czerwca 01, 2015

Wariaci z PSAMI


Dzień Dziecka to dzień szczególny, zwłaszcza kiedy takowe się posiada. Jeśli jest w drodze to rozmyśla się jak to będzie, kiedy pojawi się już na świecie. A kiedy go nie ma, nawet w planach to co? To nic, żyje się tak po prostu jak żyło się dotychczas, samemu cały czas będąc czyimś dzieckiem. Gro człowieków idzie przez życie ze swym psim przyjacielem, który poniekąd dziecko im zastępuje, co w większości przypadków uznawane jest przez społeczeństwo za szaleństwo. Bo jak można brać psa wszędzie  niczym członka rodziny?! Jak można spać z nim w łóżku?! Jak można do niego mówić i się przytulać?! Otóż można i jest to jak najbardziej normalne! A kto myśli inaczej ten trąba!!!



# Z PIESEM PRZEZ ŻYCIE

Psy były w moim życiu od zawsze, pełniąc rolę pełnoprawnych członków rodziny. To było tak bardzo oczywiste, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam, czy to normalne czy nie, dopóki w dorosłości mej nie pojawił się w naszym domu Gacek. Już na wstępie pojawiały się zarzuty i pytania, ale po co wam ten pies? Przecież pracujecie, przecież macie małe mieszkanie, a co z wyjazdami? Oczywiście teraz bez Gacka nikt życia sobie nie wyobraża i nasze szaleństwo rozrosło się dalej.
Kiedy postanowiliśmy sprawić sobie buldoga francuskiego, a było to prawie 6 lat temu, kiedy nikt za bardzo o takiej rasie nie słyszał, niestety moja znajomość problemów prozwierzęcych była bardzo uboga, toteż trafił do nas on z pseudochodowli - o tym problemie napiszę szerzej kiedy indziej, ale przez to jest psem bardzo specyficznym i wymagającym. Nie raz mieliśmy z nim spore problemy wychowawcze, ale nigdy nawet przez myśl, nie przyszło mi, żeby "pozbyć się problemu". Kiedy zaczęłam działać jako wolontariusz w Stowarzyszeniu Adopcji Buldożków w głowie mi się nie mieściło, że tak można traktować zwierzęta, psy, najwierniejszych przyjaciół człowieka; małą istotę, którą chcąc nie chcąc traktuje się jak własne dziecko - bo przecież beze mnie by zginął, jestem za niego odpowiedzialna, jestem dla niego całym światem, ufa w moją dobroć, miłość i opiekuńczość, odwdzięczając się najwierniejszą i bezwarunkową miłością psią i oddaniem. 
Nie rozumiem, dlaczego ludzie w naszym kraju są tak nietolerancyjni - jeśli robisz cokolwiek innego od nich, coś czego nie rozumieją, od razu jesteś nienormalnym wariatem i szaleńcem. Z zasady mam to gdzieś, bo dziwnym trafem większość rzeczy, które robię odbiegają od przyjętych norm społecznych, ale nierozumienie nierozumieniem, a utrudnianie sobie życia to zupełnie inna kwestia. Abstrahując od innych dziedzin życia, kto posiada psa na prawach rodzinnych wie o czym mowa. Problemy są zawsze i wszędzie, zakazy na każdym kroku, durne uwagi "obywateli" jeszcze częściej, ale co cię nie zabije to cie wzmocni i tego się trzymajmy. Nie przejmujemy się zakazami i opiniami ludzi, którzy swoja empatię i czasem mózg mogą zmieścić w kieszeni. W zasadzie to w ogóle nie rozumiem po co Ci ludzie swoje opinie wyrażają - czy ja im mówię, że są chorzy, bo nie mają w domu psa, ani innego zwierzęcia? Czy ja im każę żyć moim życiem? Czy wypowiadam głośno co uważam u nich za nienormalne, mimo że jest tego mnóstwo? Polacy mają taką swoistą mentalność, żeby włazić z buciorami w czyjeś życie i poczuwać się za ekspertów w każdej dziedzinie. Ale kto by się tam przejmował, skoro pod moją nogą siedzi wpatrzone we mnie stworzenie rekompensujące wszystkie uwagi ludzi, którzy w ogóle mnie nie obchodzą. 
Życie z psem nie jest łatwe - to ogromny obowiązek pochłaniający mnóstwo czasu i czasem pieniędzy, ale podobnie jak dziecko, jest warte każdych nakładów. Kocham mojego psa nad życie i nie wstydzę się do tego przyznać - uwielbiam spędzać z nim czas, leżeć z nim na kanapie, tulić się kiedy jest mi źle... uwielbiam niemal wszystko co jest z nim związane i tak było ze wszystkimi, które były przed nim i będzie tak z każdym, który będzie po nim. Gdyby nie pewne ograniczenia pewnie miałabym, jak moja serdeczna koleżanka Jagoda, 12 psów w domu, niestety, albo stety mam jednego Gacka, który od ponad 5 lat przemierza z nami życie, dzieli każdą ważną chwilę i całkowicie zmienił nasz świat.
Nie jest moim dzieckiem i nigdy aż w taki sposób go nie traktowałam, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi, którym zwierzęta zastępują dzieci i nie widzę w tym nic złego. Jeśli dobrze traktujesz zwierzęta musisz być dobrym człowiekiem i tego przede wszystkim chciałabym nauczyć swoje dziecko, ponieważ jest to wyjątkowo ważny aspekt mojego życia. Dom bez zwierzaka jest dla mnie niczym ciało bez duszy i nie ma nic piękniejszego od śmiechu dziecka i merdającego ogona psa. Pierwsze dopiero przede mną, a drugie mam na co dzień i wiem, że bez tego dzień byłby całkowicie bez sensu...

# NASZE WEWNĘTRZNE DZIECKO

Najsmutniejszym dniem mojego życia będzie dzień, kiedy zagubię w sobie wewnętrzne dziecko. Dotychczas, przez 31 lat jest na miejscu i ma się dobrze i sama nie wiem, co musiałoby się stać, żeby zniknęło. Jest kilka kwestii, które efektywnie zatrzymuje go na miejscu i jednym z nich bez wątpienia jest właśnie nasza czterołapna plaskata istota zwana Gackiem - z psem nie można się nudzić, a nuda zdecydowanie postarza - zawsze jest chętny do zabaw, aktywności, wycieczek w nieznane - nawet nie tyle chętny co się ich domaga. Przychodzi kiedy jest nam źle, wyciąga smutki i przynosi spokój - tym odpłaca nam za cudowne psie życie, które mu dajemy. Niewątpliwie drugim gigantycznym filarem trzymającym we mnie dziecko niczym Herkules jest mój szalony, kochany małżonek - gdybym miała powiedzieć co kocham w nim najbardziej to chyba właśnie to wieczne dziecko, ciekawość świata, uśmiech od ucha do ucha i głupoty, które towarzyszą nam nawet w najbardziej prozaicznych czynnościach. Ponoć faceci zawsze pozostają dziećmi, ale umiejętność wyzwalania tego dziecka w innych to naprawdę trudna sztuka. Wiem, że będzie świetnym tatą, który razem z naszym szalonym psem stworzą duet idealny dla szczęśliwego dzieciństwa małego człowieka, który niebawem pojawi się na świecie i już teraz mu za to dziękuję - za paradoksalny spokój, który mi daje swoją życiową niepoważnością...
Dzień Dziecka powinien być codziennie, i dla dzieci i dla nas samych - powaga i nieszczęścia tego świata były, są i zawsze będą, dlatego tak ważne jest patrzenie na świat z lekkim przymrużeniem oka i szukanie małych radości w codziennych sprawach. Bo kiedy będziemy cieszyć się życiem, jeśli nie teraz?! Kiedy będzie odpowiedni moment, by zaszaleć i dobrze się bawić?! Odpowiedź jest zawsze taka sama - TERAZ, bo nie można odkładać na później rzeczy tak ważnych.
Aby o tym nie zapominać, zaopatrzyłam swoją ścianę w słowa, które mam czytać codziennie, by nigdy o nich nie zapomnieć:

Życie jest zbyt krótkie, więc
ŁAM ZASADY
nie bój się głośno mówić o swoich uczuciach
NIE PATRZ W PRZYSZŁOŚĆ
POPEŁNIAŁ BŁĘDY - z czegoś musisz wyciągać wnioski na przyszłość
KOCHAJ SZCZERZE
CAŁUJ POWOLI
tańcz, jakby nikt nie patrzył
śpiewaj, jakby cię nikt nie słyszał
ŚMIEJ SIĘ BEZ OPAMIĘTANIA
nie żałuj tego, co wywołało UŚMIECH na twojej twarzy

I NIE PODDAWAJ SIĘ. NIGDY

I dodatek dzisiejszy: PIELĘGNUJ SWOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO :D


# SZALEŃCY JAK MY

Jeśli czujesz się odosobniony w swoim szaleństwie to znaczy, że masz go jeszcze w sobie za mało. Szaleńców na świecie jest więcej niż Ci się wydaje, dlatego warto poznać paru z nich i poszaleć razem. Znam mnóstwo ludzi z tak skrajnymi i oryginalnymi pasjami, że nawet nie wiedziałam, że takowe istnieją. Moim szaleństwem są wszystkie zwierzęta świata z wyjątkowo silnym naciskiem na psy ras brachycefalicznych, czyli tych z krótkimi kufami, jak mopsy, buldożki francuskie i angielskie. Wspaniałym miejscem, które bardzo wiele mnie nauczyło, ale również dało możliwość poznania innych szaleńców takich jak ja jest Stowarzyszenie Adopcji Buldożków. Właśnie zakończył się coroczny zjazd miłośników SAB, w którym niestety z przyczyn przeróżnych nie mogłam uczestniczyć, ale mniej więcej w tym samym czasie rok temu odbywał się podobny w wielkopolskim miasteczku Ślesin - notabene świetny ośrodek kempingowy idealny do wypoczynku z dzieciakami i zwierzakami. Cudownie jest spotykać ludzi, dla których domowe psiaki znaczą tyle co dla mnie i każdy kto myśli inaczej jest w tym przypadku dziwny, a nie ja ;)

Reasumując: warto być wariatem, wbrew temu co mówią inni; warto mieć swoje pasje, nawet te najdziwniejsze; warto być wiecznym dzieckiem, bo życie jest zbyt krótkie by być nadętym ważniakiem; warto robić rzeczy, które nie podobają się innym, jeśli tylko dają coś dobrego światu; warto być SOBĄ, za wszelka cenę...

A teraz kilka obrazów z zeszłorocznego zlotu bulwiastych. Kto znajdzie tam jakieś negatywne fluidy niech da znać, póki co jak ich nie widzę i brnę dalej w moje życiowe, dziecięce szaleństwa - oczywiście z odpowiednią ekipą :D



























3 komentarze:

  1. Znalazłam negatywny fluid... otóż na jednym zdjęciu psy obwąchują sobie tyłki ;-)
    A jeśli chodzi o zdjęcia (dzięki za umieszczenie ich aż tylu, bo bardzo lubię oglądać), czasem się zastanawiam, gdzie kończy się zdjęcie, a zaczyna grafika... Nie zarzucam absolutnie nic Waszym zdjęciom, to są Wasze zdjęcia i Wasza kreacja w obróbce, więc też pewna wizja tego, jak chcecie pokazać to zdjęcie innym... tylko czasem tęsknię za "normalnymi" zdjęciami bez Photoshopa. Jestem ciekawa, czy masz podobne odczucia odnośnie do zdjęć i ich obróbki. Bo robiąc zdjęcie, już coś tworzysz, zakładam, że robicie zdjęcia raczej świadomie (to widać po kadrach i tym, co fotografujecie), a obrabiając je, no właśnie, tworzycie coś nowego czy poprawiacie tylko... Tak się zastanawiam, i nie chodzi mi tylko o Wasze zdjęcie, to się odnosi do większości zdjęć...I co w dzisiejszych czasach znaczy dobre zdjęcie? Czy takie, które przedstawia coś interesującego i ma dobry, ciekawy kadr, czy takie, które jest dobrze obrobione? Oto jest pytania :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie i każdego, kto się fotografią zajmuje obróbka jest integralną częścią zdjęcia. I nie chodzi tu o poprawianie, tylko dokończenie tego co zaczął aparat - aparatem nie da się pokazać wszystkiego co widzi oko i to można nadrobić obróbką. Przy czym ja Photoshopa nie stosuję, bo tam już się ingeruje w zdjęcie bardzo - moja obróbka jest zgodna z zasadami, które wyznaczają wszystkie fotograficzne konkursy i są to rzeczy, które przed fotografią cyfrową też robiło się w ciemni, tylko zajmowało to dużo więcej czasu. Świadome zdjęcie bez obróbki jest po prostu niepełne - żeby było np. dobrze naświetlone to można to nadrobić obróbką, albo targać się na planowaną sesję zdjęciową z lampami, blendami i pierdołami, które zabierają całą zabawę ze spontaniczną fotografią. I zauważ, że dobre, stare zdjęcia bez obróbki najczęściej są czarno-białe albo w sepii, bo z kolorowymi to już jest kiepsko... Ale reasumując, dla mnie obróbka jest świetną sprawą i przy niej dopiero dopieszcza się to zdjęcie - choć przyznaję, że niektóre zdjęcia jej nie potrzebują ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgodzę się z Tobą, że dobre stare zdjęcia to najczęściej zdjęcia czarno-białe albo w sepii i zgodzę się, że obróbka zdjęcia to integralna część zdjęcia, chodziło mi raczej o takie "przekombinowane" zdjęcia, choć - jak już pisałam - każdy ma inną wizję tego, jak chce pokazać swoje dzieło. Czepiam się bardziej właśnie takiego photoshopowego obrabiania i absolutnie nie podejrzewam Was o takie praktyki, chciałam tylko poznać Wasze zdanie. Zatem poznałam, dziękuję i czekam na kolejne zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń

TOP