kwietnia 13, 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna...


Kilka dni temu skończyła się pewna historia... Historia prawdziwa, czasem smutna, czasem radosna, z uśmiechem, ale i ze łzami, w ostatecznym rozrachunku raczej szczęśliwa. Historia, która rozpoczęła swój bieg 95 lat temu, w roku pokolenia Kolumbów, narodzin Jana Pawła II i... naszej Babci.
Właśnie jej chciałabym kilka słów poświęcić, ponieważ warto. Ponieważ takich ludzi już nie ma, znikają zostawiając po sobie pustkę i tajemnice świata, który dla nas jest już zapomniany, nieznany, archaiczny.


Urodziła się dwa lata po I wojnie światowej, przeżywając najpiękniejsze lata swojego życia w czasach, kiedy świat i wiara w człowieka się skończyła! W czasie wojny założyła rodzinę, urodziła syna, przeżywając czasy holocaustu, socjalizmu, państwa totalitarnego, rewolucji wszelakich, PRL-u, Solidarności, wolności... Niesamowite, by jeden człowiek mógł przeżyć tak wiele, by jedne dłonie mogły tak wiele zapamiętać, a oczy zobaczyć. Są to rzeczy, które my znamy z książek, filmów, teatru i mimo że przeżywamy i jesteśmy wrażliwi na naszą historię, jesteśmy od niej daleko, nie mogąc poczuć jej prawdziwości...
Poznałam Babcię 13 lat temu na jednej z rodzinnych imprez, na których częstowała mnie szałotem i wusztlikami - ja, rodowita Ślązaczka, niemająca dotychczas styczności z żywą gwarą, patrzyłam na Nią jak zaczarowana. I tak zaczął się mój kontakt ze śląskością, której kwintesencją była ta wiekowa Pani Babcia - nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z kimś, kto tyle wiosen przeżył na tym świecie - mam bardzo młode babcie, z którymi kontakt jest zgoła odmienny od tej, jakże specyficznej i urokliwej znajomości. Poznawałam Jej świat i chłonęłam z każdym spotkaniem, ponieważ był dla mnie czymś całkowicie nowym; słuchałam historii miejsca, w którym teraz mieszkam od czasów, gdy jeden wóz konny dziennie przejeżdżał ulicą; o sąsiadkach z czasów młodości; o miłostkach i zasadach społecznych, o czasach wojny, o tamtejszych relacjach, o ciężkiej pracy, o technologiach, które były nie zrozumiałe; o życiu, które dla mnie było tak samo odległe, jak to współczesne dla Babci... bo ona nie była z tego świata, ona tego świata nie rozumiała i czuła się w nim zagubiona, mimo że dawała z siebie wszystko.
Takich ludzi już nie ma... nie ma już na świecie stulatków, którzy pamiętają historię, której uczy się w szkołach; którzy mają zdjęcia starych Katowic, rodziców z XIX wieku, pamiątki w szufladzie, które ogląda się w muzeach. Ten świat przepada z każdą zapaloną na grobie świeczką i tylko od nas zależy jak go zapamiętamy, jak będziemy tą pamięć pielęgnować i przekazywać dalej, bo historia jest wiecznie żywa i nigdy nie umiera, kiedy pozostaje w nas...
Kilka dni temu skończyła się pewna historia... ale nie przepadnie i zostanie zapamiętana, bo za kilka miesięcy urodzi się nowa, naznaczona cząstką tej, która ustąpiła miejsca - nie miały możliwości się spotkać w realnym świecie, ale nie raz spotkają się tam, gdzie nie ma barier i czas nie ma znaczenia. Bo coś musi się skończyć, by zacząć mogło się coś...




3 komentarze:

  1. To była Twoja babcia? Bo wiesz, dręczy mnie pytanie, jak to się stało, że poznałaś ją tak późno?
    Smutno mi się zrobiło, bo moja babcia w tym roku w maju skończy 95 lat (i choć nie jest ze Śląska, też wiele przeżyła i też jest fajna :-) doczekała się już nawet dwóch praprawnuków) i też może już nie długo jej nie być wśród nas... Trzymaj się dzielnie i nie zapomnij o swojej babci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była babcia Adama, ale jakby nie była też moja.... 95 lat to już jest bardzo przyzwoity wiek, którego powinien dożyć każdy, ale mimo wszystko zawsze smutno. Trzymamy się dzielnie, dzięki i zdrówka dla babci :)

      Usuń
  2. No tak, nie pomyślałam, że to mogła być babcia męża...

    OdpowiedzUsuń

TOP