręczny ze wszystkich sprzętów, czyli aparat - niemniej dla takich widoków i późniejszych zdjęć warto się pomęczyć :)

# JAK ZAPLANOWAĆ TRASĘ


Jeśli po górach chadzacie i je znacie to nawet nie będziecie tego posta czytać, ale swoje dość amatorskie rady kieruje raczej do człowieczków, którzy może by chcieli, ale nie wiedzą czy warto i jak się do tego zabrać. Otóż wszystko jest banalnie proste, trzeba tylko odrobinę silnej woli i oleju w głowie i można działać! Na rynku istnieje mnóstwo przewodników z już zaplanowanymi trasami, z których na początku zdecydowanie warto skorzystać. Poradniki szczegółowo informują, gdzie należy podjechać samochodem, którędy iść, którędy wrócić i ile zajmie nam to czasu. Miejscem wypadowym w wysokie szlaki w Tatr (Dolina Pięciu Stawów, Giewont, Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy) są Kuźnice, gdzie można zostawić samochód, ale jeśli chcemy pochodzić po równie pięknych, a niższych rejonach jak Dolina Kościeliska, Dolina Małej Łąki, czy Dolina Chochołowska, to możemy podjechać do Doliny Kościeliskiej, Siwej Polany, czy Nędzówki. Mając przy sobie mapę zawsze możemy trasę zmienić, ale warto pilnować miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód, choć można też podjechać do niego jakąś komunikacją miejską. Mieliśmy taką sytuację, gdzie złapała nas koszmarna ulewa, a przed nami było jeszcze kilkanaście kilometrów trasy. Postanowiliśmy zejść do Doliny Chochołowskiej, gdzie niczym wybawca pojawiła się wypożyczalnia rowerów, którymi dojechaliśmy właśnie do Siwej Polany, skąd busem podjechaliśmy do miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód. Byliśmy przemoczeni do suchej nitki, ale zaoszczędziliśmy spokojnie z dwie godziny, które musielibyśmy pokonać piechotą w rzęsistym deszczu.

# PO CO SIĘ TAK MĘCZYĆ

To chyba najczęściej zadawane pytanie przez amatorów wypoczynku "leżakującego". W zasadzie to nie ma to dobrej odpowiedzi, bo jeśli ktoś nie chce to nie warto go przekonywać, ale jeśli drzemie w was choć odrobina duszy podróżnika i zdobywcy to nie warto się zastanawiać. Wiadomo, że jest to męczące w przeciwieństwie do nic nie robienia, ale podróże w góry są niezwykle pouczające - dają możliwość obcowania z naturą, uczą pokory oraz poznania możliwości i granic własnego organizmu. Hartują i dają niesamowita satysfakcję, kiedy już dotrzemy do celu. No i te widoki... To jest coś czego nie da się zapomnieć, a zdjęcia nigdy nie oddają nawet w połowie tego piękna, który widzi się na żywo. Tak więc teraz odrobina obrazów - mam nadzieję, że dobrze owe obrazy zlokalizuję, ale część na pewni pozostanie zagadkowa:


DOLINA GĄSIENICOWA, HALA GĄSIENICOWA, CZARNY STAW GĄSIENICOWY, WIELKA KRÓLOWA KOPA...






















DOLINA ROZTOKI, DOLINA PIĘCIU STAWÓW, WIELKI STAW POLSKI, ŚWINICA, SIKLAWA
- tutaj było zdecydowanie więcej chodzenia i ciężkich przepraw niż zdjęć - trasy raczej nie polecam dla początkujących zwłaszcza przy deszczowej pogodzie, jaka nam się na przykład trafiła








DOLINA KOŚCIELISKA, DOLINA CHOCHOŁOWSKA, 
IWANIECKA PRZEŁĘCZ








DOLINA MAŁEJ ŁĄKI, DOLINA KONDRATOWA, GIEWONT, KONDRACKA PRZEŁĘCZ



















KASPROWY WIERCH

Planowany wjazd kolejką miał nas dalej poprowadzić szlakiem przez Czerwone Wierchy, Kondracką Kopę, Małołączniak, Krzesanica, i Ciemniak, ale niestety pogoda była tak parszywie paskudna - mgła + deszcz, że niestety musieliśmy z niej zrezygnować. Byliśmy tym faktem bardzo rozgoryczeni, ponieważ planowaliśmy tą akurat wyprawę kilka dni wcześniej, z zakupem biletu na kolejkę, co nas kosztowało prawie 200 zł! (swoją drogą, dość drogo uważam) i zmusiło nas do wstania wczesnym rankiem, co nie leży w naszej naturze i skończyło się na tym...




Uśmiech był - bo zawsze jest, ale wyprawa ta jeszcze czeka na liście miejsc niezdobytych. Podobnie jak Orla Perć i Rysy, na które Adam bardzo się nakręcił. To pierwsze dla mnie będzie odkładane najdłużej jak się da, ponieważ jest to jedna z najniebezpieczniejszych, jeśli nie najniebezpieczniejsza trasa w polskich Tatrach. 

RYSY

Na Rysy planowana trasa była w tym roku, jednak pewna "grubsza" sprawa pokrzyżowała te plany :) Nie mniej szczyt został zdobyty przez mą siostrę i kolegę Przemka - krajobrazy zgoła inne od tych dolinowych zieloności, ale zdecydowanie warto poświecić jeden dzień na ten, co by nie było, najwyższy polski szczyt. Nie planujcie jednak tej wyprawy na początku swej górskiej "kariery", ponieważ jest to naprawdę trudne podejście, wymagające odpowiedniego przygotowania i tu już na pewno sprzętu.
Nie mogło też zabraknąć BOTAKowego logo :)









# CZY BYŁO WARTO?

Jeśli złapiemy bakcyla gór odpowiedź na to pytanie zawsze będzie twierdząca. Mimo że na szczyt docieramy spoceni, zmęczeni i obolali i większość normalnych ludzi powie NIGDY WIĘCEJ - to ten stan trwa tylko moment. Kiedy mięśnie trochę odpoczną, oddech się wyrówna i spojrzymy na panoramę wokół wszystkie niedogodności odchodzą w cień. Pokonaliśmy własne słabości, dokonaliśmy tego, co zostało postanowione i nie poddaliśmy się po drodze. Trochę ciężej, kiedy na szczycie zastaniemy mgłę i z widoków nici, ale myślę, że satysfakcja mimo wszystko jest ogromna.
Nie trzeba być mega wysportowanym i przygotowanym do takich wypraw, ale nie można też iść kompletnie na żywioł bez sprzętu i zdrowego rozsądku, bo mimo wszystko pamiętajmy, że w górach drzemie wielka siła i potęga, wobec której człowiek jest niezwykle kruchą istotą. Dlatego najważniejszą rzeczą, którą musimy z sobą na takie wyprawy zabierać to POKORA, bo nigdy nie wiadomo co nas może tam, w tym tajemniczym świecie, zaskoczyć - ponieważ jest to świat, którego nie doświadczy się nigdzie indziej i którego warto choć raz w życiu zaznać.
Poza samymi szlakami i górami jest na Podkarpaciu mnóstwo ciekawych miejsc do zobaczenia, ale na to chciałabym poświęcić osobnego posta - to co na chwilę obecnej mogę polecić bardzo, po takich górskich wyprawach to relaks i odprężenie w Termach Bania w Białce Tatrzańskiej lub podobnych w Bukowinie. Kiedy usadowimy się wygodnie w basenie zewnętrznym z widokiem na góry, gdzie każdy mięsień i staw będzie mógł sobie odpocząć, tym większa będzie satysfakcja z wcześniejszej wyprawy. 
Bania, moim zdaniem, najcudowniejsza jest zimą, kiedy po całym dniu jazdy na nartach, można siedzieć w gorącej wodzie, wdychając mroźne powietrze i patrząc na oświetlony i ośnieżony stok... Ale miło w ten upał tak trochę się myślowo schłodzić...

Mam nadzieję, że choć odrobinę zachęciłam Was tym postem do górskich wypraw. W najbliższym czasie pojawi się jeszcze kilka pomysłów na krótkie wypady w Polskę, gdzie mniejszym kosztem, ale również można miło i pouczająco spędzić czas. Trochę się oderwałam tymi wspomnieniami i zdjęciami od szarej rzeczywistości i już nie mogę się doczekać, kiedy nasza mała Lila będzie już na tyle duża, żeby zacząć ją zarażać koniecznością poznawania świata wszystkimi zmysłami...



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

TOP