marca 23, 2015

RODZINNY KLOPS, czyli jak żyć i nie zwariować...



Dlaczego rodzinny klops? Tak mi się jakoś skojarzyło życie w rodzinie, związku, relacjach międzyludzkich - jak wielki klops, w którym miesza się i ugniata wszystkiego po trochu i wszystko musi do siebie pasować, żeby był smaczny. Składniki muszą być wyważone, przyprawy odpowiednio dobrane - jak zawsze w gotowaniu - każdy najmniejszy składnik i proporcje świadczą o sukcesie bądź porażce.

Niektórzy uważają, że na blogach dobrze pozostać anonimowym lub pozostawić anonimowość chociaż tej drugiej połówce. Po pierwsze: jak można pozostać anonimowym  pisząc bloga? chyba tylko wtedy, kiedy się to robi "do szuflady" lub pod pseudonimem. Po drugie: moje teksty wychodzą spod mojego pióra, czy bardziej klawiatury, ale zdjęcia niekoniecznie, bo nie tylko ja je robię; biznesu sama prowadzić nie byłam w stanie, a życie takie jakie mam jest współtworzone przez kogoś jeszcze, więc trochę nie wypada przypisywać wszystkiego sobie... Dlaczego miałam pozostawić anonimową integralną część mnie? No właśnie, więc chwilę właśnie o tym. Integralna część mnie na imię ma Adam; podział współegzystowania mamy bardzo podzielony i nie chodzi tu tylko o kwestie obowiązków: Adam sprząta kuchnie, ja resztę mieszkania, Adam płaci rachunki, ja robię zakupy, Adam wyrzuca śmieci, ja je generuję... to są rzeczy, niestety niezbędne, ale mało istotne. Istotne jest to jak przez 13 lat udaje nam się razem funkcjonować i na dodatek nie uciekać od siebie, a szukać tych wspólnych momentów. Szczerze mówiąc nie do końca wiem. Nigdy nie rozumiałam jak ktoś może wytrzymać ze mną tyle czasu i jeszcze twierdzić, że nadal mnie kocha! Nadal tego nie rozumiem, ale skoro tak jest nie pozostaje mi nic innego jak się z tego cieszyć i za bardzo się nad tym nie zastanawiać. Jest kilka prostych zasad, którymi mogłabym się podzielić, gdyby ktoś zapytał mnie o przepis na udany związek. Oczywiście takiego przepisu nie ma i wszystko zależy od osobowości człowieka, ale chcąc coś wypracować można oprzeć się na kilku prostych zasadach:

  • SZACUNEK - do siebie, do swojej pracy, pasji, do własnej intymności, do złego samopoczucia, czy kiepskiego nastroju - po prostu szacunek... to, że jest się z kimś, nie oznacza, że jest się tym samym; każdy z nas jest odrębnym człowiekiem i każdemu należy się swoja własna odrębność; nie da się tego zniwelować podpisując akt małżeństwa, czy zamieszkując pod jednym dachem; nigdy nie jest tak, że wszystko nas łączy i nie ma sytuacji, że wszystko nam się podoba, co nie znaczy, że trzeba z tego tytułu robić awantury - po prostu szanujmy siebie i nasze odrębne dziwności, tudzież dziwne odrębności
  • ZAUFANIE - oczywiście do siebie wzajemnie, ale również do decyzji, wyborów i tych aspektów, które sprawiają, że czujemy się bezpiecznie; absurdalne dla mnie są sytuacje, kiedy jeden drugiemu zabrania wyjść ze znajomymi, wyjazdu na kilka dni, realizowaniu swoich zainteresowań, czyli najnormalniej w świecie do bycia sobą; jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie ze swoją zazdrością i dlatego zabraniasz jej/jemu wyjechać na wieczór panieński koleżanki, albo na babski/męski wieczór to coś nie tak jest z tobą, a nie z tą/tym co chce wyjechać; będąc w związku nie jesteśmy w więzieniu - czasem każdy potrzebuje oddechu, wolności i odpoczynku od siebie;
  • WSPARCIE - nawet w najbardziej absurdalnych pomysłach; jeśli jest szansa, że uczyni nas to szczęśliwszych zawsze się wspierajcie i pamiętajcie - bez ryzyka nie ma zabawy ;)
  • ODPOWIEDZIALNOŚĆ - za siebie i tą druga osobę, za decyzje i postępowanie; jeśli się czegoś podejmujemy i do czegoś zobowiązujemy - a tym jest wspólne życie - to trzeba się tego zawsze i wszędzie trzymać; jeśli jedna strona zawiedzie to dotyczy to nie tylko jej samej, ale i tej drugiej strony, to z kolei może pociągnąć tą druga stronę do nie końca właściwych postępowań i w ten sposób machina się nakręca prowadząc do katastrofy... tak może nie wprost, ale mam nadzieję, wiadomo o co chodzi
  • SZCZĘŚCIE/MIŁOŚĆ - sztampowe slogany, które nigdy nie przestaną być aktualne - choćby nie wiem ile było w nas szacunku, zaufania i wsparcia, jeśli nie będziemy się kochać i nie będzie nam to dawać szczęścia, szkoda czasu...
  • PASJE/KOMPROMISY - przez życie należy przejść z pasją, bo bez niej co to byłoby za życie! każdy ma swoje własne, których łączyć się nie da i nawet nie powinno się, ale aby móc wspólnie faktycznie żyć, a nie tylko egzystować, to trzeba mieć jakąś wspólną radość, bo nic tak nie cieszy, jak dzielenie tej radości z kimś bliskim; może to być cokolwiek: dzieci, zwierzęta, bieganie, jazda na rowerze, spacery na mrozie, oglądanie wschodu słońca... możliwości jest nieskończenie wiele! znam pary, które nie potrafiły robić z sobą absolutnie nic - nie mogli razem jeździć w aucie, bo zawsze każdy wolał inną temperaturę; nie mogli razem jeść posiłków, bo każdy chciał o innej porze; nie mogli chodzić do restauracji, bo lubili jeść co innego; nie mogli uprawiać razem sportów, bo jeden lubił, drugi nie... i tak bez końca. I co wtedy? są trzy wyjścia 1) męczyć się z sobą 2) jedna strona się poddaje i podporządkowuje drugiej 3) rozstają się i mają szansę na odrobinę szczęścia z kimś innym. Jest też opcja najlepsza - znalezienie kompromisu lub poświęcenie się dla dobra ogółu. Z Adamem zaczęłam jeździć nałogowo na rolkach, łyżwach i nartach - nie mówię, że tego nie lubię, ale pasją bym tego nie nazwała; Adam ze mną zaczął jeździć na wyprawy nie z założeniem nic nie robienia, ale z zaplanowanym każdym dniem - marudził na początku, ale chyba już to lubi :) wiele jest rzeczy, które nas dzieli, ale jeśli mamy robić coś co wiadomo, że każdemu z nas sprawi frajdę to bierzemy aparat, psa, wsiadamy w auto i jedziemy gdzieś! ZWIERZĘTA, FOTOGRAFIA i PODRÓŻE to coś co zawsze możemy robić razem.
Dlatego ten blog tak naprawdę nie jest tylko mój, bo życia nie tworzy się w pojedynkę...
I coś co musimy mieć z każdego wyjazdu, a że mamy właśnie za sobą jeden, krótka prezentacja... :)

w pokoju z dozwoloną obecnością braci mniejszych :)

na Śnieżce

przy Kruczych Skałach

w kopalni, nie powiem jakiej, bo teściowa mnie okrzyczała ;)

Jesteśmy w stanie zrobić kilkadziesiąt zdjęć z jednego spaceru, weekend generuje około 100-200, kiedy jedziemy na dwa tygodnie - strach się bać! Wiadomo, że 80% z tych zdjęć się odrzuca, ale czasem nawet jeśli zdjęcie nie jest za dobre, może wiązać się z nim tak miłe i osobliwe zdarzenie, że autorowi wyjątkowo się podoba :) 




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

TOP