kwietnia 15, 2015

Zbyt szybko, zbyt wiele, zbyt bezsensownie...


Wiosna i energia za oknem, a we mnie ciągle siedzi melancholia... Świat przelatuje nam przed oczami i umyka między palcami, nawet nie wiedząc kiedy. Zauważamy to w momencie, kiedy wydarzy się coś, co wywraca go do góry nogami i nie są to sprawy zawodowe, biznesowe, czy w jakikolwiek sposób związane ze sferą, hucznie nazywaną, karierą. Absolutnie traci to na wartości w obliczu nowego życia, śmierci bliskiej osoby, czy nieuleczalnej choroby. Nie wiem dlaczego życie doświadcza mnie tym wszystkim na raz, ale wierzę, że jest w tym jakiś sens - choćby taki, by zatrzymać się na moment i pomyśleć o rzeczach, o których nie myśli się na co dzień, kiedy wszystko jest w porządku...

# ZBYT SZYBKO

Zbyt szybko mknie życie niepotrzebne; zbyt szybko nadchodzi dzień po dniu, a my nie zdążymy się nim nacieszyć i zrobić czegoś znaczącego; zbyt szybko zmienia się rzeczywistość, zanim zdążymy się do niej dostosować; zbyt szybko ludzie przychodzą i odchodzą; zbyt szybko postępuje choroba... zbyt szybko pędzi ten świat!
Ten pęd, odkąd skończyłam liceum, zawsze był w moim życiu, bo niestety w takich czasach przyszło mi żyć. Studia, praca, wyjazdy, praca na stałe, projekty, wolontariaty... wiele by tu jeszcze wymieniać, ale zawsze gdzieś się człowiek spieszył - na autobus, na zajęcia, na spotkanie, rano do pracy... Wydawało mi się to naturalne, bo przecież tak trzeba żyć. Adam zawsze mówił, że ze mną nie można się nudzić, bo nie potrafię spędzić jednego popołudnia na kanapie - nawet tam muszę coś robić, bo wydaje mi się, że marnuję czas. Teraz wiem, że to wcale tak nie jest, a zmusił mnie do tego Mały Człowiek rosnący z moim brzuchu. Wcześniej mój dzień wypełniony był po brzegi i nie było czasu na odsapnięcie - teraz wiem, że czasem muszę przystanąć, a wieczorem mieć czas dla siebie. Jeśli tego nie robię Mały Człowiek się buntuje, brzuch kłuje i wywraca się na cztery strony świata - muszę się bobujać na bujaku, pochodzić i wyłączyć myślenie, pomedystować przy spokojnej muzyce, albo zwinąć się z rogalem na kanapie i robić coś co pozwoli mi się uspokoić - wtedy Mały Człowiek też się uspokaja i wiem, że dobrze spożytkowałam ten czas, mimo że świata w tym czasie nie zbawiłam. 
Czasem wydaje mi się, że Mały Człowiek pojawił się specjalnie, żebym odnalazła spokój i sięgnęła nieco dalej poza ramy myślenia <muszę zrobić...> Bo w zasadzie co to znaczy <muszę>? Sami stawiamy sobie cele, priorytety, zadania, którym "musimy" sprostać i które "musimy" zrealizować. A jeśli coś nie wyjdzie, z czymś nie zdążymy uważamy się za źle zorganizowanych nieudaczników i znów zaczynamy się organizować, by dowieść sobie, a co gorsza innym, że jednak jesteśmy "zajebiści". I spirala się nakręca, wciągając nas w wir oczekiwań, którym koniecznie musimy sprostać: wobec siebie, wobec rodziny, wobec znajomych, wobec społeczeństwa, wobec kraju...! I co jeszcze? A co się stanie jeśli tym oczekiwaniom nie sprostamy, ale będzie nam to dawać szczęście??? Czy to zdefiniuje nas jako złych ludzi, obywateli, pracowników, mężów, dzieci... Nie sądzę. Sądzę natomiast, że każdy jest na tym świecie przez chwilę po to, by mógł w jakiś sposób zaznaczyć swoją obecność i sprawić, by świat był przez to lepszy, ale co najważniejsze, by odnalazł w nim szczęście. Kiedy człowiek podchodzi do życia mechanicznie, a to niestety generuje ówczesne tempo życia, szczęście schodzi gdzieś na drugi plan. Nie ma jednej definicji szczęścia, ponieważ każdemu daje ono co innego, dlatego warto na moment przystanąć, a może nawet przysiąść i zadać sobie pytanie: Co daje Ci szczęście? I co chcesz robić w życiu? nie odpowiadać na to pytanie zbyt szybko, ale kiedy już poznacie tą tajemną prawdę należy wstać i zacząć to robić!
Nie dążmy do celu zbyt szybko. Nie definiujmy swojego szczęścia czyjąś definicją. Nie zgubmy siebie w tempie, które dyktuje ówczesny świat.
Marek Aureliusz wypowiedział kiedyś słowa, które po tylu latach idealnie pasują do naszego "człowieczeństwa":

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. 
Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."


# ZBYT WIELE

Zbyt wiele od siebie wymagamy, zbyt wiele pracujemy, zbyt wiele oczekujemy od życia, zbyt wiele chcemy posiadać... 
I chcemy to wszystko naraz, właśnie teraz, w tej chwili. Sama się na tym czasem łapię i nie czuje się z tym dobrze - wiadomo, że byłoby fajnie, gdyby człowiek miał wszystko na wyciągnięcie ręki i nie musiał się za bardzo starać, by to osiągnąć. Ale mowa tu tylko i wyłącznie o rzeczach materialnych, bo je można zdobyć wraz z nagłym napływem dużej gotówki. Ale czy to jest konieczne, by być w życiu szczęśliwym? Czy zawsze musimy do czegoś dążyć i chcieć coraz więcej? W miarę jedzenia apetyt rośnie i taka jest prawda. Stąd wzięła się psychologia biznesu i na tym opiera się gospodarka. I to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające - żyjemy w świecie norm i konwenansów; w świecie administracji, ustroju i zasad, których jako członek społeczeństwa musimy się trzymać; w świecie medialnej propagandy, biznesowych zasad i chwytów marketingowych. W większości przypadków to nie my decydujemy, czego potrzebujemy tylko decydują za nas biznesowe mózgi, które tak konstruują oferty, reklamy, kampanie (nawet społeczne), że my do tego za wszelką cenę dążymy: nowy samochód, mieszkanie na zamkniętym osiedlu, prywatne przedszkole, seledynowe New Balance'y, meble na wysoki połysk... Jakiś czas temu używałam już tego hasła, ale tutaj jest niezbędne:

"Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy,
 by zaimponować ludziom, których nie lubimy"

Posiadanie jest mantrą współczesnego świata. Jeśli nie chcesz posiadać jesteś dziwakiem, aktywistą i marginesem społecznym; jeśli posiadasz za dużo jesteś złodziejem i oszustem; jeśli chcesz posiadać, a nie posiadasz - jesteś nieszczęśliwym nieborakiem, który nijak pasuje do społeczeństwa. My już nawet nie cieszymy się z tego co mamy! Robimy listy prezentów, które chcemy dostać, dzieci foszą się, że nie dostały na komunie quada, albo telewizora - w druga stronę nie działa to już jednak tak optymistycznie - na Dzień Babci kupujemy jedną różyczkę oczekując na Dzień Dziecka wypasionej zabawki; na Rocznicę w restauracji dajemy 50 zł wiedząc, że organizującego kosztowało to 200 zł. Nie wiem czy tak było zawsze tylko jakoś tego nie zauważałam, czy to stało się tak samo nagle, jak nagle wkroczyliśmy w demokrację i komercję. Nie rozumiem jednak, dlaczego mając tak wiele, jeszcze więcej oczekujemy i co najgorsze, nie potrafimy się tym dzielić. Od lat mam do czynienia z organizacjami charytatywnymi i wolontariuszami i prawda jest taka, że najwięcej dają i najwięcej pomagają Ci co mają najmniej. Bo wiedzą jak wiele to znaczy i sami, by taką pomoc docenili - jeśli masz wszystko co jeszcze Cię w życiu czeka...???

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to kim jest; 
nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"


# ZBYT BEZSENSOWNIE

Zbyt bezsensownie wykorzystujemy czas, zbyt bezsensownie trwonimy pieniądze; zbyt bezsensownie tracimy sens...
Ile czasu ma każdy z nas, tego nikt nie wie. Może 90 lat, może 40, a może 10. A może jest to ostatni dzień naszego życia. W taki sposób myślą chyba tylko Ci, co zetknęli się ze śmiercią twarzą w twarz, lub doświadczyli przeżyć, które skłaniają ich do takiej refleksji. Każdy żyje po swojemu, ale niewielu zdaje sobie sprawę, że marnuje swoje życie i zajmuje się czymś co nijak ma się do jego jestestwa. Jedno z podstawowych coachingowych pytań brzmi Co robiłbyś, gdybyś nie musiał zarabiać pieniędzy, ponieważ miałbyś ich pod dostatkiem? Bo niestety jest to wielki problem, głównie w naszym kraju - ludzi nie stać na życie po swojemu i realizacje swoich pasji. W zasadzie to nie mogę się z tym zgodzić - fakt, że czasem są sytuacje beznadziejne, ale z każdej można się wydostać. Jeśli faktycznie jest coś co kochasz robić i poświęcasz wszystko, by być w tym najlepszym, zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię doceni i zapłaci za to co robisz. Może się to wydać absurdalne, ale taka jest prawda - nie mówię, że jest to łatwe, a tym bardziej, że przyjdzie to samo - wymaga to ogromnych nakładów pracy, samozaparcia i cierpliwości, ale jest to możliwe. Wszystko siedzi w naszych głowach i tylko od nas zależy co zrobimy ze swoim życiem. Znam wiele osób, które zarabiają na swoich pasjach: projektują, szyją zabawki, filcują, tańczą, grają, jeżdżą na rolkach, graja w szachy, czy w gry komputerowe... Każdą absolutnie każdą pasję może przerodzić w pracę zarobkową, trzeba jednak być w tym co się kocha najlepszym - nie można być drugim, czy dziesiątym trzeba być najlepszym. Trzeba poczuć sensowność tego co się robi, bo najgorsze to robić coś bez sensu...

Nie wiem skąd wzięły się u mnie w ten słoneczny wiosenny dzień, takież filozoficzno-życiowe przemyślenia, ale wiem że jest w nich wiele prawdy. Może to kwestia tego, że za kilka miesięcy pojawi się na świecie nowy człowiek, którego chciałabym nauczyć jak żyć i jak być dobrym dla świata. To jednak będzie odrębna osoba, która może mieć zupełnie inne zasady i spojrzenie na świat. Będę się starać i mam nadzieję, że nie będzie pędził przez świat zbyt szybko, nie będzie zbyt wiele od niego wymagał i znajdzie sens i szczęście w tym co będzie robił.

Na koniec krótka "gadka" motywacyjna Oliwii Goldsmith, która bardzo klarownie obrazuje to, do czego ja stworzyłam elaborat :)

"Pe­symis­ta po­wie, że szklan­ka jest do połowy pus­ta, a op­ty­mis­ta, że do połowy pełna. Wiecie, co ja o tym myślę? Że ta szklan­ka nie jest w połowie ani pełna, ani pus­ta, tyl­ko że to jest zła szklan­ka. Wy­raźnie za duża. Ta­kie jest mo­je zda­nie. [...] A wiecie, o czym to świadczy? Że jes­tem prag­ma­tykiem! To znaczy osobą o prak­tycznym, zdro­worozsądko­wym po­dejściu do życia. Ta­kich ludzi na­zywa się prag­ma­tyka­mi i ja właśnie ta­ka jes­tem, do prob­lemów życiowych pod­chodzę prak­tycznie. Więc jeśli nie wiecie, czy wasza szklan­ka jest w połowie pus­ta, czy w połowie pełna, może le­piej się zas­tanówcie, czy po pros­tu nie jest ona za duża. Ro­zumiecie, do cze­go zmie­rzam? Nie chodzi o to, co myśli­cie o swo­jej szklan­ce, ale o to, co z nią zro­bicie. Pow­tarzam, że po­win­nyście ruszyć tyłek z miej­sca i wziąć so­bie inną szklankę! I zaw­sze pa­miętaj­cie: od­po­wiedź to tyl­ko zwykłe słowo. Ro­zumiecie? Drzwi do suk­ce­su są oz­naczo­ne na­lepką z na­pisem: PCHAĆ! Nie da się zos­ta­wić od­cisków swoich stóp w pias­ku cza­su, jeśli się nie no­si obu­wia ro­bocze­go"





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

TOP